Czytelnia

Inka Słodkowska

Inka Słodkowska, Dziecko z Yad Vashem, dziecko z placu zabaw..., WIĘŹ 2000 nr 8.

Tyle już razy zetknęłam się z relacjami z czasów ostatniej wojny, pochodzącymi z niemieckich obozów koncentracyjnych, jak i sowieckich lagrów Archipelagu Gułag, opisującymi, jak często komunistyczni i hitlerowscy zbrodniarze, sadystycznie powiększali cierpienie więźniarek matek, mordując dzieci na ich oczach. Zawsze z równą grozą myślałam wtedy o tragedii matki. Lecz gdy zobaczyłam wyraz oczu mojej córki po wyjściu z Sali Dzieci w Yad Vashem, i poczułam rozpaczliwy uchwyt jej ręki, zdałam sobie sprawę, w jak wielkim stopniu to od nas dorosłych zależy, czy z cierpienia i mroków, jakie na świecie budowane są przez zło, uda się dziecku wyjść ku światłu.

Tyle razy podczas pielgrzymki do Ziemi Świętej miałam poczucie, że otacza nas pełne światło: w Nazarecie, w weselnej Kanie, na Górze Tabor, i w kolejnych świętych miejscach nad Jeziorem Galilejskim, zwłaszcza w czasie Eucharystii przy Kościele Prymatu. A także podczas modlitwy na łodzi pośrodku Jeziora Galilejskiego, tuż przed zachodem słońca. I w czasie tej godziny, gdy Ela bawiła się na ocienionym, zielonym placu zabaw w kibucu Lohamei HaGetaot (Bohaterów Gett), a obok przysiadła cała ptasia rodzina dudków. W takich momentach piękno otaczającego świata wzbudza głębokie dziękczynienie, jakie ludzka dusza składa Bogu.

Gdy toniemy w mrokach zła silna bywa pokusa, by złorzeczyć Bogu. Wanda Ossowska napisała o tych strasznych latach więzień i obozów koncentracyjnych: Opiekę Pana, Jego obecność czułam stale, a wiara w Miłosierdzie i całkowite zaufanie Bogu pozwoliły wytrwać i wyjść z tych trudnych doświadczeń z poczuciem zwycięstwa. Wanda Ossowska to na pewno drogowskaz na drodze do światła. Podobnie jak Halina Birenbaum. Ja sama potrafię tylko dać mojemu dziecku najserdeczniejszy, najmocniejszy uścisk i skierować jej oczy na te drogowskazy.

Po naszej pielgrzymce do Ziemi Świętej mam głębokie poczucie, że jednak idea wzajemnego poznawania się różnych narodów, przedstawicieli odmiennych religii czy grup etnicznych nie powinna zostać zarzucona. Wydarzenia lat 90-tych wydawały się jej zupełnie zaprzeczać, gdy na terenie dawnej Jugosławii narody od dawna żyjące obok siebie rozpoczęły wzajemną masakrę. Tak przecież dzieje się wciąż w Azji czy Afryce, gdzie bezustannie wybuchają bratobójcze walki. W obliczu takich zjawisk wydawać się może, że idea otwartych granic, zjednoczonych państw, braterstwa to kolejna ludzka utopia. Samo państwo Izrael, gdzie na nowo wybuchają starcia między Żydami a Arabami, a każdą grupę dzieci w wieku szkolnym ubezpiecza uzbrojony strażnik, zdaje się to potwierdzać. A jednak właśnie w Izraelu odczułam mocno, że droga ku światłu musi być wspólna, i że pomimo wszystko jest ona możliwa.

Po pierwsze - był taki piękny moment na Jeziorze Galilejskim, gdy nasz izraelski opiekun zaproponował, że zatrzyma łódź, abyśmy mogli się pomodlić. Kiedy po modlitwie zaśpiewaliśmy „hevenu shalom alehem”, dołączyli się do nas członkowie załogi. Po drugie - hawdala, uroczystość w sobotni wieczór na zakończenie Szabatu, na której byłyśmy z Elą w żydowskim hostelu na terenie zapadniętej w górach górnej Galilei wioski druzyjskiej. Ten wieczór to jedno z najmilszych wspomnień mojej córki z pielgrzymki. Gdy reszta naszej grupy poszła na kolację do tajemniczych Druzów, my obie ze względu na późną już porę pozostałyśmy na miejscu. Poproszono nas na wieczorny posiłek do jadalni, gdzie było dużo młodszych i starszych dzieci żydowskich wraz z opiekunami, a także ortodoksyjne rodziny z małymi dziećmi. Obok w mniejszej sali zasiadali sami dorośli.

poprzednia strona 1 2 3 4 następna strona

Inka Słodkowska

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?