Czytelnia

Katarzyna Jabłońska

Katarzyna Jabłońska

Uwiedzeni przez von Triera

Duński reżyser Lars von Trier przypomina szalonego wynalazcę, który w swoim filmowym laboratorium przeprowadza dziwaczne eksperymenty. To w nim stworzył – i wciąż stwarza – indywidualny styl, swoją oryginalną estetykę. Stanowi ona prawdziwe wyzwanie dla filmoznawców i krytyków – zmusza ich do podążania szlakami i bezdrożami vontrierowskiej wyobraźni, wspinania się po piętrowych konstrukcjach stylów i konwencji – potrafi wręcz zaczarować publiczność. Jego kino jednych przyciąga, innych odpycha, w jeszcze innych wywołuje oba te uczucia naraz.

Prawdą jest, że von Trier potrafi w niekonwencjonalny sposób kreować i podsycać swój własny mit i legendę, jest mistrzem autokreacji, ale przecież ani jego – chętnie wystawiana na publiczny widok – prywatność, ani prowokujące eksperymenty filmowe nie tłumaczą w sposób wystarczający fenomenu jego kina.

Być może twórca „Tańcząc w ciemnościach” znalazł klucz do wrażliwości współczesnego widza, skoro potrafi nawiązywać z nim tak szczególny kontakt. Nie zawsze tak było. Filmy poprzedzające trylogię „złotego serca” („Przełamując fale”, „Idioci”, „Tańcząc w ciemnościach”), należące do tzw. „trylogii europejskiej” („Element zbrodni”, „Epidemia” „Europa”) oraz „Medea” – powstała według nie zrealizowanego scenariusza Carla Theodora Dreyera, uznawanego za mistyka filmu – to kino formy i stylu. Można je analizować, badać, jak zostało zrobione, trudno je jednak przeżywać i odczuwać. Od tamtego czasu von Trier przeszedł długą drogę – swoje chłodne, hermetyczne i estetyzujące kino zamienił w kino pulsujących emocji, kino „gorące” w tym, „jak” i „co” opowiada.

Zabawa w kino

W „Spowiedzi dogmatyka” – wydanym niedawno przez Znak w wywiadzie-rzece z von Trierem – oraz poświęconych mu filmach dokumentalnych, reżyser jawi się jako wieczny chłopiec, uwielbiający bawić się kinem. Ten miłośnik techniki i filmowy erudyta znakomicie porusza się w różnych stylach i konwencjach. Jego filmy są niczym wymyślne mechaniczne zabawki. Konstruując swoje bardzo precyzyjne mechanizmy, nie tylko w mistrzowski sposób wprawia je w ruch, ale jednocześnie ujawnia zasady ich działania. Twórca „Idiotów” robi to jednak w taki sposób, aby znajomość instrukcji obsługi nie niweczyła radości z zabawy oraz iluzji, jaką ta zabawa stwarza. A iluzja jest doprawdy wielka. Von Trier potrafi wprawiać swoich widzów w rodzaj emocjonalnego transu. W jego dziwnych opowieściach wielu z nich odnajduje coś tak fascynującego, że gotowi są wierzyć mu bez zastrzeżeń, nawet wówczas, kiedy ferowane przez niego tezy i sposoby, którymi je udowadnia, bywają bardzo ryzykowne. Sama, przy okazji „Przełamując fale”, dokonywałam karkołomnych wręcz wysiłków, aby obronić tezę o niewinności Bess, której droga do świętości prowadzi przez deprawację. Dzisiaj widzę to inaczej, choć niełatwo się przyznać, że było się uwiedzionym. Von Trier potrafi uwodzić, ma w sobie coś z niezwykle utalentowanego iluzjonisty. Wielu słusznie zarzuca mu manipulację, ale niekiedy jednocześnie nie kryje podziwu dla tego, co robi.

1 2 3 4 następna strona

Katarzyna Jabłońska

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?