Czytelnia

ks. Andrzej Draguła

ks. Andrzej Draguła, Świat według Jurka. Na marginesie wywiadu z Jerzym Owsiakiem, WIĘŹ 2000 nr 9.

Jurek Owsiak mówi w wywiadzie, że Przystanek Jezus przekształcił się w odrębną, konkurencyjną instytucję, z własną sceną. Zgadzam się co do odrębności naszego Przystanku. Mówienie jednak, że PJ był konkurencyjną instytucją, dowodzi, że Jurek do końca naszego pomysłu nie zrozumiał. Na czym polegałaby konkurencja? Chyba na tym, że na dwóch odrębnych scenach, o tej samej godzinie przekrzykują się zespoły, a nasi ewangelizatorzy agitują Woodstockowiczów: „Chodźcie do nas, a nie do nich”. Kto był w Żarach, ten wie, że tak nie było. Żaden z naszych koncertów ewangelizacyjnych nie odbył się równolegle z występami na wielkiej scenie, a ewangelizatorzy zamieszkali w tzw. chrześcijańskiej wiosce na polu namiotowym, dzieląc z pozostałymi uczestnikami Przystanku wszelkie trudy biwakowania.


W wywiadzie Jurek Owsiak mówi o ewangelizatorach: Chciałem, by podjęli wyzwanie i poszli w ten tłum, który jest niespodzianką. Tak się składa, że oni – w odróżnieniu od Jurka, który chyba zna Woodstock tylko z wysokości sceny – w ten tłum poszli, zdawali sobie bowiem sprawę, że tylko w ten sposób mogą być autentyczni. Ja chciałbym, żeby Kościół – także na Przystanku Woodstock – wyszedł ze swoich opłotków – mówi Jurek, jakby nie zauważając, że w Żarach tak właśnie się stało. Zasadnicza idea Przystanku Jezus to wyjście do ludzi. Mamy świadomość, że nie wystarczy już na ludzi czekać w świątyniach i często mało dostępnych plebaniach. Trzeba wyjść, by szukać, „tego, co zginęło”. Skoro ludzie nie przychodzą do Kościoła, Kościół musi przyjść do ludzi. Takie właśnie dynamiczne, by nie powiedzieć - ofensywne rozumienie ewangelizacji skłoniło nas do obecności w Żarach.


Ewangelizatorzy to nie katoliccy bojówkarze w garniturkach czy przepisowych spódnicach po kostki, którzy nie wiedzą, na czym polega życie. To rówieśnicy tych, którzy przyjechali na Woodstock, często z podobnymi doświadczeniami, niejeden z nich „po przejściach” i „z przeszłością”. Tak samo słuchają rocka, który jest nie tylko ich sposobem wyrażania się, ale wręcz sposobem życia. Jestem zresztą przekonany, ze niejednego spod znaku „Jezusa” można spotkać na koncertach rockowych. Było jednak coś, co ich wyróżniało od wielu woodstockowiczów, coś, co im kazało do Żar przyjechać – wiara, która nadaje sens i porządek ich życiu. Jechali po to, by o tym zaświadczyć wobec tych, którzy często nie znaleźli jeszcze w życiu żadnej busoli. Jurek ma rację – i jedni, i drudzy świetnie się ze sobą bawili; i jedni, i drudzy świetnie się ze sobą rozumieli. Dlaczego? Jak sądzę, dlatego, że pochodzą z tego samego świata.

W cieniu słoneczników

Obecni w Żarach ewangelizatorzy, obserwując koncert, byli – według Owsiaka – zaskoczeni, że może być tak wspaniale. Myślę, że akurat to ich nie zaskakiwało. Oni też potrafią się bawić. Trzeba było przyjść na koncert zespołu 2 Tm 2,3, by to zobaczyć. Ale zaskoczeni, owszem, byli. Niestety, czymś zupełnie innym.


Pamiętam poranny „spacer” po polu namiotowym Woodstocku. Wrażenie było przerażające. Jedna z sióstr zakonnych powiedziała o tym widoku: „Widziałyśmy przedsionek piekła”. Biorąc nawet poprawkę na siostrzaną wrażliwość (chociaż ta akurat zakonnica to bardzo trzeźwa kobieta), określenie wcale nie jest przesadzone. Proszę sobie wyobrazić 200 (czy 250) tysięcy osób żyjących de facto na śmietniku, bo tak wyglądało to pole. Niektórzy po prostu spali w pojemnikach na śmieci. Nie było jedynie puszek po piwie. Jurek próbuje nam wmówić, że poprzez akcję zbierania puszek po piwie nauczył ludzi porządku. Że takie jest ich rozumienie ekologii. Chyba jest zbyt naiwny… Piwo dokładnie wypłukało im kieszenie, każdy więc sposób był dobry, by zdobyć parę groszy na kolejne.


poprzednia strona 1 2 3 4 5 następna strona

ks. Andrzej Draguła

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?