Czytelnia

bp Andrzej Czaja

ks. Andrzej Czaja, Czy Kościół traci na wyznaniu swoich grzechów? , WIĘŹ 2007 nr 7.

Ponieważ mamy bardzo konkretny środek zaradczy na grzech w postaci sakramentu pokuty i pojednania, można wyciągnąć fałszywy wniosek, że wystarczy przyjąć w Kościele postawę nietrwania w grzechu i grzech po prostu wyznawać. Byłaby to jednak nieco zakamuflowana forma zuchwalstwa wobec Bożej łaskawości, która mogłaby prowadzić do absurdalnego ekshibicjonizmu. Chcę nieco prowokacyjnie powiedzieć, że w pewnym sensie Kościół traci nawet wyznając swój grzech, szczególnie, gdy oznacza to zgorszenie maluczkich, tzn. deprawowanie (doprowadzanie do niemoralnego postępowania) tych, którzy z prostotą serca wierzą w Chrystusa. Wprawdzie muszą przyjść zgorszenia – powiada Chrystus, ale biada światu z powodu zgorszeń, biada człowiekowi, przez którego zgorszenie przychodzi (por. Mt 18, 7). Z tych słów wynika, że ten typ grzechu właściwie nie powinien się przydarzyć Kościołowi, „Rodzinie Bożej”. Tu bowiem bardziej ujawnia się zła wola, czy brak odpowiedzialności za dobro maluczkich, aniżeli trud zmagania się ze słabością i troska o świadectwo świętego życia. Oczywiście grzechu zgorszenia nie wolno ukrywać i zamiatać pod dywan. Tego typu reakcja jest tylko kolejnym zgorszeniem. Chodzi jednak o upranie wielkiego brudu zgorszenia bez publicznego obnażania i piętnowania, a więc nie na rynku świata, ani wobec maluczkich Kościoła. Nie tylko dlatego, że Kościół ma prawo do dobrego imienia, ale nade wszystko z uwagi na możliwość zgorszenia innych; by nie rozwijać, czy wręcz promować zło.

Natomiast w sytuacji grzechu, który stał się publicznym, ważny jest sposób zachowania całej wspólnoty. W tym względzie minione dni dają wiele do myślenia2. Godzi się bowiem naznaczyć pokutę, trzeba pomóc w tym, by upadły stanął w prawdzie, i wesprzeć go w podjęciu pokuty. Czy tak jednak było? Nie można też dąsać się na świat, że nazwał zło po imieniu tam, gdzie pasterzy Kościoła nie było na to stać. Trzeba z tego wyciągnąć zasadnicze wnioski na przyszłość i z całą pewnością trzeba lepiej realizować Chrystusowy sposób postępowania: piętnowanie zła i wielkie zatroskanie o grzesznika. O takie zachowanie trzeba się też upominać w świecie3.

Trzeba wreszcie podkreślić również to, że w układaniu życia Kościoła i każdego wiernego nie można poprzestawać na wyznawaniu grzechów. Zasadnicze zadanie wynika z powszechnego powołania do świętości (por. KK 39). Oznacza to, że owszem trzeba grzech wyznawać, ale jeszcze bardziej trzeba zabiegać o święte życie i to we wspólnocie z innymi (por. KK 9). O własnych ludzkich siłach nie można w ogóle myśleć o realizacji tego podwójnego zadania. Co więcej, ten stan rzeczy oznacza trwałe napięcie w Kościele, którego biegunami jest świętość, tak wspaniała jak święty jest Bóg i wiele grzechu, którym Bóg się brzydzi.

Wierzyć w Kościół jest nieraz trudniej niż wierzyć w Boga4. Wynika to, jak się zdaje, najpierw z samej natury wiary, która odnosi się do tego, co niewidzialne. Wprawdzie wiara szuka potwierdzenia, ale broni się przed ucieleśnieniem swego przedmiotu. Dlatego łatwiej jest poniekąd wierzyć w Boga niż wierzyć w Jezusa Chrystusa. Ludzkiej wierze trudno jest zasymilować niesamowity paradoks Wcielenia. W przypadku wiary w Kościół stopień trudności powiększa paradoks związania świętości Boga z grzesznością ludzi.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 następna strona

bp Andrzej Czaja

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?