Czytelnia

ks. Andrzej Draguła

ks. Andrzej Draguła, Kupić, nie kupić, poświętować można. Rzecz o handlu w niedzielę i nie tylko, WIĘŹ 2005 nr 3.

A może wystarczyłoby po prostu tę supermarketową kaplicę zamykać na niedziele, a ona sama niech już pozostanie? W końcu nasze miejskie stare kościoły wyrastały na rynku, stawiano więc obok nich nie tylko stragany dla kupujących, ale i pręgierze dla przestępców, a pewno i wędrowne trupy teatralne tam właśnie rozkładały swoją scenę. O co więc walka? Jakby tym tropem myślenia idąc, ks. Wuwer broni pomysłu: kaplica stanie w miejscu, które jest bardzo wyraźnie oddzielone od części handlowej i kulturalnej poprzez barierę architektoniczną: szyb kopalni i parking. To nie będzie - jak napisała jedna z gazet - kaplica wśród sklepów, ale wyciszone miejsce z osobnym wejściem od strony ulicy, a nie od strony hipermarketu.

Czy rzeczywiście da się wybronić tezę, że kaplica będzie jedynie jednym z elementów nowej, urbanistycznej przestrzeni, a nie integralną częścią kompleksu rozrywkowo-handlowego? Czy w świadomości mieszkańców planowanego osiedla i przybywających tam konsumentów będzie miała właściwą sobie odrębność? Być może – jak sugeruje to ks. Wuwer – mamy do czynienia z medialną nadinterpretacją intencji pomysłodawcy, obawiam się jednak, iż trudno będzie już odejść od hasła „kaplica w supermarkecie”. Poza tym wydaje się, iż z pedagogicznego punktu widzenia lepiej byłoby, aby świątynia czy nawet kaplica stanęła bardziej jako wynik potrzeby i zaangażowania wiernych niż dar od najlepszego i nienagannego nawet inwestora.

I tutaj dochodzimy do delikatnej kwestii obecności tego co święte w przestrzeni niedzielnego handlu. Jeśli bowiem nawet nie byłoby tam Mszy świętej niedzielnej, to już sama obecność kaplicy w sąsiedztwie supermarketu (bo zgodziliśmy się, że nie będzie to jego część integralna) może wydać się pomysłem wątpliwym. W odbiorze wielu będzie cichym przyzwoleniem Kościoła na zorganizowany, zmasowany niedzielny handel, który – jakkolwiek by nie było – jest czynnością co najmniej moralnie wątpliwą. Być może przesadą byłoby twierdzenie, iż takie usytuowanie byłoby sakralizacją handlowo – rozrywkowej przestrzeni, ale na pewno byłoby odebrane jako przymrużenie oka na to, co się w bezpośrednim sąsiedztwie dokonuje. Taka też argumentacja przyświecała biskupowi zielonogórsko – gorzowskiemu, który opowiedział się jednoznacznie przeciwko święceniu hipermarketów otwartych w niedzielę. Trudno bowiem poprzez święcenie budynku akceptować to co się tam będzie działo, a więc przymuszanie do niedzielnej pracy jednych i kuszenie kulturą (?) zakupo-rozrywki innych.

Owszem, zawsze można powiedzieć, że nikt nikogo siłą w niedzielę do supermarketu na zakupy nie zagania. Wiemy jednak, jak trudno oprzeć się społecznym czy kulturowym trendom. Coraz mniej jest takich, którzy jak jedna z internautek podczas dyskusji nt. handlu niedzielnego powiedziała wprost: Nie pozwolę się obrażać. „Polacy przychodzą do hipermarketów z nudów”. Tak powiedziała dziennikarka ogólnopolskiej telewizji. (...) To poniżające i obraźliwe. Właściciele hipermarketów mają w pogardzie swoich klientów. Uważają, że bez nich Polacy nie potrafią wypoczywać, świętować ani się bawić. Nie zgadzam się na takie traktowanie. Nikt nie będzie mi mówił, jak i gdzie mam spędzać czas wolny. Nikt nie będzie za mnie decydował. Umiem się bawić i odpoczywać. Nie muszę tego robić w sklepie11.

Hipermarket jak Woodstock

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 następna strona

ks. Andrzej Draguła

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?