Czytelnia

Małżeństwo i rodzina

Mistyka i erotyka

Zbigniew Nosowski

Zbigniew Nosowski, All You Need is Sex? Jak zmienia się współczesne rozumienie erotyki, WIĘŹ 2008 nr 7-8.

Również w popularnej literaturze pojawiły się tendencje do dostrzegania nowych zniewoleń w dziedzinie seksu. Klasycznym przykładem są powieści Michela Houellebecqa — „Poszerzenie pola walki”, „Cząstki elementarne”, „Platforma”. Wydawcy i księgarze przedstawiają go czasem jako „barda seksu” (bo to się lepiej sprzedaje), ale jego książki pokazują współczesnych, zupełnie zwyczajnych ludzi jako pustych, wydrążonych od środka, uzależnionych od seksu pozbawionego uczuć i niezdolnych do szczęścia. Są to często nałogowi konsumenci pornografii i/lub onaniści. Houellebecq — sam deklarujący się jako zwolennik rozkoszy dla wszystkich — wyśmiewa też naiwne przekonanie, że seks to sposób na zjednoczenie ludzkości.

Zmęczenie rewolucją seksualną dostrzec można nawet w twórczości filmowej. Piszę „nawet” — bo przecież film jest tą dziedziną sztuki, która ze względu na swój zasięg oddziaływania najbardziej oswoiła ludzi z najróżniejszymi przejawami seksualności. Ze względu na specyfikę magnetyzującego języka filmu właśnie w kinie najłatwiej przyciągać widza poprzez intrygującą nagość, subtelny lub bardziej wyuzdany erotyzm. Wydaje się, że we współczesnej sztuce filmowej — obok dominującego nurtu, który wciąż odsłania, podgląda i chce podnosić widzom poziom testosteronu, stając się czasami niemal ekranizacją Kamasutry — dostrzec można także przykłady ukazywania drugiej strony rewolucji seksualnej.

Coraz częściej w filmach oglądamy seks kompulsywny czy ludzi uzależnionych od seksu. Obrazy te w większości przypadków zbliżają się do pornografii i chcą jedynie epatować widzów zdehumanizowaną erotyką, sprowadzoną do roli zniewalającego nałogu. Tak czytać trzeba filmy w rodzaju „Intymności” Patrice‘a Chreau, „9 songs” Michaela Winterbottoma czy „Szamanki” Andrzeja Żuławskiego. Można jednak dostrzec, że niekiedy twórcom chodzi właśnie o dobitne pokazanie owego odczłowieczenia i głębokiej samotności, w jaką można popaść, sprowadzając wszystko do seksu. Taki wątek wyraźny był na przykład w debiutanckich filmach dwójki polskich reżyserów — „Sztuce masażu” Mariusza Gawrysia i „Wieży” Agnieszki Trzos, czy w, dokonanej przez Michaela Haneke, ekranizacji powieści Elfride Jelinek „Pianistka” i „Wiarołomnych” Liv Ullmann według scenariusza Ingmara Bergmana.

Pojawiają się też filmy pełne erotycznego napięcia, ale — co ciekawe — bez seksu na ekranie. I nie chodzi bynajmniej o telenowele, w których seksu się nie pokazuje ze względu na docelową porę emisji filmów, lecz poważne dzieła, np. „Spragnieni miłości” Wonga Kar-waia czy „Życie ukryte w słowach” Isabel Coixet. Może niektórzy reżyserzy zaczynają dostrzegać, że sceny łóżkowe — tak wielokrotnie już nadużyte — spłyciłyby problem, bo uniemożliwiłyby ukazanie głębi napięcia między kochankami? Czyżby zauważyli, że ciało całkowicie odkryte traci swoją tajemniczą przyciągającą moc, że wirujący seks na ekranie to, jakże często, spłycenie i trywializacja filmowej opowieści5?

Charakterystyczne dla podsumowania tego nurtu w kinie mogą być gorzkie uwagi Piotra Bratkowskiego na marginesie filmu „Kinsey”, poświęconego amerykańskiemu seksuologowi, który stał się „ojcem” rewolucji seksualnej: Bohaterami naszej kultury coraz częściej stają się nie namiętni kochankowie, lecz seksuolodzy. To dowód, że rewolucja seksualna lat 60. poniosła klęskę. Bratkowski zwraca uwagę, że filmowy Kinsey sam traci kontrolę nad procesem, który uruchomił. Jasno widzi, że swobodny seks, zamiast poszerzać wolność, staje się kolejną — często destrukcyjną — formą obyczajowego przymusu6.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 następna strona

Małżeństwo i rodzina

Mistyka i erotyka

Zbigniew Nosowski

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?