Czytelnia

Polacy - Niemcy

Andrzej Niewiadomski, Nasi za granicą, WIĘŹ 1996 nr 5.

Widziano więc nas niekorzystnie niegdyś w protestanckich Prusach i Brandenburgii. Już nieco lepiej osądzali nas protestanccy Sasi, choć ani im, ani nam nie wyszli na zdrowie wspólni królowie, których tron polski został istotnie kupiony za pieniądze (z dodatkiem obcych bagnetów). Bez uprzedzeń i przesadnej wyższości traktowali nas natomiast katoliccy Niemcy, a więc Bawarczycy i Nadreńczycy, ale może po części dlatego, że nie graniczyli z Rzeczpospolitą. Nawiasem mówiąc, przysłowiowa jest bawarska niechęć do wszystkiego, co pruskie (albo dziś położone na północ od Bawarii), wyrażająca się w ciągle powszechnie tam użytkowanym obraźliwym określeniu: du Sau-Preuβe („ty pruska świnio” lub inaczej „ty świński Prusaku”, jak kto woli). Nawet po opuszczeniu słowa „świnio” jest to zwrot niezwykle negatywny w bawarskich uszach, co potwierdził niedawno tamtejszy sąd. „Ty Prusaku” powiedział bowiem do policjanta, wypisującego mandat za niewłaściwe parkowanie, pewien kierowca, mając na myśli jego nadgorliwość służbową, za co został podany przez owego stróża porządku do sądu za obrazę władzy i swą osobistą. Sąd orzekł, że obraźliwe jest zarówno tykanie funkcjonariusza, jak i określenie „Prusak” w odniesieniu do Bawarczyka, choć kary pieniężnej jednak nie wymierzył.

Wczoraj

Całkowite niemal odwrócenie starych stereotypów przyniosły, na chwilę niestety tylko, czasy „Solidarności”. Owe przysłowiowe polskie nieposłuszeństwo i niepokorność, umiłowanie wolności i indywidualizm, wyzwanie rzucone niezwyciężonej zdawałoby się potędze zafascynowało tym razem Niemców (ale w NRD tylko nielicznych dysydentów), choć akurat na lewicy (SPD) dawały się wówczas też czasem słyszeć pomrukiwania o naszej lekkomyślności. Oczywiście większość Niemców uważała (i uważa do dziś), że strajki to gospodarcze samobójstwo – ale i elity, i prości ludzie rozumieli, że chodziło tu nie o anarchię, lecz o wyzwanie rzucone dyktaturze. Przeszkadzał im wprawdzie trochę jako społeczeństwu w większości zlaicyzowanemu (w którym protestancka część Kościoła przestała de facto głosić Ewangelię, koncentrując się na kwestiach filozoficzno-politycznych i naprawie świata doczesnego) ów specyficzny polski katolicyzm: Matka Boska w klapie, msze w stoczni itd., ale traktowali to jako egzotykę. Zdumiewał natomiast rozsądek i umiar. Ale nade wszystko zaimponował im sukces, a więc to, że polskie niemal bezkrwawe powstanie się udało, a powszechnie znane w kręgach inteligencji niemieckiej słowa: Noch ist Polen nicht verloren (jeszcze Polska nie zginęła) nie były tylko pobożnym życzeniem, lecz się ziściły i to namacalnie, bo każdy widział ich ucieleśnienie w telewizorze.

Najlepszym miernikiem tego sukcesu w niemieckim wizerunku Polski, był znamienny fakt, że nie tylko prezenterzy telewizyjni, lecz i większość ludzi, nauczyła się wymawiać „ł” czyniąc z „Walensy” – Wałęsę. Jest to o tyle warte podkreślenia, jako że nikt w Niemczech nie ma pojęcia o polskiej fonetyce i Mazowiecki wymawiany bywał „Macowieki”, a piłkarz Warzycha jako „Warcycha”.


poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 następna strona

Polacy - Niemcy

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?