Czytelnia

ks. Jerzy Szymik

ks. Jerzy Szymik, Poezja jako traktat teologiczny, WIĘŹ 2001 nr 8.

Ale myliłby się ten, kto sądziłby, że powyższe argumenty są sporem z Miłoszem, czy też, precyzyjniej, sporem z jego odpowiedzią na pytanie unde malum? Jeśli nawet, to jedynie z małą, i bodaj wcale nie najważniejszą wiązką myśli składających się na Miłoszowe dzieło. Bo na przykład — formułuję zagadkę — kto to powiedział: Zwycięstwo chrześcijaństwa nad gnozą tkwi w uniwersalizmie myśli ortodoksyjnej, w nacisku na wiarę, a nie na wtajemniczenie, na wiedzę, jak gnostycy? Odpowiadam: Miłosz (w rozmowach z Gorczyńską). Poeta nieraz występuje zdecydowanie przeciwko współczesnym formom gnozy („kasta wiedna”), zakorzenionym zwłaszcza — jego zdaniem — w estetyce; często eksponuje antymanichejskie argumenty tłumaczonej przez siebie Księgi Mądrości; ceni Szestowa jako wroga gnozy i kultu bożka Rozumu; nihilizm i laicyzacje postrzega jako dalekie choć logiczne konsekwencje manichejskiej nienawiści do stworzenia („Metafizyczna pauza”) itd. itp. Ewa Bieńkowska (na łamach „Więzi”) pisała: Miłosz w wierszach bezustannie układa (...) dowód antymanichejski, gdyż materia jawi się w nich jako schronienie i miłosny dar.

Więc jak? Najbliższa prawdy jest — w moim przekonaniu opinia, którą swego czasu wyraziła Joanna Gromek: Miłosz tak namiętnie przeżywający cudowność świata, w myśleniu o jego złu dochodzi do granic manicheizmu. Przed ich przekroczeniem broni go, jak rozumiem, głęboka fascynacja tajemnicą Wcielenia Syna oraz jego mocne przywiązanie do epistemologicznej strony filozofii realistycznej (w jej tomistycznej wersji).

Łukasz Tischner wie to wszystko. Rozumie złożoność całej sprawy, jej wielowarstwowość. (Nikt tej warstwy Miłoszowego dzieła tak gruntownie przed nim nie przebadał: ani Błoński, ani Stala, ani Fiut — z całym szacunkiem dla tych autorów i ich książek). Stąd też Tischnera subtelne i odważne porównania dzieła naszego Noblisty do Augustyna, Pascala, Eliota, Audena. Z każdym z nich inna nitka łączy Poetę. Ale podobna i równie „ciężka” jest ranga religijnej i teologicznej myśli. Więc Miłosz uwiódł Tischnera ewidentnie: nie jego pierwszego i — miejmy nadzieję — nie ostatniego. Piszący te słowa również ma zaszczyt się do tej grupy zaliczać. Znam to pragnienie i uczucie: wskoczyć w dzieło Miłosza jak w wielkie morze; w którąkolwiek stronę się popłynie — wielka głębia pod stopą... On fascynuje głównie jedynym na tę skalę w naszych czasach (i jakże rzadkim w dziejach) połączeniem inteligencji i ekstazy, rozumu i piękna obecnego w równych proporcjach w prostym, gęstym słowie. Nie każdemu się zdarza siedemdziesiąt pięć lat pisania. Nie każdemu Bóg daje żyć w tak wielu światach, zaznać tak wiele bólu, szczęścia i rozumieć tak wiele.

Mówi Carol, żona Miłosza, w czerwcu 2001 r.: „Podróżowaliśmy do wielu krajów, spędzaliśmy ciche chwile w domu i zawsze widzę jego oczy, które mówią mi, że on wie, rozumie”.

ks. Jerzy Szymik

poprzednia strona 1 2 3 4 5

ks. Jerzy Szymik

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?