Czytelnia

Katarzyna Jabłońska

ks. Andrzej Luter

Katarzyna Jabłońska, ks. Andrzej Luter, Rysa czy pęknięcie, WIĘŹ 2008 nr 9.

Ksiądz

Nie o to mi chodzi. Przyznaję, sytuacja Joanny to psychologiczny potrzask. Nie wiemy jednak, czy przyznanie się do winy przez Jana cokolwiek by zmieniło. Tytułowa „rysa” jest nie do uniknięcia. Co zrobić, żeby się nie powiększała do rozmiarów katastroficznego pęknięcia? Jeśli nawet przez tyle lat Jan nie ujawniał domniemanej zdrady z młodości, to przecież żył z jej świadomością. To musiało być dla niego trudne, bo jest — jak wiemy z filmu — człowiekiem wrażliwym. A przyznasz chyba, że zdecydowanie się na taki krok — odzierający człowieka z najbardziej wstydliwej tajemnicy życia i obnażający go wobec innych — nie jest łatwe, tym bardziej, że wiara w ludzkie miłosierdzie i przebaczenie może okazać się złudna. I ta straszna prawda wisi nad człowiekiem jak miecz Demoklesa. Pytanie: czy zawsze musi on spadać i ścinać głowy? Komu właściwie ujawnianie jej jest potrzebne?

Córka Joanny i Jana, próbując ratować małżeństwo rodziców, pyta: — Jak można stawiać takie słowa wobec całego życia człowieka? Jak można tak nic pamiętać? Bo to jest problem. Nawet jeśli Jan miał w swoim życiu ten straszny epizod, to czy jego ujawnienie od czegoś wyzwala? Przecież ta prawda ma siłę niszczącą. Jan nie wytrzymuje i jedzie do ubeka nie po to, żeby z nim dyskutować, tylko po to, żeby dać mu w pysk. Zadaje powalonemu na ziemię tajniakowi kluczowe pytanie: — Co, kurwa, z tego masz? Co masz?

No właśnie, co?

Kobieta

Scena z córką (jak zawsze znakomita Kinga Preiss) jest rzeczywiście bardzo mocna — ona oskarża nie ojca, lecz matkę. Staje po stronie ojca chyba nie tylko dlatego, że — w jej mniemaniu — dzieje się mu krzywda ze strony matki, ale również dlatego, że to bardziej jemu niż matce zawdzięcza szczęśliwe dzieciństwo. To szczęśliwe dzieciństwo jest faktem, a słowa ubeka są być może obrzydliwym kłamstwem. Pojawiły się jednak i — jak mi się zdaje — nie unieważniły dobra, które stało się w życiu Joanny, Jana i ich córki. Joanna chciałaby przecież wierzyć Janowi — sama nie wiem, co jest dla niej większym dramatem, czy możliwość, że jej małżeństwo zostało zaaranżowane przez SB, czy to, że nie jest w stanie zignorować obudzonych podejrzeń, nie jest w stanie ufać Janowi.

Masz rację, Andrzeju, że w pierwszej odsłonie prawda, która spada na Joannę, Jana i ich bliskich, działa niszcząco. Argumentujesz dalej, że prawda nie wyzwala. Czy wynikałoby z tego, że kłamstwo służy szczęściu Joanny i Jana? Czy to możliwe? Jak to możliwe? Jan jest częścią nie tylko życia i świata Joanny, ale jest częścią jej samej — od czterdziestu lat są małżeństwem, które łączy głęboka więź. Joanna straciła smak, często powtarza czynność dezynfekowana rąk i tych miejsc, których dotykał Jan. Myślisz, Andrzeju, że wynika to jedynie z obrzydzenia? A może z poczucia, że jest częścią tego zabrudzonego świata, zbudowanego na fundamencie kłamstwa?

Ksiądz

poprzednia strona 1 2 3 4 następna strona

Katarzyna Jabłońska

ks. Andrzej Luter

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?