Czytelnia

Polacy - Niemcy

Andrzej Niewiadomski, Nasi za granicą, WIĘŹ 1996 nr 5.

Dla jednych polska odwaga i brawura, dla innych nierozsądne szaleństwo – Somosierra i „Lotna”, oto dwa klasyczne przykłady. Pani hr. Marion Dönhoff opowiadała mi niedawno o ostatnim życzeniu pewnego niemieckiego oficera, dowódcy oddziału, który ogniem broni maszynowej zmasakrował szwadron polskiej kawalerii, szarżujący w pamiętnym wrześniu na pozycję niemiecką. Jako trofeum zatrzymał sobie ów oficer trąbkę ułańską, znalezioną wśród poległych na polu walki. Umierając pół wieku później uprosił córkę, by zwróciła tę trąbkę ojczyźnie walecznych kawalerzystów. Co też się stało.

W latach sześćdziesiątych, czytając jako młody człowiek, cytowane na wstępie i inne podobne opinie niemieckie z ostatnich 200 lat o Polsce, doznawałem uczucia złości, wstydu i upokorzenia. Odbierałem je jako przesadną insynuację, kłamstwo i propagandę, mającą na celu jedynie usprawiedliwienie zbrodni rozbiorów. Dopiero znacznie później uświadomiłem sobie, że poczucie wyższości kulturowej od wieków i stale istnieje w Europie w kierunku z południowego zachodu na północny wschód. „Barbarzyńcami” lub prostakami byli dla Włochów (Rzymian) Francuzi, dla Francuzów Niemcy, dla Niemców Polacy, a dla nas Moskale, o czym choćby świadczy owa stara polska pieśń studencka:

Moskal niech nie zapomina,
że w Europie jest on wiechciem,
bo gorzalką się urzyna
i smaruje buty dziegciem<

Ale największym bodajże szokiem był dla mnie przypadkowo gdzieś na początku mego pobytu w Berlinie przeczytany fragment niemieckich pamiętników dworskich z Wielkopolski przełomu XIX i XX w. (nie do odtworzenia dziś, czyjego pióra), a więc z zaboru pruskiego. Użyto w nim dla charakterystyki polskiego otoczenia słowa unterwürfig, a więc „uniżony” lub „służalczy”. Pamiętam jak mi krew napłynęła do twarzy. No bo niech tam – mogliśmy być lekkomyślni, nieporządni, niezdyscyplinowani lub bałaganiarscy, jeśli zastosować stare niemieckie (pruskie) kryteria ładu i gospodarności. Ale uniżeni i służalczy?! Całe me wychowanie, które wyniosłem z domu rodzinnego, a więc oparte na Sienkiewiczowskiej Trylogii, tradycjach powstańczych i konspiracyjnych, kulcie Napoleona czy wozie Drzymały mówiło mi, że to musi być podła potwarz, bo kochaliśmy przecież honor i wolność ponad wszystko. Problem polegał jednak na tym, iż autor czy autorka pisała w sumie o tych „uniżonych” Polakach z sympatią i bez cienia niechęci – opisywała ich tak, jak ich po prostu widziała. Dziś wydaje mi się, że zapewne wtedy nie znałem dostatecznie prozy realnego życia. Owi „umiem” to przecież nie Sienkiewiczowscy bohaterowie, Mały Rycerz, zawadiacki Kmicic, dumny Skrzetuski, lecz okoliczni folwarczni najemnicy czy też robotnicy sezonowi, mający do wyżywienia wielodzietne rodziny, a więc całkowicie zależni od dworu jako dawcy pracy i chleba.


poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 następna strona

Polacy - Niemcy

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?