Czytelnia

Benedykt XVI

ks. Henryk Seweryniak

ks. Henryk Seweryniak, Encyklika utkana z nadziei, WIĘŹ 2008 nr 1.

Z refleksji tej Papież wyciąga jeden podstawowy wniosek: nasze „małe nadzieje” są piękne i ludzkie, ale bez „wielkiej nadziei”, która przewyższa i niejako spina w jedną całość pozostałe, są one niewystarczające. Tą wielką nadzieją może być jedynie Bóg, który obejmuje wszechświat, i który może nam zaproponować i dać to, czego sami nie możemy osiągnąć. Właśnie bycie obdarowanym przynależy do nadziei. Bóg jest fundamentem nadziei – nie jakikolwiek bóg, ale ten Bóg, który ma ludzkie oblicze i umiłował nas aż do końca: każdą jednostkę i ludzkość w całości. Jego królestwo to nie wyimaginowane zaświaty, umiejscowione w przyszłości, które nigdy nie nadejdzie; Jego królestwo jest obecne tam, gdzie On jest kochany i dokąd Jego miłość dociera. (31).

Wyjątkowo dużo miejsca w encyklice „Spe salvi” zajmuje narracja życia i postaw chrześcijańskich „świadków nadziei”. Przy tym o ile rozmyślając o koncepcjach nadziei, Benedykt XVI sięga do najgłębszych pokładów myśli europejskiej (św. Augustyn, Bacon, Kant, de Lubac, Adorno, Horkheimer), to, gdy chce wskazać „świadków nadziei”, odwołuje się do przykładów ludzi z Afryki i Dalekiego Wschodu: Augustyna (znowu), św. Józefininy Bakhity z Darfuru w Sudanie, a także do wietnamskiego męczennika Pawła Le-Bao-Thina (zm. 1857) i kard. Nguyen Van Thuana. Przypadek to czy świadome przywołanie „światła ze Wschodu” w dziele uczenia się i wprawiania w nadziei?

Właśnie „miejsca zakorzeniania się w wielkiej nadziei” (w znaczeniu teologicznych loci, a więc „źródeł”) są przedmiotem drugiej części „Spe salvi”. Papież rozpoczyna od modlitwy. Autentyczna modlitwa – podkreśla – jest otwieraniem się człowieka na „wielką nadzieję” i na „służbę nadziei” wobec innych. Autor używa też zwrotu „prawidłowa modlitwa” i rozumie przez nią proces oczyszczenia wewnętrznego, który czyni nas otwartymi na Boga i przez to właśnie otwartymi na ludzi (34). Uczymy się w niej, o co prawdziwie wolno nam prosić Boga, co jest godne Boga; modlimy się z drugim, za drugiego, ale nie przeciw drugiemu; nie prosimy o rzeczy powierzchowne i wygodne, ulegając małej, fałszywej nadziei, która odwodzi Boga (34); konfrontujemy swoje „ja” z Bogiem żywym, a jednocześnie prowadzimy ją we wspólnocie Kościoła.

Chrześcijańska nadzieja jest „nadzieją czynną”. W tym miejscu – chociaż Papież nie mówi tego wprost – w jego refleksji pojawia się wyraźnie „moment blondelowski”. Właśnie Maurice Blondel, świecki myśliciel francuski, kładł nacisk na to, że w każdym ludzkim prawym działaniu zawarty jest pierwiastek transcendencji. W samym jednak działaniu nigdy nie urzeczywistnimy w pełni swojego pragnienia przekroczenia skończoności. Tylko Bóg, „pierwsza i ostatnia zasada wszystkiego”, może być spełnieniem człowieka. Podobnie pisze Benedykt XVI: „czynna nadzieja” ujawnia się przede wszystkim w tym – zauważa w kapitalnym fragmencie encykliki – gdy usiłujemy wypełnić nasze małe i większe nadzieje: wywiązać się z takiego czy innego zadania, które ma znaczenie dla dalszej drogi naszego życia; przez własne zaangażowanie przyczynić się do tego, aby świat był bardziej promienny i ludzki, i aby tak otwierały się drzwi na przyszłość. Jeżeli jednak nie oświeca nas światło wielkiej nadziei, która nie może być zagłuszona czy to przez małe niepowodzenia, czy to przez wydarzenia o znaczeniu historycznym, codzienne zaangażowanie w kontynuację życia i we wspólną przyszłość męczy nas, albo zamienia się w fanatyzm. Jeśli nie możemy oczekiwać więcej niż jest to osiągalne za każdym razem i to, co władze polityczne i ekonomiczne mogą nam zaoferować, nasze życie szybko redukuje się i jest pozbawione nadziei. To ważne, by wiedzieć: mogę zawsze żywić nadzieję, nawet jeżeli w moim życiu albo w danym historycznym momencie jest oczywiste, że nie mam czego się spodziewać (35).

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 następna strona

Benedykt XVI

ks. Henryk Seweryniak

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?