Czytelnia

Kobieta

Inka Słodkowska

O czym w Polsce milczą kobiety „na świeczniku”

Kilka miesięcy temu miałam okazję obserwować spotkanie poświęco­ne społecznej i prawnej sytuacji polskich kobiet, które zorganizował par­lamentarny klub jednego z głównych liberalnych ugrupowań politycznych. W jakiejś relacji z tej dyskusji przeczytałam później, że spełniła ona swą rolę: wyrażono w jej trakcie „zaniepokojenie z powodu dyskryminacji kobiet w Polsce” i wydano odpowiednie oświadczenie, „obecne zaś przed­stawicielki różnych organizacji kobiecych” zwróciły uwagę „na niebezpie­czeństwo związane z zakazem aborcji”.

Gdyby natomiast mi przyszło opisać to spotkanie, powiedziałabym przede wszystkim, że jedno tylko wystąpienie opisywało (choć w wąskim, prawniczym aspekcie) sytuację polskich kobiet (ważne było zwłaszcza podkreślenie faktu, że stworzony przez komunistów mit o zrealizowaniu równości płci w rzeczywistości doskonale służył tuszowaniu nierówności). W pozostałych wypowiedziach bowiem przewijały się wyłącznie trzy spra­wy: aborcja, środki antykoncepcyjne i wychowanie seksualne oraz sprzeciw wobec lekcji religii w szkole. Poza tym była jeszcze mowa o „na­chalnej obecności Kościoła w życiu politycznym” i o potrzebie „ustaw przeciwko ekspansji Kościoła”; o „wywoływaniu przez Kościół psychozy grzechu w społeczeństwie, co prowadzi w tym kraju wprost do fundamen­talizmu katolickiego”, o tym, że znaczna część środków budżetowych z rządowego programu opieki nad rodziną jest przeznaczana na edukację seksualną i antykoncepcję, itp. Ciągle też powracało stwierdzenie o dys­kryminacji kobiet, np. nie wolno im pracować w kopalniach, muszą odchodzić wcześniej na emeryturę, za mało ich w parlamencie. Mówiły właściwie jedynie kobiety, obecni mężczyźni: posłowie i senatorowie, działacze i dziennikarze, odezwali się dopiero, gdy zostali do tego wprost wywołani. Obiecali uczestniczkom spotkania to, czego żądały: głównie aborcję i środki antykoncepcyjne – a ton ich głosów łudząco przypomi­nał głos męża z mieszczańskiej farsy, który, zmęczony do ostateczności narzekaniami żony, jest gotów obiecać jej wszystko, aby tylko przestała go nudzić.

Wiem, że ten opis może wyglądać na paszkwil – choć tak nie jest, zdaję sobie również sprawę z tego, że podobnie jednostronną dyskusję o „kwestii kobiecej” zobaczyłabym niemal wszędzie, chociaż zapewne różne by były tematy czy akcenty. Myślę bowiem, że np. w środowisku narodo­wo-chrześcijańskim zamiast o aborcji i edukacji seksualnej mówiono by o „Matce-Polce” i „płacy rodzinnej” dla mężczyzny, a w miejsce protestu wobec „fundamentalizmu katolickiego i ekspansji Kościoła” pojawiłaby się wizja „triumfującej lewicy” i związanych z tym zagrożeń, liczby zaś dotyczące środków antykoncepcyjnych zastąpione by były danymi na temat domów samotnej matki. I w jednym, i w drugim przypadku naj­mniej bym mogła usłyszeć o autentycznych problemach polskich kobiet. Czy w ogóle gdzieś się o nich publicznie mówi? Może gdzieś na poziomie lokalnym – w Kole Gospodyń Wiejskich, wśród pań tworzących w parafii grupę charytatywną albo na spotkaniu żon alkoholików z AA... „Na szczy­cie” wszyscy zgodnie milczą, ponieważ, jak się wydaje, przede wszystkim z czysto politycznego punktu widzenia patrzą na „kwestię kobiecą” w Pol­sce: po „lewej” stronie utożsamiając ją z prawem do aborcji, po „prawej” zaś odnosząc do domowego statusu matki-żony. Nie sądzę, aby to milcze­nie wywołane było zupełną nieznajomością spraw, jakie stoją dziś przed polskimi kobietami. Wynika raczej z ich wspomnianego podporządkowa­nia takiej lub innej ideologii.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 następna strona

Kobieta

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?