Czytelnia

Benedykt XVI

ks. Henryk Seweryniak

ks. Henryk Seweryniak, Encyklika utkana z nadziei, WIĘŹ 2008 nr 1.

Te ostatnie refleksje zaczerpnąłem z jednej z najwcześniejszych i najważniejszych książek Josepha Ratzingera „Eschatologia – śmierć i życie wieczne” („Eschatologie – Tod und Ewiges Leben”, 1978), którą obecny papież nawiązał do toczącej się jeszcze wtedy dyskusji. Zdaniem autora, „teologia nadziei” dała początek teologii politycznej, teologii rewolucji, teologii wyzwolenia, „czarnej” teologii. Owszem, Joseph Ratzinger widzi także ich pozytywne owoce. Ale już wtedy formułuje wobec nich zastrzeżenia. Jeżeli chrześcijaństwo – stwierdza – interpretuje się jako „strategię nadziei”, to trzeba zapytać: jakiej nadziei? I odpowiada: z pewnością nie politycznej. Królestwo Boże nie jest ani pojęciem, ani kryterium politycznym, według którego można by kształtować bezpośrednio praxis polityki. Jeśli przemienia się eschatologię w utopię polityczną, wówczas deprecjonuje się chrześcijańską nadzieję. Do zadań Kościoła należy m.in. rozdzielanie eschatologii i polityki. Dopiero wtedy teologia staje się wierna drodze Jezusa, odrzucającego wszelkie formy zelotyzmu.

W tym sensie książka „Śmierć i życie wieczne” (taki jest tytuł jej polskiego wydania) mogła być odczytywana jako książka o ortodoksyjnym rozumieniu nadziei. Nie była ona jednak bezkrytyczna wobec pewnych nurtów katolickiej eschatologii. Autor wskazywał m.in. na to, jak proces spłycenia, indywidualizacji myśli eschatologicznej osłabił wpływ chrześcijaństwa na dzieje świata. Podkreślał, że gdy to, co specyficznie chrześcijańskie zaczęło ograniczać się do spraw duchowych, do indywidualnej nadziei; gdy „zbawienie duszy” i „szczęście” tutaj stało się określeniem dwu rzekomo różnych spraw, wówczas Kościół zaczął tracić związek z rzeczywistością ziemską, a ludzka nadzieja zaczęła przemieniać się w czysto ziemską wiarę w postęp. Im bardziej „szczęście” odrywa się od zbawienia, tym bardziej staje się puste i nie zaspokaja człowieczego serca. Joseph Ratzinger nazywał takie ograniczenie aspiracji augustyńskiego „niespokojnego serca” – „małym ludzkim szczęściem”...

Małe nadzieje, wielka nadzieja…

Do tych myśli sprzed 30 lat powraca ten sam autor – już jako Benedykt XVI – w encyklice „Spe salvi”, niektóre z nich zresztą wyraźnie powtarzając. Nawet jeśli nie używa już zwrotu „wielkie-małe ludzkie szczęście”, to kilkakrotnie odwołuje się do podobnego: „wielka nadzieja – małe ludzkie nadzieje”.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 następna strona

Benedykt XVI

ks. Henryk Seweryniak

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?