Czytelnia

Jacek Borkowicz

Jacek Borkowicz, Dobro dzieci to dobro Kościoła, WIĘŹ 2001 nr 8.

Skądinąd należałoby przypuszczać, że jeśli występki księdza z Tylawy znane były od dawna przynajmniej części spośród parafian, to jakieś skargi na proboszcza powinny były dotrzeć do kurii w Przemyślu znacznie wcześniej. Tylawa nie leży przecież za chińskim murem, jest parafią archidiecezji przemyskiej, uczestniczącą w obiegu kościelnych informacji.

Uczciwy i popularny katecheta, pobożny i niezwykle gorliwy proboszcz - tak księdza z Tylawy ocenia arcybiskup Michalik w cytowanym już komentarzu w „Niedzieli”. Nie ma powodu, by całkowicie zaprzeczać tej opinii. Pośrednio potwierdza ją psycholog Ewa Karbarz-Farbisz, która w wywiadzie, udzielonym „Gazecie Wyborczej” (27 czerwca), uwiarygadniając zarzuty o wykorzystywanie seksualne, określa jednocześnie księdza jako osobę jeżdżącą starym „maluchem” i chodzącą w obszarpanej sutannie, pomagającą finansowo wielu miejscowym rodzinom. Ale przecież nie może być wątpliwości, że seksualne nadużycia to coś, co kompletnie dyskwalifikuje każdego, pozornie najlepszego nawet duszpasterza! Nie sposób go ochraniać, tłumacząc się faktem, że całą sprawą zajęła się nielubiana przez część polskich katolików „Gazeta Wyborcza”.

Oskarżony proboszcz broni się, głosząc że atak na niego jest elementem rzekomego spisku grekokatolików, pragnących odebrać rzymskim katolikom kościół parafialny w Tylawie. W rzeczywistości nie ma powodu do formułowania takiego zarzutu wobec miejscowej wspólnoty greckokatolickiej. Wygląda na to, że proboszcz — dla ratowania własnej skóry — z premedytacją szermuje argumentem „obrony Kościoła i polskości”, wiedząc że zdobędzie tym łatwe poparcie szerokiej rzeszy pochopnych „obrońców”.

W krajach Zachodu opinia publiczna już od wielu lat z niejaką regularnością wstrząsana jest informacjami o seksualnym wykorzystywaniu dzieci przez duchownych. W sądach toczy się wiele spraw przeciwko księżom, zapadają surowe wyroki więzienia oraz wysokie grzywny. Na początku władze Kościołów na Zachodzie często przyjmowały wobec oskarżeń postawę milczenia, bagatelizowania zjawiska, „obrony dobrego imienia” duchownych czy Kościoła — niejako ze wszelką cenę, tracąc z oczu dobro samych krzywdzonych dzieci. Tak rodziły się nagłaśniane przez media skandale z duchownymi w roli głównej, a nawet poważne kryzysy Kościoła w konkretnych krajach, jak choćby w Austrii. Dziś już biskupi nie mogą sobie pozwolić na tego rodzaju postawę: zjawisko seksualnego wykorzystywania dzieci przez niektórych duchownych jest faktem, chociaż czasami okazywało się, że oskarżenia były wyssane z palca. Obecnie hierarchia szuka najlepszych sposobów niesienia wszechstronnej pomocy — od finansowej po duchową — skrzywdzonym dzieciom i ich rodzinom, tworzy się nowe programy formacji duchownych, zaczyna dbać o duchową i psychologiczną terapię księży, którzy dopuścili się zarzucanych im czynów. Tylko takie działania są godne Kościoła i ostatecznie tylko one właściwie służą jego wiarygodności.

Wszystko wskazuje jednak na to, że również i u nas zaczyna się powtarzać niedobry scenariusz początkowej reakcji władz Kościoła w USA, Irlandii, Francji czy Austrii: brak wrażliwości na krzywdę dzieci, zaprzeczanie faktom, zarzucanie antykościelnej postawy i wrogich intencji inicjatorom ujawniania skandali. Doświadczenia Kościoła na Zachodzie nie zdążyły nas jeszcze niczego nauczyć. Tymczasem w przypadku Tylawy „nie” grzechowi i zgorszeniu ze strony pewnych ludzi w Kościele jako pierwsi powiedzieli inni ludzie Kościoła — działaczka greckokatolicka i rzymskokatolicki zakonnik. Ale przede wszystkim to „nie” powiedziały same krzywdzone dzieci i przeżywające dramat ich rodziny. To właśnie jest prawdziwym bólem Kościoła!

poprzednia strona 1 2 3 4 5 następna strona

Jacek Borkowicz

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?