Czytelnia

Wierzę, więc działam

Marek Rymsza

Marek Rymsza, Nie pod korcem. O społecznym wymiarze praktykowania wiary, WIĘŹ 2010 nr 7.

U progu zmiany ustrojowej wynegocjowano kompromis polityczny, który zapoczątkował proces demokratyzacji sfery polityki. Pierwszy solidarnościowy rząd Tadeusza Mazowieckiego skoncentrował się zaś na terapii szokowej gospodarki (plan Balcerowicza). Sfera społeczna pozostała poza głównym nurtem transformacji. Zmiany w tym zakresie pozostawiono na później. Polityka społeczna koncentrowała się na działaniach osłonowych, będąc wentylem bezpieczeństwa dla reform gospodarczych. Nie była zaś próbą urzeczywistnienia nowego ładu zbiorowego. Wizji ładu społecznego po prostu zabrakło.

Nie można odmówić racjonalności przyjętemu podejściu, ale skutkowało ono pewną próżnią aksjologiczną w zakresie wartości społecznych. Solidarność jako zbiorowe doświadczenie Polaków z początku lat osiemdziesiątych nie zostało przeniesione do rzeczywistości lat dziewięćdziesiątych. NSZZ „Solidarność” odbudowała się, ale nie jako wielowymiarowy ruch społeczny, a uwikłany w politykę związek zawodowy. Ludzie pierwszej „Solidarności”, co prawda, licznie zasilili również odradzające się instytucje samorządowe oraz organizacje pozarządowe. Kadry samorządowe upolityczniły się jednak równie szybko jak związek, a rozwój sektora obywatelskiego po początkowym przyspieszeniu uległ wyraźnej stagnacji. Ruch Komitetów Obywatelskich dosięgła zaś zarówno polityka, jak i stagnacja.

W sytuacji wspomnianej „próżni aksjologicznej” przekaz od architektów transformacji kierowany do zwykłych obywateli brzmiał: „Polacy, bogaćcie się, róbcie kariery”. Pęd ku podniesieniu standardów życia był z pewnością motorem rozwoju gospodarczego, dostrzegalnego w skali europejskiej skoku cywilizacyjnego Polski. Ale w owym rozwoju zabrakło orientacji na wspólnotę. A przecież nietrudno było przewidzieć, że indywidualizm będzie naturalnym odreagowaniem komunizmu i dlatego postawy prospołeczne muszą być w sposób zorganizowany promowane w przestrzeni publicznej.

Jakie działania w tej sytuacji podjął w Polsce Kościół? Na ile w programach duszpasterskich dostrzeżono zagrożenia związane z postępującą indywidualizacją — tak dla życia społecznego w ogóle, jak i wspólnot parafialnych w szczególności? Czy na miarę możliwości wykorzystane zostały nowe formy edukacji prospołecznej i obywatelskiej, do jakich Kościół uzyskał dostęp dzięki transformacji ustrojowej, jak działalność kościelnych organizacji społecznych oraz katolickie szkolnictwo? Odpowiedź na te pytania wymaga pogłębionych studiów wykraczających poza ramy niniejszego artykułu, opartych na analizie danych statystycznych, co dopiero teraz staje się możliwe. Można jednak zaryzykować tezę, że również Kościół w Polsce w okresie transformacji nie koncentrował się na przemianach sfery społecznej. Chciałbym przy tym zaznaczyć, że pisząc o Kościele, nie myślę wyłącznie o kościelnej hierarchii i duchowieństwie (to przecież samo w sobie byłoby już silnym czynnikiem „odspołeczniającym”). Zadanie uspołecznienia wiary jest więc w dużej mierze przed nami. Jakie instytucje mogą i powinny odegrać tu ważną rolę?

Jak to można robić?

Podstawowym, naturalnym miejscem uspołecznienia wiary jest parafia. Ważna jest prospołeczna orientacja proboszczów. W praktyce występują różne style kierowania parafią. Przypominają one z grubsza style kierowania gminami: styl gospodarski, styl menedżerski, i właśnie — prospołeczny. Ale ważna jest też aktywność wiernych i sama oferta parafii. Badacze życia parafialnego zwracają uwagę, że z parafii „uciekają” wierni w średnim wieku, po odchowaniu dzieci. Ważne jest także zagospodarowanie nowych ruchów religijnych, nie tyle „pokazywanie” ich wiernym, ile włączanie ich w życie parafialnej wspólnoty. Równie ważne jest przeciwdziałanie wspomnianemu religijnemu konsumeryzmowi.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 następna strona

Wierzę, więc działam

Marek Rymsza

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?