Czytelnia

Małżeństwo i rodzina

Joanna Petry Mroczkowska

Joanna Petry Mroczkowska, Małżeństwo po amerykańsku, WIĘŹ 2006 nr 9.

Dzieje kultury Zachodu w podejściu do małżeństwa odnotowują historyczne wahania między przewagą czynników ekonomicznych i emocjonalnych. Nie ma już mowy o małżeństwach aranżowanych ze względów dynastycznych, rodowych czy majątkowych. W ostatnich czasach do małżeństwa podchodzi się trochę jak do „psychologicznej” utopii, szuka się w nim emocjonalnego azylu, do głosu wydaje się dochodzić romantyzm.

O ile w latach czterdziestych w opinii publicznej najczęstszym powodem rozwodów w Stanach Zjednoczonych były problemy materialne, w sondażu z lat osiemdziesiątych był to już „brak uczucia”. Choć nie uległo zmianie to, że mieszkanie pod jednym dachem jest bardziej ekonomiczne niż w pojedynkę, a wychowywanie dzieci z partnerem wydaje się rozwiązaniem lepszym niż samotne rodzicielstwo, dzisiaj dominuje postawa, którą określa się czasem jako „projekt: miłość”. Kształtuje się nowa hierarchia dóbr rodzinnych – na czoło wysuwa się satysfakcja z życia małżeńskiego i rodzinnego. Indywidualna percepcja jakości związku staje się jedynym kryterium. Gdy na miłości-uczuciu pojawiają się rysy i znika satysfakcja z nią związana, pozostałe aspekty małżeństwa nie wystarczają jako argumenty za jego utrzymaniem. W tej sytuacji pewna część współmałżonków czuje się upoważniona do ponownego poszukiwania szczęścia w kolejnych związkach. Dla nich dobro dzieci staje się sprawą drugorzędną.

Krytycy nie mają złudzeń – kierowanie się pierwszoplanowym założeniem, że „małżeństwo jest po to, żeby mnie przynieść i zapewnić szczęście”, daje kruche podstawy do budowania trwałego związku.

Pojawia się pomysł pomocy małżeństwu na najwcześniejszym etapie, nawet przed jego zawarciem. Słuszne wydaje się spostrzeżenie, że w pewnym momencie – który określa się „wygasaniem miłości” – jest już na to za późno. Proponuje się więc zwrócenie uwagi na konieczność dostępności psychoterapii, ale konkretnej, skoncentrowanej przede wszystkim na nauczaniu technik wychodzenia z konfliktów. Trudno bowiem nie zauważyć, że w dzisiejszym „wyspecjalizowanym“ świecie, kiedy otoczeni jesteśmy instrukcjami i wszystko objęte jest szkoleniem, miłość na codzień jest jedyną sferą pozostawioną radosnej spontaniczności, i to w kulturze indywidualistycznej, antytradycjonalistycznej, która przytłacza ogromem propozycji utrwalających egocentryzm i narcyzm. Coraz rzadziej najbliższa społeczność, zwłaszcza rodzina, wychowuje młodego człowieka do współżycia z innymi przy udziale klarownych wzorów i skutecznych sankcji.

Konkretnie rzecz ujmując, chodzi tu, aby w (szkolnym czy kościelnym) przygotowaniu do małżeństwa kładziono nacisk nie na seksualność. Proces ten powinien opierać się na założeniu, że już nie wystarczy powiedzieć, iż potrzebne jest poświęcenie, poczucie obowiązku itp. Trzeba zrozumieć, co kryje się za tymi ogólnikami, zdać sobie sprawę, że małżeństwu zagrażają konflikty, znudzenie, nieumiejętność dialogu. Nawet wzór zgodnych rodziców z przykładnego małżeństwa sam w sobie nie wystarczy, żeby przygotować młodych ludzi do radzenia sobie z konfliktami, frustracjami i przeciwnościami. Dobry związek międzyludzki wymaga charakteru, wysiłku i umiejętności.

Małżeństwo można porównać do wspólnej budowy, a budowanie jest konkretną umiejętnością, wykraczającą poza zabawę ze wznoszeniem zamku na piasku przy użyciu pięknych słów i pobożnych życzeń. Piękny, trwały dom nie jest dziełem spontaniczności, zabawy ani przypadku. Nie wystarczy romantyczny wzlot przypieczętowany nawet najbardziej oszałamiającą, rzucającą na kolana znajomych i sąsiadów ceremonią ślubną i weselną, z panną młodą w białych tiulach, jak z okładki kolorowego magazynu. Sięgnijmy zresztą i tu do statystyk – profesor ekonomii Claudia Goldin szacuje amerykański przemysł związany z zawieraniem małżeństw na 100 miliardów dolarów rocznie, co ponad dwukrotnie przewyższa cały przemysł filmowy w Stanach Zjednoczonych…

Żeby zatem nie pozostawiać instytucji małżeństwa w gestii energicznych zabiegów środowisk homoseksualnych oraz przemysłu ślubnego, potrzeba przede wszystkim powszechnej świadomości, że małżeństwo jest obustronnym zobowiązaniem, podejmowanym odpowiedzialnie, nie tylko dla własnego dobra.

Joanna Petry Mroczkowska

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7

Małżeństwo i rodzina

Joanna Petry Mroczkowska

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?