Czytelnia

Polacy - Niemcy

Jürgen Wahl, Niemcy '96 - próba prześwietlenia, WIĘŹ 1996 nr 5.

Fenomen towarzyszący debacie socjalnej jeszcze przed niewielu laty nie do pomyślenia: oto katoliccy biskupi zdystansowali się wobec CDU i CSU stwierdzając, że partie te – choć kroki oszczędnościowe są skądinąd absolutnie konieczne – zdradziły chrześcijańskie kryteria solidarności. Nie widać jednak, by przyniosło to korzyści socjaldemokratycznej opozycji.

Niemcy są nastawieni demokratycznie. Przez kilka lat lamentowano w mass mediach, że koncepcja „partii ludowej” (dotyczy to stronnictw zarówno chrześcijańskich demokratów, jak i socjaldemokratów) jest martwa. A to dlatego, że suma głosów oddanych na CDU/CSU i SPD spadła z 90 procent w latach siedemdziesiątych do 72 procent (i do 76 tuż przed upadkiem muru berlińskiego). Wprawdzie wzmocnili się w tym czasie „Zieloni” i ustabilizowali jako partia z 7-13 procentami głosów (w miastach uniwersyteckich nawet do 25 procent), ale „partie ludowe” odzyskały teren i tylko FDP musi ciągle z zatroskaniem oczekiwać na wyniki kolejnych wyborów. Negatywny bilans wszystkich partii powstałych zaraz po wo,jnie bierze się jednak z ich starzenia się (przeciętny wiek członków – od 51 do 54 lat), braku narybku (przede wszystkim brakuje w partiach kobiet i młodych ludzi) oraz z ogólnej tendencji panującej w zachodniej Europie, by nie wiązać się z nikim organizacyjnymi więzami, obojętne, czy to w sporcie, związkach zawodowych czy też w starych partiach.

Wobec opisanego wyżej stanu rzeczy nie tylko za granicą rodzą się obawy, czy demokracja w Niemczech jest dostatecznie stabilna. Co jest ze skrajną prawicą? Obcokrajowcy pytają o to, bo ciągle zdarzają się czynne napaści na „obcych”, a słowne – z ust konserwatywnych polityków. A czy skrajna lewica nie odnosi sukcesów – tak jak komunistyczna frakcja w PDS, spadkobierczyni wschodnioniemieckiej SED? Czy też niektórzy „Zieloni”, uprawiający politykę z misjonarskim wigorem w sposób nie dający się znieść? Urodzony we Wrocławiu Ignacy Bubis, przewodniczący Centralnej Rady Żydów w Niemczech, mówi, że to niebezpieczeństwo jest tak wielkie, jak w każdym innym kraju Europy. Inni zwracają uwagę na to, że Niemcy wprawdzie niechętnie angażują się w działalność partyjną, ale za to cenią sobie inicjatywy obywatelskie. A także – można by dodać – wybierają chętniej osobistości, aniżeli głosują na listy partyjne, jeśli tylko pozwalają na to regionalne ordynacje wyborcze. Dowodem na to są wybory burmistrzów w wielu niemieckich landach: niezależni kandydaci mają dobre szanse w konkurencji z partyjnymi.

Reasumując można powiedzieć: demokracja w Niemczech zagrożona jest bardziej leniwym brakiem chęci do uczestnictwa w życiu politycznym niż przez zorganizowanych wrogów z lewicy i prawicy.

Sprzeczności spiętrzają się. Od początku lat osiemdziesiątych niektórzy autorzy prezentują w swych książkach nacjonalistyczne i konserwatywne tezy, nie znajdują jednak – inaczej niż w Republice Weimarskiej – rzeczywistego odzewu w społeczeństwie. Nawet przy upadku muru Niemcy w Berlinie nie zaśpiewali spontanicznie ani razu hymnu narodowego, godzinami za to moguncką pieśń karnawałową: „co za piękny dziś dzień” (So ein Tag, so wunderschön wie heute).

poprzednia strona 1 2 3 4 5 następna strona

Polacy - Niemcy

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?