Komentarze

wróć do menu komentarzy

wróć do archiwum

blog Ewy Karabin

Okruchy dnia

blog Ewy Karabin
23 kwietnia 2010

Być jak Michael Jackson




Ponoć Michael Jackson lubił spełniać swoje dziecięce fantazje, będąc już dorosłym mężczyzną. Jedną z nich było prywatne zoo, które utrzymywał ku uciesze własnej i swoich nieletnich przyjaciół w przydomowym ogródku. W ostatnich dniach poczułam, że coś mnie łączy z idolem tłumów.

Wiecie, ile czasu trzeba gołębicy na zbudowanie gniazda i złożenie jajek? Ja wiem. Wystarczy 5 dni. Dokładnie tyle czasu spędziłam poza domem na początku kwietnia, a po powrocie odkryłam z pewnym zaskoczeniem, że na moim balkonie kwitnie szczęście rodzinne i uczucia macierzyńskie. Dokładnie w tym miejscu, gdzie już na jesieni zaplanowałam sobie ławeczkę w otoczeniu tui i pelargonii swoją przystań znalazła gołębia rodzina.

Szybki research wśród krewnych i znajomych ukazał mi różne możliwości rozwoju sytuacji. Kierowana instynktem skontaktowałam się z krakowskimi przyjaciółmi – gdzie jak gdzie, ale w Krakowie na pewno problemy z gołębiami to codzienność. „Musisz być bezwzględna – nakazała przyjaciółka – po prostu pozbądź się gniazda”. Gdy lekko skonsternowana tą brutalną sugestią dopytałam, jak miałabym przeprowadzić proces eksterminacji, usłyszałam: „Nie wiem, u nas na balkonie gniazda likwiduje mój chłopak, ja się wtedy zamykam w łazience”. Ponieważ nie mam pod ręką mężczyzny, którym mogłabym się posłużyć w tej delikatnej materii, więc jedna opcja odpadła.

Myśląc intensywnie nad innymi możliwościami, przypomniałam sobie klasyczną Disneyowską bajkę o Królewnie Śnieżce, która spędzała dnie na wtórowaniu ptasim trelom i bieganiu po łące w towarzystwie sarenki. Podbudowana tym obrazem doszłam do wniosku, że na pewno możliwa jest symbioza pomiędzy mną a gołębicą na balkonie. W końcu ludzie w wielkich miastach usychają z tęsknoty do natury, a do mnie natura przyszła sama. Oczyma duszy widziałam już siebie o poranku z filiżanką kawy i małymi gołębiątkami na ramieniu. Odważnie otworzyłam drzwi balkonowe, przepoiłam spojrzenie miłością do wszelkiego stworzenia i wykonałam krok w kierunku swoich nowych przyjaciół. Gołębica natychmiast nastroszyła pióra, zaczęła wgapiać się we mnie badawczo i złowieszczo pogruchiwać. Od razu przypomniałam sobie zasłyszaną niegdyś opinię, że jeżeli zbliżę się zbytnio do jajek i gołębica wyczuje mój zapach, porzuci gniazdo i osieroci potomstwo. Nie wytrzymałam presji i wycofałam się do mieszkania.

Od tego czasu ograniczam się tylko do wyglądania przez okno. Pocieszam się, że skoro Michael Jackson trzymał całe zoo, to ja na pewno wytrzymam z jednym małym ptaszkiem.

Czy ktoś wie, jak długo gołębie wysiadują jajka?



Ewa Karabin poleca:

Dywiz - pismo katolaickie


Komentarze:



Komentarze niepołączone z portalem Facebook

Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu przez moderatora.

archiwum (58)

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?