Czytelnia

Jacek Borkowicz

Jacek Borkowicz, Dlaczego przegraliśmy sprawę białoruską?, WIĘŹ 2006 nr 3.

Wielu agentów GPU występowało tam w podwójnej roli kontrabandzistów i dywersantów. Kurkiewicz opisuje w detalach napaść stuosobowej bandy na powiatowe miasteczko Stołpce latem 1924 roku. Napastnicy, uzbrojeni w osiem karabinów maszynowych oraz znaczną ilość broni ręcznej i granatów, sterroryzowali i złupili urzędy państwowe, dokonali szeregu zabójstw (m. in. siedmiu policjantów), po czym w walce z przybyłymi siłami policji i wojska wycofali się ku granicy.

Spokój na wschodniej ścianie przyniosło dopiero rozlokowanie tam jednostek Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP), powołanego do życia w 1924 roku jako bezpośrednia reakcja na dywersję i chaos, szerzące się na Kresach.

Sowiecka dywersja padała tam na podatny grunt, szczególnie w województwach północno-wschodnich, zamieszkanych w większości przez ludność białoruską. Były to obszary tradycyjnie biedne, zrujnowane nadto przechodzącymi w tę i z powrotem frontami wielkiej wojny oraz batalii z bolszewikami lat 1919-1920. Cztery piąte polskich Białorusinów to byli chłopi, na ogół posiadacze niewielkich i niezbyt urodzajnych kawałków ziemi. W ich posiadaniu znajdowała się zaledwie jedna trzecia areału rolnego. Reszta w głównej mierze stanowiła wielką własność, będącą z reguły w polskich rękach. Większych ośrodków przemysłowych właściwie tam nie było, w kategorii średnich dominowało przetwórstwo drewna, którego w tym kraju zawsze było pod dostatkiem. Granica oddzieliła tę ziemię od jej naturalnego ekonomicznego zaplecza: wcielonej do Sowietów wschodniej Białorusi oraz portów przy ujściu Niemna i Dźwiny, należących teraz do Litwy i Łotwy. Na białoruskich wsiach nie zapuściły korzeni chłopskie spółdzielnie, tak rozpowszechnione chociażby wśród Ukraińców we Wschodniej Galicji.

Uboga i izolowana kraina Białorusinów II Rzeczypospolitej była więc miejscem, gdzie ludziom żyło się ciężko. W dodatku utrudniały im to życie polskie władze, czy to przez nieudolność i brak kompetencji w sprawach lokalnej specyfiki, czy też przez złą wolę. Stosunki z Polakami zaogniały takie posunięcia, jak nieuzasadnione likwidacje cerkwi prawosławnych (wyznanie trzech czwartych polskich Białorusinów). Wszystko to razem wzięte sprawiało, że system polskiej administracji na północno-wschodnich Kresach, wbrew najlepszym intencjom władz w Warszawie, cechowała zdolność szybkiego mnożenia ludzi niezadowolonych.

Plebiscyt szkolny

Ponad połowę polskich Białorusinów stanowili analfabeci. Pod tym względem najbardziej upośledzoną warstwą byli chłopi. Ci prości ludzie przeważnie nie mieli sprecyzowanej identyfikacji narodowej. Nazywali się „tutejszymi”, bo najważniejszy był dla nich związek z rodzinną wioską i jej najbliższą okolicą. Silnie podkreślali przywiązanie do wiary prawosławnej, mniej wyraźnie — poczucie ludowej „ruskości”. To ostatnie odróżniało ich zarówno od Rosjan, jak i od Polaków, bowiem obie te narodowości reprezentowały w ich oczach kulturę obcą, przybyłą z miasta. Chociaż w etnograficznym sensie byli oni niewątpliwymi Białorusinami, podobnym miejskim importem był dla nich białoruski nacjonalizm. Dlatego białoruska świadomość narodowa szerzyła się wśród nich z trudnością. Skutki tego widoczne są do dziś w państwie noszącym dumne miano Republiki Białorusi.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 następna strona

Jacek Borkowicz

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?