Komentarze Laboratorium WIĘZI - W stronę Słońca http://laboratorium.wiez.pl/blog.php?wstroneslonca Najnowsze wpisy w dziale komentarzy Laboratorium WIĘZI. W stronę Słońca - blog Katarzyny Jabłońskiej. Z pamiętnika kuracjuszki – Dzień dziesiąty http://laboratorium.wiez.pl/blog.php?bl&wstroneslonca&83 To nie było konieczne. Mogłam sobie wycieczkę „trzy w jednym” (patrz – odc. „dzień czwarty”) podarować. Chociaż… Gdybym nie wybrała się na nią, nie poznałabym sympatycznego Pana, który w moim sanatorium odbywał rekonwalescencję po operacji zainstalowania bajpasów. Jak miło słuchać mężczyzny z ponad – jak sadzę – trzydziestoletnim stażem małżeńskim, który opowiadając o sprawach kompletnie nie związanych ze swoim małżeństwem, musi co jakiś czas wspomnieć o żonie, ponieważ stanowi ona integralną i piękną część jego życia. Thu, 01 Jan 1970 00:00:00 GMT Z pamiętnika kuracjuszki - Dzień dziewiąty http://laboratorium.wiez.pl/blog.php?bl&wstroneslonca&82 – Jak to, nie byłaś jeszcze na dancingu??? Przyjaciółka – ta sama, która mogła pójść, a ja musiałam zostać – śmieje się szelmowsko. – No, nie byłam. Wieczorem wciąż bardziej ciągnie mnie nad morze niż na tańce. Może, gdyby dancing był na plaży… – rozmarzam się. – Na plaży czy nie plaży, a najpewniej w „Kormoranie” (restauracja najbliżej mojego domu sanatoryjnego)… Nie ma mowy, wieczorem idziemy na dancing – informuje mnie przyjaciółka. Thu, 01 Jan 1970 00:00:00 GMT Z pamiętnika kuracjuszki – Dzień ósmy http://laboratorium.wiez.pl/blog.php?bl&wstroneslonca&79 Zaaresztowana – taka jest do pewnego stopnia moja sytuacja tutaj. Nie tylko moja, wszystkich kuracjuszy. W ciągu dnia mogę sama decydować, co i kiedy, oczywiście poza terminarzem zabiegów i posiłków, jeśli się spóźnię – przepadają. Thu, 01 Jan 1970 00:00:00 GMT Z pamiętnika kuracjuszki – Dzień siódmy http://laboratorium.wiez.pl/blog.php?bl&wstroneslonca&78 Ależ ja tu jestem zajęta – wprost panicznie! Ale od początku. Pobudka 6.10 – trzeba przed kąpielą solankową, która punktualnie o 7.00, zmyć z siebie wszystkie te maści i olejki. Po kąpieli obowiązkowo nad morze, żeby się przywitać. Potem w pośpiechu, bo nad morzem całkiem człowiek zatraca poczucie czasu, na inhalację. Na chwilkę do domu, żeby wypakować mokry ręcznik i biegiem na śniadanie, gdzie współbiesiadnicy mocno już zaawansowani w zupie mlecznej. Po śniadaniu koniecznie nad morze. Thu, 01 Jan 1970 00:00:00 GMT Z pamiętnika kuracjuszki – Dzień szósty http://laboratorium.wiez.pl/blog.php?bl&wstroneslonca&76 W niedzielny poranek kaplica wojskowa Marynarki Wojennej RP – która mieści się w budynku po starym kinie – wypełniona po brzegi. Przed tabernakulum lampa taka, jakie stanowią wyposażenie statków, żyrandole ze sterów na żeglarskich linach, ministranci w strojach marynarskich. Thu, 01 Jan 1970 00:00:00 GMT Z pamiętnika kuracjuszki - Dzień piąty http://laboratorium.wiez.pl/blog.php?bl&wstroneslonca&75 Jakieś pięć kilogramów do lektury i komputer z pracą pilną, a wciąż z braku czasu odkładaną – te dobra uczyniły moją podróżną torbę jeszcze bardziej nieforemnie pękatą i nieprzyjemnie ciężką. Upychałam je jednak z niewzruszonym przekonaniem, że to świetny pomysł, bo przecież trzy tygodnie w sanatorium to szmat czasu. Thu, 01 Jan 1970 00:00:00 GMT Z pamiętnika kuracjuszki – Dzień czwarty http://laboratorium.wiez.pl/blog.php?bl&wstroneslonca&74 Podczas kolacji miła pani z biura podróży X zachęcała: – Wycieczka, na którą chcę Państwa zaprosić jest naprawdę wyjątkowa. To oferta trzy w jednym – rejs statkiem z muzyką na żywo i przewodnikiem, który „oprowadzał” Państwa będzie (oczywiście bez opuszczania statku) między innymi po naszym rezerwacie przyrody, w którym żyje kilkadziesiąt tysięcy kormoranów. Thu, 01 Jan 1970 00:00:00 GMT Z pamiętnika kuracjuszki - Dzień trzeci http://laboratorium.wiez.pl/blog.php?bl&wstroneslonca&72 Zdumiewa mnie, że dla niektórych morze może nie być pociągające. Na nadmorskim deptaku, który od morza dzieli zaledwie maleńki lasek, wszystkie ławki zapełnione paniami i panami w mocno zdekompletowanej garderobie. Panie od pasa w górę najczęściej w bieliźnie i listku na nosie, panowie z nagimi – w większości obfitymi – torsami i nogawkami spodni ponad kolanami. Wszyscy w słońcu i nierzadko w lekturze – najczęściej „Super Expressu” i „Tiny”. Thu, 01 Jan 1970 00:00:00 GMT Z pamiętnika kuracjuszki – Dzień drugi http://laboratorium.wiez.pl/blog.php?bl&wstroneslonca&71 Nie ma chyba nic ważniejszego w życiu kuracjusza niż karta zabiegowa – trzy kartki formatu A4, z których dwie stanowią codzienny „rozkład jazdy” pacjenta. Już przed siódmą rano spotkać można spieszących w różnych kierunkach, pojedynczo i w duecie, kuracjuszy. Charakterystyczny strój – zazwyczaj dres i sportowe obuwie oraz nieodłączna torebka, najczęściej plastikowa, w której kostium, ręcznik, klapki itd... Thu, 01 Jan 1970 00:00:00 GMT Z pamiętnika kuracjuszki – Dzień pierwszy http://laboratorium.wiez.pl/blog.php?bl&wstroneslonca&69 W podróży obmyślam teatr, który – być może – zmuszona będę odstawić, gdyby pojawiły się trudności z uzyskaniem pojedynczego pokoju. Będę demonstrować maści i szampony o odstręczającej woni, plastycznie opowiadać, że nocami nie sypiam, czytam więc do późna, a czasem nawet do świtu i wstaję nocą, żeby parzyć zioła nasenne. Thu, 01 Jan 1970 00:00:00 GMT Usiądź tu obok mnie w fotelu… http://laboratorium.wiez.pl/blog.php?bl&wstroneslonca&55 Zdarzyło się ostatnio, że dane mi było wieść ważną, acz bardzo trudną rozmowę, siedząc w rozłożystym fotelu hrabiny Karskiej. Ponoć, kiedy hrabinę nachodziła chandra, wynajmowała salonik w pociągu relacji Kraków – Wiedeń (mieszkała wówczas w Krakowie) i jechała do swojej ulubionej wiedeńskiej kawiarni na kawę i ciastko… Thu, 01 Jan 1970 00:00:00 GMT Między słowami http://laboratorium.wiez.pl/blog.php?bl&wstroneslonca&53 Nie udał mi się tym razem prezent, chociaż wydawał się trafiony w dziesiątkę. Na szczęście niefortunnie obdarowana osoba z wdziękiem pozwoliła obdarować się raz jeszcze i tym razem wszystko wskazuje na to, że bardzo fortunnie. A nieudany podarunek – Słownik wyrazów zapomnianych, czyli słownictwo naszych lektur (PWN), wrócił do mnie i nie przestaje mnie cieszyć. Thu, 01 Jan 1970 00:00:00 GMT Kamienna galaktyka http://laboratorium.wiez.pl/blog.php?bl&wstroneslonca&51 Steatyd to kamień niezwykłej urody i wrażliwości. Miewa różne kolory – może być szary, niebieski, popielaty, antracytowy, zielonkawy, turkusowy, różowy, żółty. Te kolory – występujące w pojedynkę, niekiedy zaś w większej grupie w jednej kamiennej bryle i na dodatek w przeróżnych odcieniach – toczą ze sobą dialog lub spór. Oba – i dialog, i spór – w tym przypadku są piękne. Thu, 01 Jan 1970 00:00:00 GMT Kino w akcji http://laboratorium.wiez.pl/blog.php?bl&wstroneslonca&48 Nie lubię kina akcji. Wyczyny agenta 007 czy Terminatora nudzą mnie. Co innego, kiedy samo kino wkracza do akcji – wtedy emocje bywają tak intensywne, że czasami chciałabym uciekać z kina. Zostaję jednak, bo opuszczenie bohaterów Czasu pijanych koni (niestety, tego pięknego filmu nie wydano na DVD), Italiańca (premiera 6 lutego), Milczenia Lorny (właśnie w kinach) byłoby zdradą tych, których tak wielu zdradziło. Thu, 01 Jan 1970 00:00:00 GMT Matematyka i metafizyka http://laboratorium.wiez.pl/blog.php?bl&wstroneslonca&47 „Ciało doskonale czarne”, „zakrzywienie czasoprzestrzeni”, „neutrina”, „ciemna energia”, „struktura osobliwości” – wszystkie te pojęcia uzmysławiają mi przepastną otchłań mojej niewiedzy. A jednak słuchałam wykładu o nich w rolach głównych jak pasjonującej, zaczarowanej opowieści. Nie dziwota, każdy kto choć raz miał okazje słuchać tego wykładowcy – ks. prof. Michała Hellera – wie, że to mistrz nad mistrze. Thu, 01 Jan 1970 00:00:00 GMT