Czytelnia

Polacy - Niemcy

Christoph von Marschall, Jak widzą Niemcy integrację Polski z Europą, WIĘŹ 1996 nr 5.

Dla niemieckiego stanowiska nadal ważne jest to, co powiedziane zosta­ło podczas pierwszej podróży zagranicznej do Bonn prezydenta Kwaś­niewskiego, a co nie różni się od słów Helmuta Kohla podczas jego wizyty w lipcu 1995 r. w Warszawie i Krakowie: Polska potrzebuje Europy, ale Europa potrzebuje także Polski oraz – bez Polski Europa pozostanie tylko kadłubem. A także – jest moim osobistym życzeniem, aby Polska jeszcze w tvm wieku dostąpiła ziszczenia swego pragnienia przystąpienia do Unii Europejskiej i do NATO. Kohl wielokrotnie drwił ze sceptyków, którzy uważają się za szczególnie mądrych, a w rzeczywistości są najgłupsi: to ci, którzy sądzą, że Europa nigdy nie będzie zdolna do życia. Chciałbym – mówił dalej Kohl – żeby wszyscy wasi rodacy zrozumieli, że pociąg do Europy jedzie. I – wbrew prorokom europejskiej sklerozy – nikt go nie zatrzyma.

Czy Kanclerz Federalny sądzi więc rzeczywiście, że Polska będzie 2000 r. członkiem NATO i Unii Europejskiej? Bądź co bądź jest on szefe rządu najliczniejszego pod względem liczby ludności i na dodatek gospodarczo najpotężniejszego kraju zachodniej i środkowej Europy. Ponadto piastuje swe stanowisko o wiele dłużej niż jego koledzy i jego słowo posiada odpowiednią wagę. Ale piękne słowa Helmuta Kohla w Warszawie i Krakowie były przede wszystkim wypowiedziami dla opinii publicznej. Czuł on, że w Polsce sze­rzy się rozczarowanie, spowodowane zbyt powolnym zbliżaniem się do Zachodu. Stanowi ono wielkie niebezpieczeństwo zagrażające temu procesowi. Jeśli ludzie przestają wierzyć w cel, jeśli szerzy się rezygnacja, to wtedy zanika również gotowość do energicznego angażowania się w sprawo i ponoszenia dla niej ofiar. Ta gotowość jest jednak warunkiem, aby Polska stała się w krótkim czasie zdolna do integracji. Helmut Kohl chciał swymi wypowiedziami przede wszystkim wzmóc osłabły zapał reformatorski i obudzić nowe siły.

Wobec pochwał i pięknych słów, jakich w Polsce oczywiście chętnie się słucha, przeoczono fragmenty przemówień kanclerza zawierające ostrzeżenia. Któż czyta tekst pisany drobnym drukiem? Po wystąpieniu w Sejmie polskie media zauważyły oczywiście, że Polska – aby można było jej pomóc – musi przede wszystkim pomóc sobie sama. Czy jednak opinia społeczna potraktowała te ostrzeżenia poważnie? Jeśli nie uda się to nam w ciągu najbliższych czterech, pięciu lat, to nie uda się to długo. Możliwe że szansa rozszerzenia Unii na wschód odsunie się wtedy na dziesięciolecia.

Polscy partnerzy potwierdzili to w rozmowach za zamkniętymi drzwiami: Helmut Kohl wyraził poważne zatroskanie; być może jest on „ostatnim Europejczykiem”. Ostrzegł, że najpóźniej na przełomie wieków egoizmy narodowe wzrosną tak bardzo, iż tak rozszerzenie Unii, jak i NATO mogło­by spalić na panewce.

Dla Polski, a także dla Węgier, Czech i Słowacji – nie zapominając również o Słowenii, republikach bałtyckich, Bułgarii i Rumunii – sta­nowisko to jest niezrozumiałe. W czasie „zimnej wojny” Zachód przez dziesięciolecia podtrzymywał wizję wspólnej, solidarnej Europy. Jedyną przeszkodą miała być dyktatura komunistyczna. Narody wschodniej Europy odrzuciły ją w roku 1989 same. Ale oto pojawiły się nowe bariery. Roz­czarowanie, poczucie zdrady nasuwa się samo przez się.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 następna strona

Polacy - Niemcy

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?