Czytelnia

Mężczyzna

Cezary Gawryś

Cezary Gawryś, Mężczyzna, Jezus z Nazaretu, WIĘŹ 2003 nr 7.

To, w jaki sposób w świadomości Jezusa z Nazaretu przejawiała się jego boskość, synostwo Boże, poczucie misji mesjańskiej, jest intrygującym pytaniem i przedmiotem wnikliwych dociekań teologów, ale koniec końców pozostanie to dla nas zawsze tajemnicą. Wierzymy, że Jezus był prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, i jako taki podlegał naturalnym prawom rozwoju fizycznego i psychicznego. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi – pisze św. Łukasz (2, 52).

Jezus jako dorosły mężczyzna miał bardzo żywe, dojrzałe relacje z innymi ludźmi. Nie unikał spotkań i rozmów, nie bał się sytuacji trudnych i konfliktowych, stawiał sprawę zawsze jasno, choć w sposób delikatny i nieraniący. Bywał ostry i stanowczy (Idź precz, szatanie! – do Szymona-Piotra, Czy i wy chcecie odejść? – do uczniów), wyrażał silne emocje, złościł się, smucił i płakał. Umiał przyjmować uczucia miłości (zainteresowanie, fascynację, podziw i uwielbienie) okazywane sobie przez innych, zarówno mężczyzn (uczniowie!), jak i kobiety. Tych kobiet można wymienić wiele. Przede wszystkim te, które „chodziły za Nim”, co w języku ówczesnym mogło oznaczać coś więcej niż „towarzyszyły i usługiwały”, a mianowicie: były jego uczennicami. „Chodziły za Nim” jako za mistrzem, rabbim, po to, by słuchać Jego nauk. W takiej roli na kartach Ewangelii została wyraźnie utrwalona Maria z Betanii. Pod tym względem Jezus przełamywał ówczesne obyczaje – dla Żydów było bowiem czymś niewyobrażalnym, aby rabbi miał w gronie swoich uczniów kobiety. Wiadomo, że Jezus w relacjach z kobietami przełamywał konwenanse i religijne zakazy: przyjaźnił się z kobietami (Maria i Marta, siostry Łazarza); rozmawiał sam na sam w miejscu publicznym z obcą kobietą, w dodatku Samarytanką (scena przy studni); pozwalał się dotykać kobietom uważanym za nieczyste (cierpiąca na upływ krwi, „grzesznica” na uczcie u faryzeusza Szymona). Owa nieznana bliżej, bezimienna niewiasta, ciesząca się w swojej społeczności bardzo złą opinią, a więc najprawdopodobniej miejscowa prostytutka, która wtargnęła zuchwale na ucztę u lokalnego dygnitarza, na oczach wszystkich biesiadników okazała Jezusowi swoje uczucia czułymi gestami, których On nie bał się przyjąć: ...łzami oblała Mi stopy i otarła je swymi włosami... nie przestała całować stóp moich... olejkiem namaściła moje stopy... ponieważ bardzo umiłowała (por. Łk 7, 36-50).

Przyjmował też oznaki miłości od mężczyzn. Rywalizowali o bliski dostęp do Niego Jakub i Jan, na pamiątkę pewnego niemądrego zachowania przezwani przez Jezusa „Synami gromu”, a „umiłowany uczeń” podczas ostatniej wieczerzy paschalnej poufale kładł Mistrzowi głowę na piersi, wiedząc, że może sobie na to pozwolić. Jezus przyjaźnił się z Łazarzem i płakał z żalu po jego śmierci – „Oto, jak go miłował!” (J 10, 36). Pozwalał, aby podchodziły do Niego blisko małe dzieci. (Zawsze myślę o tym, widząc Brata Rogera przychodzącego na modlitwę z gromadką dzieciaków. To nie jest z jego strony łatwy gest na pokaz. Te dzieci mieszkają w Taizé. Jedno z nich, osierocona dziewczynka hinduska, zaadoptowana przez Brata Rogera przed laty, dziś jest już dorosłą, zamężną kobietą. Podczas posiłków siedzi przy stole tuż obok swego przybranego taty.)

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 następna strona

Mężczyzna

Cezary Gawryś

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?