Czytelnia

Katarzyna Jabłońska

Skutki uboczne pomagania

Z Markiem Licińskim, terapeutą rodzinnym, prezesem Federacji na Rzecz Reintegracji Społecznej, rozmawia Katarzyna Jabłońska

— Lubi Pan pomagać innym?

— To mój zawód. Pomoc jest czasem niezbędna. Zasadniczo jednak uważam, że pomoc jest szkodliwa, ponieważ osłabia, uzależnia, nierzadko demoralizuje. Pomoc również upokarza, bo skoro potrzebuję pomocy, to znaczy, że nie radzę sobie w życiu, czyli widocznie jestem gorszy od innych. Godząc się na czyjąś pomoc, muszę też zwykle podporządkować się temu, kto mi jej udziela, przyjmować jego warunki. Z pomocą jest zatem jak z większością lekarstw — ma ona skutki uboczne. W związku z tym uważam, że jest dozwolona tylko wtedy, kiedy rzeczywiście ktoś nie może sam sobie poradzić.

— Pomoc osłabia, uzależnia, demoralizuje, upokarza — mocne zarzuty. Zacznijmy od tego ostatniego: dlaczego pomoc upokarza?

Upokarza, ponieważ pomagający bardzo często traktują swoich podopiecznych instrumentalnie. Są zazwyczaj święcie przekonani, że najlepiej wiedzą, co jest dla kogo dobre. Nie respektują podmiotowości i suwerenności tego komu pomagają. Oczekują od niego nie tylko podporządkowania się, ale i wdzięczności.

— W taki sposób świadczona pomoc nie tylko upokarza, ale jest chyba także nieskuteczna.

— Zwraca Pani uwagę na sprawę elementarną, nie dla wszystkich jednak oczywistą. Ten, któremu pomagamy, musi mieć prawo decydowania o swoim losie. Jest to zresztą fundamentalna zasada w procesie odbudowywania wiary w siebie, poczucia własnej wartości i sprawczości. Inaczej nie ma mowy, aby mój podopieczny mógł poczuć się silny, czyli zdolny do podjęcia samodzielnego działania. Jeśli ja jako pomagający nie respektuję woli tego, komu pomagam, to prowokuję go tylko do oporu i obrony przed moim arbitralnym naciskiem, więc już na wstępie przegrywam. Przegrywam również, kiedy ustawiam się wobec podopiecznego w pozycji eksperta, który wszystko wie lepiej. Zazdroszczę tym wszystkim, którzy wiedzą, co jest dla kogo dobre. Sam mam w tej kwestii olbrzymie wątpliwości, zwłaszcza że nie zawsze wiem, co jest dobre dla mnie samego.

Wypowiadanie się na temat tego, jak inni powinni żyć, wydaje mi się pomysłem szalonym, ale, niestety, dosyć powszechnym. A to, że powiem komuś, co sam zrobiłbym na jego miejscu, nie ma żadnego znaczenia, ponieważ jestem innym człowiekiem i co innego jest dla mnie możliwe. Inaczej też mogę rozumieć swoje własne dobro i za co innego gotów jestem zapłacić swoim trudem i ryzykiem. Mogę więc pomóc drugiemu tylko i wyłącznie wtedy, kiedy uda mi się wczuć w jego sytuację, przyjąć jego perspektywę, zrozumieć, o co mu naprawdę w życiu chodzi. A to ostatnie nie musi wcale wynikać jasno z oceny jego zachowania. Przeciwnie — to samo zachowanie może być wynikiem zupełnie różnych potrzeb. Trzeba to rozumieć i rozpoznać. Mam szansę pomóc drugiemu człowiekowi dopiero, gdy zrozumiem, co jest dla niego ważne. To jest właśnie największa sztuka, bo zrozumieć drugiego człowieka wcale nie jest łatwo. Trzeba umieć oderwać się od tego, w co sam wierzę i co uważam za dobre. Pomagam tylko wtedy, gdy komuś służę, kiedy wspieram to, czego ktoś chce i co sam już robi, choćby nieudolnie.

Bezczelność

— Bardzo wysoko postawiona poprzeczka.

— I tak, i nie. Jestem zdania, że podstawową kwalifikacją pomagającego jest nie wiedza czy socjotechniczne sztuczki, ale to, kim on sam jest jako osoba. To, jakim jest człowiekiem i jakich ludzi jest w stanie zrozumieć. Pomagający nic nie uzyska, jeśli będzie swego podopiecznego traktował arbitralnie. Nasze doświadczenia pokazują, że pomoc może być efektywna tylko wtedy, kiedy nastawiona jest na działania partnerskie, oparta na szacunku i służebności. Kształcenie osób, które zawodowo zajmować się mają pomaganiem innym, nie może więc odbywać się jedynie poprzez tradycyjne akademickie szkolenia czy nawet trening umiejętności. Powinno ono uwzględniać różne formy pracy nad sobą, które pokazują własne ograniczenia emocjonalne i otwierają serce. Praca nad sobą, zrozumienie własnej historii jest najlepszym ze znanych mi sposób na pokazanie, jaka jest istota mechanizmów patogenezy. Jest to też najlepszy sposób prezentacji metod pomocy. Nie da się tego lepiej unaocznić niż poprzez doświadczenie na własnej skórze skutków korzystania z pomocy innych. W szkoleniach treningowo-warsztatowych prowadzonych przez nasz zespół ich uczestnicy uczą się zarówno wtedy, gdy w scenkach symulacyjnych ćwiczą pomaganie komuś, jak i wtedy, gdy odgrywając klienta doświadczają skutków różnorakich ograniczeń pomagającego, jego nietolerancji, nieautentyczności, małej uwagi, małego zaangażowania, koncentracji na sobie, rożnych manipulacji itd. Wcielając się w tę rolę, bywają zaskoczeni, że pod płaszczykiem pomagania kryją się nierzadko egoizm, agresja, próżność, uprzedzenia. To bardzo poszerza wyobraźnię i skłania do refleksji nad sobą.

— Trzeba dużej cywilnej odwagi i pokory, żeby przyjąć taką prawdę o sobie i nie zniechęcić się czy wręcz nie załamać.

— Nasze szkolenia nazywamy żartobliwie studium degradacji zawodowej — przerabiamy pedagogów na służących. A mówiąc serio, kryterium decydującym o podjęciu pracy jako osoba pomagająca innym powinno być moim zdaniem to, czy ten ktoś potrafi patrzeć na siebie krytycznie i gotów jest pracować nad sobą. Jest to warunek konieczny nie tylko dlatego, żeby lepiej zrozumieć, na czym polega pomaganie i co jest w nim najbardziej pomocne i efektywne. Bardzo ważny jest też aspekt moralny: jeśli mam już tyle bezczelności, że chcę prostować innych, to dobrze jest zacząć od siebie. Jeśli mam być przewodnikiem w odblokowywaniu możliwości rozwoju innych, to sam muszę to uprawiać na co dzień.

— Czy rzeczywiście potrzeba aż takiej empatii i takiego formatu kwalifikacji, skoro czasem chodzi jedynie o to, żeby zaproponować komuś odbycie kursu komputerowego albo zasugerować przekwalifikowanie i pomóc znaleźć na to sposób?

— Przez kilkadziesiąt lat przeprowadzano w Ameryce tysiące badań na temat rasizmu. Badano wszystko, co tylko się dało, ponieważ skutki rasizmu miały gigantyczny wymiar społeczny i ekonomiczny. W latach osiemdziesiątych spróbowano to uporządkować. Szukano, które z mierzonych i opisywanych czynników mają decydujące znaczenie dla kariery czarnego obywatela Ameryki. Decydujący okazał się wpływ nastawienia emocjonalnego, jakie kolorowy wynosi ze swojego domu, ze swojego dzieciństwa, gdzie na różne sposoby nasiąka przekonaniem, że jest gorszy od innych, że ma mniejsze szanse oraz że innych ma przeciwko sobie. Wszystko to właśnie determinowało potem jego karierę, powodowało, że nie korzystał z wielu możliwości, jakie były przed nim otwarte, albo korzystał z nich na pół gwizdka — bez wiary i zaangażowania. Ponadto łatwo wchodził w różne namiastki, kompensacje i ucieczki. I co szczególnie ważne — zamiast szukać przyczyn niepowodzeń we własnym postępowaniu, chętnie i łatwo przerzucał je na swoje mniejsze szanse i nieprzychylność otoczenia. A taka postawa jest bardzo demobilizująca — lokowanie źródła swoich niepowodzeń głównie poza sobą nie sprzyja szukaniu rozwiązań i rezerw w samym sobie.

Oczywiste jest, że jeśli ktoś tonie, nie ma co z nim rozmawiać, po co się pchał do wody — trzeba go po prostu stamtąd wyciągnąć. Jednak z propozycji, na które Pani wskazała, skorzystać mogą jedynie osoby, które nieźle funkcjonują społecznie i psychologicznie i tylko doraźnie znalazły się w trudnej sytuacji, czyli na przykład bez pracy. Doskonalenie kwalifikacji, kurs komputerowy, pomoc w pisaniu cv i listów motywacyjnych, nauka autoprezentacji itd. to umiejętności techniczne, których wzmacnianie ma sens wtedy, jeśli ktoś ma mocno ugruntowane oparcie w samym sobie. Tymczasem ktoś, kto jest z tzw. marginesu, gdzie od pokoleń kumulują się różne problemy albo ma za sobą dziesięcio-piętnastoletnie bezrobocie i wynikające z tego poczucie bezradności, nie ma takiego oparcia albo już zdążył je utracić. Tak długi okres pozostawania bez pracy powoduje zapadanie się w bezczynność i pociąga za sobą bardzo głębokie zmiany emocjonalne, których wynikiem bywa apatia oraz ucieczka od rzeczywistości w alkohol, hazard, telenowele, sen...

1 2 3 4 5 6 następna strona

Katarzyna Jabłońska

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?