Czytelnia

Wierzę, więc działam

Kościół w Polsce

Ewa Karabin

Ewa Karabin, Już nie kuźnia? Duszpasterstwa akademickie dzisiaj, WIĘŹ 2010 nr 7.

Częścią spotkań „Kursu Alfa” w duszpasterstwie akademickim przy warszawskim kościele św. Jakuba przy pl. Narutowicza jest porządna kolacja. — Wiadomo, że jak człowiek zje dobrą kolację, to od razu lepiej funkcjonuje — z uśmiechem tłumaczy ks. Grzegorz Michalczyk, wieloletni duszpasterz studentów w miejscowym kościele. Czyżby i Kościół sięgał po metodę „przez żołądek do serca”?

Pozwolić dojrzewać

W kolejce do serc studentów można spotkać liczną konkurencję. — Na terenie parafii św. Jakuba jest dziewięć akademików — opowiada ks. Grzegorz. — Większość to ludzie spoza Warszawy. Mamy kontakt tylko z tymi, których uda się jakoś ściągnąć, a to jest przecież ogromna mniejszość. Ci, którzy przychodzą, zazwyczaj mieli wcześniej bliższy kontakt z Kościołem i szukają ciągu dalszego formacji. Często są przyprowadzani przez przyjaciół, którzy wcześniej nas odkryli. Możemy się zachwycać, że mamy setki ludzi w duszpasterstwie czy pełen kościół na Mszy akademickiej, ale trzeba pamiętać o tych wszystkich, którzy pogubili się w życiu. Przyjechali z małych miasteczek, zaczynają życie na własną rękę, przesadzeni na zupełnie inną glebę. To jest dopiero prawdziwe wyzwanie ewangelizacyjne.

Wyzwanie tym trudniejsze, im dalej od wielkich ośrodków akademickich i centrów dużych miast. Problem przyciągnięcia młodych do swojego duszpasterstwa jest kluczowy dla ks. Pawła Biedrzyckiego, pracującego na co dzień w Pułtusku, 20-tysięcznym miasteczku na północnym Mazowszu, w którym swoją siedzibę ma Akademia Humanistyczna im. Aleksandra Gieysztora. — W Pułtusku nie ma zintegrowanego środowiska skupionego w duszpasterstwie akademickim. Ale od czegoś trzeba zacząć, jakoś trzeba studentów zachęcić. Kluczowa dla duszpasterstwa jest troska o stałą formację, możliwość bycia ze sobą, rozmawiania na tematy wiary. Gdy przebywam tutaj z młodymi ludźmi, ciągle słyszę, że największym problemem jest dla nich brak czasu. To są często studenci zaoczni, w tygodniu pracują, w weekendy mają wykłady — kiedy znaleźć chwile dla Boga? Żeby zdążyć na niedzielną Eucharystię, muszą zwalniać się z zajęć.

— Dzisiaj człowiek jest stale zabiegany — przyznaje Agnieszka, absolwentka teologii i pracy socjalnej UKSW, należąca do duszpasterstwa na Freta. — Szkoła, praca, tysiące spraw na głowie, ciągle coś nam w życiu umyka. Bycie w DA pozwala zatrzymać się i pobyć trochę z Bogiem i ludźmi wyznającymi podobne wartości.

— Duszpasterstwa akademickie są przestrzenią dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż jest im w stanie zaoferować uczelnia — mówi Kasia, absolwentka polonistyki, szefowa duszpasterstwa w jezuickim kościele w Toruniu. — Ludzie, którzy tu przychodzą, mają jakąś wewnętrzną potrzebę bycia z innymi, podobnie myślącymi. Próbują znaleźć swój sposób na życie.

Kasia długo zwlekała, zanim postawiła swoje pierwsze kroki w DA: — Wyobrażałam sobie ludzi bardzo rozmodlonych, takich młodych dewotów. Nie spodziewałam się tego, co się ze mną tutaj stanie, że spotkam wspaniałych ludzi. Liczyłam na wiele, wiele mniej, tymczasem już sama możliwość ich poznania okazała się bardzo rozwijająca.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 następna strona

Wierzę, więc działam

Kościół w Polsce

Ewa Karabin

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?