Czytelnia

Liturgia

Ireneusz Cieślik

Czy potrzebna jest reforma reformy?

Dyskutują: Ireneusz Cieślik (publicysta), Tomasz Kwiecień OP (przeor konwentu dominikanów w Poznaniu), Paweł Milcarek (redaktor naczelny kwartalnika „Christianitas”) oraz Jacek Borkowicz i Józef Majewski („Więź”)

– Czy Kościół potrzebuje dzisiaj nowej reformy liturgicznej? Punktem wyjścia dla tej kwestii jest książka kardynała Josepha Ratzingera „Duch liturgii”, której polska edycja ukazała się w tym roku nakładem wydawnictwa „Christianitas”. Czy podczas jej lektury nie odnieśli panowie wrażenia, że w oczach autora zreformowana po II Soborze Watykańskim liturgia znalazła się w stanie upadku, a uczestnicząc w niej od 40 lat, bierzemy udział w jakimś kiepskim spektaklu?


Paweł Milcarek: Kardynał Ratzinger kilkakrotnie już apelował o zainicjowanie nowego ruchu liturgicznego. Nie byłoby potrzeby takiego wezwania, gdyby liturgia znajdowała się w stanie dobrym. Jednak nigdy nie ośmieliłbym się nazwać Mszy odprawianej według nowego rytu kiepskim spektaklem, nawet jeśli liturgia, w jakiej uczestniczymy, ma poważne wady. Mówimy ostatecznie o rzeczach świętych. Przypominam sobie jednego ze znanych polskich duszpasterzy w czasie sympozjum synodalnego, który mówił, że bez wdrożenia różnych projektów posoborowych Msza święta pozostaje kiepskim naśladownictwem. Bardzo mnie to wyrażenie zabolało i dzisiaj jestem ostrożny w rewanżowaniu się tego rodzaju epitetami, które w końcu dotkną jakoś i sam sakrament.


– Jeśli ktoś mówi o kiepskim spektaklu liturgicznym, nie myśli zapewne o Autorze dramatu, lecz raczej o reżyserach i scenografach konkretnych inscenizacji. Jednak i kardynał Ratzinger nie unika mocnych sformułowań. Na początku swojej książki, rozwijając figurę złotego cielca, pisze o „subtelnej apostazji” Aarona, sprawującego ofiarę niegodziwie, choć formalnie nadal ku czci Jahwe. Czy można te słowa odnieść do całokształtu celebracji po watykańskiej reformie?


P. Milcarek: To wyrażenie raczej nie odnosi się do celebracji, lecz do stanu ducha reformatorów. Paweł VI, przemawiając do komisji tworzącej po Soborze projekty reformy liturgicznej (tzw. Consilium), ubolewał nad różnymi formami desakralizacji. Skądinąd papież ten, to zagadkowa postać – dokonywał bardzo daleko idącej krytyki różnych elementów tej reformy, którą potem sam autoryzował.

Samo celebrowanie nowej liturgii nie jest, oczywiście, żadną formą apostazji tych milionów ludzi, którzy w tej liturgii uczestniczą. Trzeba się zastanowić, w jakim stopniu to wyrażenie dotyczy twórców reformy liturgicznej II Soboru Watykańskiego. Jakie były motywacje tych, którzy praktycznie byli – jak arcybiskup Annibale Bugnini – architektami nowej liturgii? Kard. Ferdinando Antonelli, jeden z uczestników posoborowej komisji liturgicznej, od samego początku jej prac wyrażał zaniepokojenie faktem, że tym, co najważniejsze dla przewodniczącego jej pracom abp. Bugniniego, jest możliwie najszybsze parcie „do przodu”, unowocześnianie, zmiana i skróty. Dotykano rzeczy najświętszych, a traktowano je bezceremonialnie, bez należnej czci. To być może objawia pewien niepokojący stan ducha. A skoro już używamy obrazów ze Starego Testamentu, warto może użyć obrazu nieprzewidzianej i niebezpiecznej przygody Noego, który upił się winem. Nie pochwalam, oczywiście, postawy tych, którzy zareagowali na jego nagość chamskim śmiechem – tak, jak dzisiaj reaguje się wyłącznie krytyką na bezdroża watykańskiej reformy – ale z drugiej strony usprawiedliwianie, czy nawet pochwała pewnych naiwności przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, które tej reformie towarzyszyły i które ją kształtowały, też nie byłoby postawą synowską. Bo my, oglądając się wstecz ku tamtym czasom, często przypominamy sobie przysłowie: „Kto poślubia dzień dzisiejszy, ten następnego dnia zostaje wdowcem.”


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 następna strona

Liturgia

Ireneusz Cieślik

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?