Czytelnia

Cezary Gawryś

Na pytania trzeba zapracować, Z Cezarym Gawrysiem rozmawia Alina Petrowa-Wasilewicz, ?Gazeta Wyborcza?, 7-8 września 2002.

Jaki język był dla nich zrozumiały?

— Trzeba szukać tego języka. Próbowałem odwoływać się do znanych im realiów. Zawsze bardzo udawała się lekcja o Trójcy Przenajświętszej. Mam piękną kopię ikony Andrieja Rublowa, którą podarował mi mój przyjaciel — pustelnik. Przynosiłem ją zawiniętą w ręcznik. Rozwijałem ją przy nich i pytałem, co to jest. Gdy mówili mi, że obraz, odpowiadałem, że ikona. A z czym kojarzy im się to słowo? Z ikonką w komputerze. Tłumaczyłem im, że tak jak ikonka w komputerze otwiera jakiś program, tak ikona również otwiera nas na inną rzeczywistość. Na rzeczywistość Boga. Później rozmawialiśmy o samym obrazie, o jego bogatej symbolice.

Jacy powinni być katecheci?

— Powinni okazywać akceptację i zrozumienie. Sądzę, że bardzo cenne byłoby przywrócenie funkcji prefekta, tak jak było to przed wojną. Powinien to być ksiądz z charyzmą, którego jedynym obowiązkiem byłoby bycie z młodzieżą. Co do innych nauczycieli religii — moim zdaniem nie jest sprawą rozstrzygającą, czy nauczają jej katecheci świeccy, czy księża. Najważniejsze jest, aby byli to ludzie słuchający młodzieży, okazujący jej szacunek, którzy jednak nie próbują się młodzieży za wszelką cenę przypodobać i nie kapitulują podczas „próby sił”. Bez wątpienia świecki ma czasem łatwiejszą sytuację. Gdy moi uczniowie dowiedzieli się, że mam trzech dorosłych synów, spojrzeli na mnie inaczej. A gdy powiedziałem im, że w małżeństwie przeżyłem trzydzieści lat, mogłem wejść z nimi w relację paraojcowską. A kryzys ojcostwa jest ogromny, dlatego obecność nauczyciela mężczyzny w szkole, także katechety, jest bardzo cenna. Ksiądz lub katecheta może być jedynym pozytywnym wzorcem mężczyzny, z którym stykają się uczniowie, przede wszystkim chłopcy. To wielka szansa także dla ich rozwoju psychicznego. Kiedyś mówiłem na lekcji o czystości, małżeństwie i etyce seksualnej. Czułem, że jest to jakby rzucanie grochem o ścianę. Za to, gdy zacząłem im opowiadać w sposób bardzo szczery o własnym małżeństwie, nie kryjąc trudności, znowu zapanowała martwa cisza. A to zawsze znak, że trafiam w jakiś bolesny punkt. Oni po prostu nie mają dobrego doświadczenia, gdyż obserwują małżeństwa swoich rodziców. Dopiero wtedy, gdy odniosłem się do życia z całym realizmem, otwarli się na wszelkie prawdy, które wcześniej chciałem im przekazać, a oni twardo je odrzucali.

Dlaczego Pan odszedł po dwóch latach?

— Te lekcje całkowicie mnie pochłaniały. Działo się to kosztem rodziny, którą zaniedbywałem. O moim odejściu zdecydowały także względy finansowe. To bardzo istotne — jeżeli ten najważniejszy front pracy misyjnej w Polsce ma sprostać wyzwaniom czasu, które są ogromne, muszą znaleźć się środki na opłacanie katechetów na godziwym poziomie. I trzeba do katechizacji kierować najlepszych. Przecież w Polsce jest z czego wybierać — kilkanaście tysięcy studentów studiuje dziś teologię. Znowu wracam do postulatu o wznowieniu funkcji prefekta. W przeciwnym razie grozi nam szybka dechrystianizacja.

Kraje południowej Europy, które kilkaset lat żyły w kompletnej izolacji z powodu niewoli tureckiej, zeuropeizowały się w szybkim tempie dzięki szkolnictwu. Prawie niepiśmienni rodzice posyłali swoje dzieci do znakomitych szkół, często prowadzonych przez zakony katolickie. I to się udało. Czy nie sądzi Pan, że w sytuacji głębokiego kryzysu rodziny, która nie kocha, nie wychowuje, nie formuje i nie przekazuje tradycji, rola szkoły jest szczególnie ważna? Że może od szkół, także liczby dobrych szkół katolickich, zależy, czy Polska oprze się dechrystianizacji?

— Jestem pewien, że dziś coraz więcej zależy od dobrej szkoły. Dlatego należy tworzyć szkoły katolickie, a do pozostałych posyłać najlepszych ludzi. To powinna być wielka troska proboszczów. A także całej wspólnoty parafialnej. Lepiej nie wstawić nowych witraży w kościele, ale znaleźć środki na zatrzymanie dobrych pedagogów. Jeżeli rodzina daje tak niewiele, rola szkoły wzrasta.

Czy po tych dwóch latach zauważył Pan zmianę w swoich uczniach?

— Sądzę, że w większości wypadków katecheta nigdy nie będzie oglądał owoców swojej pracy i że nie powinien na to liczyć. Ale ucieszyłem się, gdy na rozdaniu matur jeden z moich uczniów powiedział mi, że już parę razy w życiu przydało mu się to, co ode mnie usłyszał. Nigdy nie zapomnę życzeń, jakie na opłatku, który urządzałem w grudniu w każdej klasie, złożył mi po cichu jeden zbuntowany 17-latek z kolczykiem w uchu: „Niech pan nigdy nie straci wiary w nas”.

poprzednia strona 1 2 3 4

Cezary Gawryś

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?