Czytelnia

ks. Andrzej Draguła

ks. Andrzej Draguła, Dobre narządzie i zły nauczyciel, WIĘŹ 2001 nr 2.

Zatrzymajmy się na chwilę na homilii. Niedawno podczas sympozjum wykładowców homiletyki zaprezentowano nam internetowy projekt, który roboczo nazwę „Exemplum”, a który nota bene już funkcjonuje. Celem projektu jest stworzenie bazy danych zawierającej przykłady do kazań. Muszę przyznać, że nie podzieliłem powszechnego entuzjazmu, jaki ten projekt wzbudził. Pomijam zastrzeżenia, jakie mam do wszelkich zbiorów kaznodziejskich przykładów, które często oderwane od swoich korzeni zaczynają żyć swoim życiem, mającym niewielki związek z tym, co rzeczywiście się wydarzyło czy też z tym, „co autor chciał przez to powiedzieć”. Zresztą eksploatowanie tych samym na okrągło przykładów owocuje takimi oto redaktorskimi zabiegami kaznodziejów: „Pewno już ten przykład znacie, ale...”. Prócz tych, klasycznych rzekłbym, zastrzeżeń wobec tego typu baz danych, niezależnych od tego, czy istnieją one w wersji elektronicznej czy drukowanej – mam jeszcze inne, wynikające z samej natury internetu.

Marek Robak pisze – i słusznie – o niebezpieczeństwie wmówienia sobie, że to internet otwiera okno na świat, gdy w rzeczywistości jest akurat odwrotnie. Internet jest niezwykle cenny jako biblioteka znajdująca się w zasięgu ręki. Dostępność do źródeł i oszczędność czasu jest tutaj wartością niekwestionowaną. Sam z tej możliwości szeroko korzystam. Z drugiej jednak strony nieumiejętne korzystanie z tej mega bazy danych zwolnić może użytkownika z intelektualnego wysiłku, czego przykładem jest właśnie baza „Exemplum”. Źle się będzie działo, gdy całą wiedzę o świecie kapłan będzie czerpał z jego nierzeczywistej namiastki, jaką jest cyberprzestrzeń. Nieskuteczność naszego kaznodziejstwa ma swoje źródło miedzy innymi w nieumiejętności obserwowania świata, z jego niezrozumienia, z życia obok niego. Trzeba wielkiej samodyscypliny, by nie zacząć mieszkać bardziej w oksymoronicznej rzeczywistości wirtualnej niż w rzeczywistości prawdziwej, by nie powiedzieć - choć brzmi to tautologicznie – rzeczywistości rzeczywistej.

Argument zwolenników takiego fragmentarycznego korzystania z danych już przetworzonych jest dla mnie jasny – tak jest po prostu szybciej i praktyczniej. Osobiste bazy kaznodziejskich danych, do których niegdyś namawiało się kapłanów, odchodzą w przeszłość. Po co czytać, szukać, wycinać, notować, obserwować, skoro to wszystko jest już i to być może lepiej opracowane w internecie. Owszem, jest, tyle że cudze. A słowo Boże ma się przecież zrodzić z osobistego zachwytu nad światem i Bogiem.

Czatowy biskup

Chciałbym jeszcze jednak wrócić do kwestii zasadniczej dla internetu i jego kościelnego wykorzystania. Chodzi o poczucie wspólnoty jego użytkowników. Jaką „komunię” tworzy internetowa komunikacja? Marek Robak zauważa, że nieumiejętne wykorzystanie internetu dla duszpasterstwa może prowadzić do przywiązywania ludzi do tej formy przekazu, dlatego – jak pisze – zawsze trzeba przenosić działalność w internecie na płaszczyznę realną. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że żadnej „realnej” kontynuacji nie będzie, co więcej – jedyną realnością stanie się to, co wirtualne.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 następna strona

ks. Andrzej Draguła

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?