Czytelnia

ks. Andrzej Draguła

ks. Andrzej Draguła, Świat według Jurka. Na marginesie wywiadu z Jerzym Owsiakiem, WIĘŹ 2000 nr 9.

Podczas warszawskich rozmów z Jurkiem było kilka chwil dramatycznych. Na przykład ta, gdy towarzyszący mi ksiądz mówił, iż nasi ludzie są tam także po to, by pomagać tym, którzy są pod wpływem narkotyków czy alkoholu i zamiast do własnego namiotu trafiają – mniej lub bardziej metaforycznie – na śmietnik. Jurka wtedy poniosło i powiedział coś, co pamiętam do dzisiaj: „A jeśli oni chcą być w tym śmietniku?” Czyli co? bo nie rozumiem – trzeba zrobić Woodstock, by im ten śmietnik zorganizować? Czy po to się robi ten festiwal? Czy Jurek Owsiak ma świadomość, czym dla wielu osób jest Przystanek Woodstock? Że dla części jest to okazja, by po prostu przez kilka dni dać sobie totalny luz? By przekroczyć kolejne moralne granice, bo w tłumie i wśród rówieśników łatwiej… Czy Jurek nie wie, czy też nie chce wiedzieć, że gros ludzi dotyka tam moralnego śmietnika? Ba, przyjeżdża tam właśnie po to? Ilu ludzi słuchało koncertów? Ilu ludzi się bawiło? Ilu dało sobie w żyłę? Ilu zrobiło coś, czego może będą żałować przez całe życie? I żeby nie było niejasności – nie robię z Woodstocku narkomańskiej i niemoralnej imprezy. Daleki jestem od stwierdzenia, że młodzież z całej Polski przyjechała do Żar tylko po to, by oddać się seksualno-narkomańsko-alkoholowej balandze. Dobrze byłoby jednak sobie uświadomić, iż ideały wolnej miłości i narkotykowych odlotów z czasów amerykańskiego Woodstocku bujnie odżywały w Żarach. Nie bez powodu w logo Przystanku znajdują się słoneczniki – symbol kontrkulturowej amerykańskiej rewolucji „dzieci-kwiatów”. Zresztą dookoła żarskiego lotniska też zasiano słoneczniki, żeby nie było niejasności, gdzie jesteśmy... Wielu Jurkowe „przyjaźń – miłość – muzyka” interpretowało jako „sex – drugs – rock'n'roll”.


Byliśmy w Żarach po to, by świadczyć, że można bez tego śmietnika żyć, że można się na niego nie godzić. I tutaj, niestety, nasze drogi z Jurkiem się rozchodzą. Boję się bowiem, że ten śmietnik Jurkowi nie przeszkadzał, a jeśli nawet przeszkadzał, to za mało.

Żywot człowieka naiwnego

Czytając wywiad Jurka Owsiaka dla „Więzi”, dochodzę jednak do smutnego wniosku, że najprawdopodobniej nie chce on dostrzec sygnalizowanych problemów. To, co mówi o piwie i zachowaniu młodzieży w Żarach, tchnie przynajmniej naiwnością. Nikt ze sprzedających piwo nie przejmował się zbytnio wiekiem kupujących. Nikt nie był też w stanie tego sprawdzić. Jurek mówi o jakimś facecie z Zielonej Góry, który jak wilk czatował w tych miejscach, gdzie sprzedawano piwo. Rzeczony facet musiałby mieć dar polilokacji (bo już nie nawet – bilokacji), by czatować przy wszystkich dystrybutorach piwa, które funkcjonowały na okrągło w liczbie niewyobrażalnej. To prawda, że w samych Żarach nie można było kupić innego alkoholu prócz piwa, wystarczyło jednak podjechać np. do oddalonego o kilkanaście kilometrów Nowogrodu Bobrzańskiego, by kupić kilka butelek taniego wina i przelać do 5-litrowej plastikowej bańki po wodzie mineralnej. Zresztą, pomysłowość uczestników Woodstocku była pod tym względem wyjątkowa.


Przyznaję, że Jurek na festiwalu rządzi duszami, ale nie popadajmy w przesadę. Chyba przecenia on siebie i przecenia tych, do których mówi. Wierzy w to, że gdy powie „Przestajemy pić piwo”, ludzie przestaną. Z hasłem „Stop narkotykom” jakoś mu się ciągle nie udaje. Czy może udać się z piwem?

poprzednia strona 1 2 3 4 5 następna strona

ks. Andrzej Draguła

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?