Czytelnia

Małżeństwo i rodzina

Joanna Petry Mroczkowska

Joanna Petry Mroczkowska, Małżeństwo po amerykańsku, WIĘŹ 2006 nr 9.

Trudno nie zauważyć, że chyba jednym z najważniejszych aspektów w walce o dostęp do prawnej ochrony małżeństw jednopłciowych jest kwestia adopcji i praw rodzicielskich. Profesor Harvardu Elizabeth Bartholet, autorka książki „Family Bonds: Adoption, Infertility, and the New World of Child Production” („Więzy rodzinne. Adopcja, niepłodność i produkcja dzieci”, Beacon Presss 1999) uważa, że skoro w USA tak silne jest już przekonanie o wolności w kwestiach reprodukcji i „stylu życia”, nie da się zabronić gejom czy lesbijkom prawa do tworzenia związków ani do wychowywania dzieci, pochodzących z ich wcześniejszych małżeństw czy późniejszych zabiegów ukoronowanych powołaniem dzieci do życia.

O ile jednak w Europie – która w tej kwestii, podkreśla się, wyprzedziła Stany – nie ma raczej zgody na adopcję dzieci przez związki homoseksualne lub na ich dostęp do technik reprodukcyjnych, w USA jest nieco inaczej. Homoseksualiści w większym stopniu uznawani są jako rodzice, natomiast silniej uwydatnia się brak zgody na formalne małżeństwo. Dziecko pary lesbijek może być „zagrożone”, kiedy do sądu o prawa rodzicielskie występuje biologiczny ojciec. Dlatego też uważa się, że wychowujący partner niebiologiczny powinien mieć prawny tytuł adopcyjny, aby w ten sposób „zabezpieczyć” dziecko i siebie przed ewentualnymi roszczeniami innych osób.

Można uznać, że w USA istnieje klimat sprzyjający uznaniu „rodzin de facto”. Jeśli związek wygląda na rodzinę, to zazwyczaj uważa się, że nią jest. Ponieważ geje i lesbijki, już nie jednostki, lecz duża ich liczba – choć nie mogą formalnie zawierać małżeństw – mieszkają razem, prowadzą wspólne gospodarstwa, wychowują dzieci, daje się zauważyć nacisk na instytucje państwowe w kierunku zalegalizowania tej sytuacji. Profesor Bartholet obserwuje dwie tendencje. Pierwszą jest adopcja przez „niebiologicznego rodzica”. Pozwalając na taką adopcję, sądy w efekcie zgadzają się na wspólne wychowanie przez partnerów tej samej płci, wraz ze wszystkimi konsekwencjami tej sytuacji, przyznajmy: „przypominającej” rodzicielstwo małżeńskie. Ludzie niebędący małżeństwem nabywają de facto prawa rodzicielskie, które „uzyskali” osobno, nie wspólnie. Druga linia legitymizacji takich związków operuje argumentem, że w razie rozpadu związku “faktyczni partnerzy-rodzice” powinni móc występować o widzenia, opiekę itp. Stąd też zwolennikiem usankcjonowania związku będzie osoba, która opowiada się za tym, żeby w wypadku rozpadu związku dziecko miało kontakt z obu eks-partnerami. Sytuacja jednak komplikuje się w przypadku zdrady, co daje przewagę “osobie poszkodowanej”, ale tylko w ramach… małżeństwa.

Jak więc widać, w praktyce społecznej doszło już do tego, że małżeństwo kobiety i mężczyzny nie jest jedynym związkiem łączonym z zadaniami rodzicielskimi. Trzeba też odnotować fakt, że układy jednopłciowe coraz bardziej wzorują się na tradycyjnym modelu małżeństwa. Zjawisko to przyjmuje formę demograficznie znaczącą. Nie wydaje się, aby na dłuższą metę dało się utrzymać stan formalnej odmowy wobec związków homoseksualnych, przy zgodzie na pełnienie przez nie zadań rodzicielskich. Do tego dochodzi oczywiście tzw. argument akceptacji faktycznych związków. Walczący o prawo do małżeństwa jednopłciowego skarżą się na dyskryminację – frustrujący brak uznania, uszczerbek na godności, a przez to piętno społeczne.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 następna strona

Małżeństwo i rodzina

Joanna Petry Mroczkowska

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?