Czytelnia

bp Andrzej Czaja

ks. Andrzej Czaja, Czy Kościół traci na wyznaniu swoich grzechów? , WIĘŹ 2007 nr 7.

Kościół traci także wówczas, gdy rani i niszczy więź z Chrystusem, zwłaszcza przez grzech ciężki. Ta sytuacja oznacza utratę łaski uświęcającej, tzn. utratę stanu życia w przyjaźni z Bogiem. Nie bez racji teologia mówi w tym wypadku o grzechu śmiertelnym. Uśmierca się życie Chrystusowe otrzymane na chrzcie świętym. Mając to niebezpieczeństwo na względzie, Chrystus przekazał Kościołowi wspaniały dar, władzę odpuszczania grzechów (por. J 20,22), dar, który jest u podstaw sakramentu pokuty, u podstaw posługi jednania (2 Kor 5,18). To zaś oznacza, że o wiele groźniejsze niż sam grzech jest trwanie w grzechu, postawa zamknięcia na Boże przebaczenie, zwłaszcza w formie zuchwalstwa wobec Bożego miłosierdzia i zwątpienia w Boże miłosierdzie.

Zatem podsumowując można powiedzieć, że Kościół traci na dwóch zasadniczych poziomach. Po pierwsze – tam, gdzie w Kościele rozwija się swoisty deizm; tzn. postawa „ja sam” – niby ku Bogu, ale bez Boga i Jego darów; szerzy się przez hołdowanie absurdalnej zasadzie: „Bóg – tak, a Kościół – nie”. Po drugie – tam, gdzie w Kościele pojawia się grzech, zwłaszcza trwanie w grzechu, np. z powodu znieczulicy sumienia, zamiatania brudów pod dywan, hołdowania zasadzie „cel uświęca środki”. Oznacza to równocześnie, że Kościół traci tam, gdzie istnieją zaniedbania i uszczerbki w zakresie troski o świętość bytową (obiektywną) i moralną (subiektywną).

Terapia dusz

We wskazanych wyżej sytuacjach Kościół traci swoją żywotność, więdnie wówczas bądź obumiera życie Boże w sercu konkretnych członków Kościoła otrzymane na chrzcie świętym. Ściślej rzecz ujmując, Kościół żyje dalej, nie obumiera, zgodnie ze wspomnianą już obietnicą, że nawet bramy piekielne go nie przemogą. Obumierają jego członki; są już tylko wiernymi z metryki, albo jak podpowiada św. Tomasz z Akwinu, potencjalnie, nie można mówić o ich aktualnym członkostwie; w skrajnym wydaniu mogą się okazać pasożytami, komórkami rakotwórczymi. To oczywiście rzutuje na stan zdrowia całego Ciała Chrystusa. Myślę, że można powiedzieć za Hermasem (II wiek), że w takich sytuacjach cały Kościół, Chrystusowa Oblubienica, słabnie i starzeje się; traci na wiarygodności, autorytecie, sile oddziaływania, traci na wartości, choć nienaruszona pozostaje skarbnica i złożony w niej depozyt Bożej łaski i prawdy.

Sytuacja „zagubionych” wiernych jest poważna; ich zbawienie zagrożone. Wystarczy wspomnieć myśl ojców Vaticanum II na temat tych, którzy przynależą do Kościoła jedynie ciałem, a nie sercem. Jeśli z łaską Chrystusową nie współdziałają – czytamy w 14. punkcie Konstytucji dogmatycznej o Kościele „Lumen gentium” – nie tylko nie będą zbawieni, lecz jeszcze surowiej będą osądzeni. Oczywiście ich los nie jest obojętny Kościołowi-Matce. Dlatego mimo bólu i cierpienia Kościół od samego początku otacza wielką troską swoje pogubione i grzeszne dzieci.

Owszem, były i skrajne opcje rygorystyczne, choćby grupy chrześcijan sprzeciwiających się powtórnemu przyjęciu na łono Kościoła lapsi, czyli wiernych, którzy zaparli się wiary w czasie prześladowań. Z Ewangelii Chrystusa wynika jednak coś innego: Chrystusowy Kościół – przypomniał ostatni Sobór – to Kościół otwarty, wspólnotowy i służebny! Kościół w swoim duszpasterstwie ­– terapii dusz – nie może stawać ani na pozycji sędziego, ani nawet lekarza. Powinien dbać o to, by być jak najlepszą pielęgniarką. Tam, gdzie taką posługę pełnił w minionych dniach, przyprowadzał „zatraconego” człowieka do Boskiego Lekarza, pomagał mu stanąć w prawdzie i przyjąć pokutę, otaczając modlitwą wstawienniczą i stosowną katechezą wspierał go w procesie zdrowienia. Gdy zaś sam zabierał się za leczenie, płonęły stosy, spadały ludzkie głowy.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 następna strona

bp Andrzej Czaja

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?