Czytelnia

Andrzej Friszke

IPN ? niezależność mimo wszystko, Dyskutują: Antoni Dudek, Andrzej Friszke, Krzysztof Jasiewicz, Paweł Machcewicz, WIĘŹ 2006 nr 6.

A. Dudek: A może po prostu mamy do czynienia z konfliktem pokoleniowym? Czasem mam wrażenie, że wielu starszych historyków fakt stworzenia przez trzydziestolatków pionu naukowego IPN odebrało jako rodzaj zagrożenia, czy też zachwiania naturalnej w tej dyscyplinie hierarchii, w której szczyt powinno się osiągać dobrze po pięćdziesiątce, wraz z tytułem profesora zwyczajnego. Proszę jednak zauważyć, że ci trzydziestolatkowie zapłacili też za to pewną cenę. Tylko przez moment miałem naiwną wiarę, która szybko się rozpłynęła, że uda się rzeczywiście zrobić to, o czym mówił Paweł Machcewicz, a mianowicie stworzyć Instytut Historii Najnowszej” w ramach IPN, który będzie postrzegany tak samo jak Instytut Studiów Politycznych PAN czy Instytut Historii dowolnego uniwersytetu. Otóż jest to niemożliwe — z powodu tego, co nazywam „cieniem teczek”, które niezwykle mocno rzutują na funkcjonowanie Instytutu. Nikt nie przenosi poglądów jednego historyka z UW czy UJ na drugiego. Tymczasem jeżeli jeden historyk z IPN coś powie, to muszą się z tego tłumaczyć wszyscy pozostali historycy z Instytutu. Nasze prace naukowe są też niekiedy traktowane jako oficjalne, urzędowe ustalenia. Choć to jest kompletnie nieporozumienie, wydaje mi się, że tego się nie uda przezwyciężyć. Jest to oczywiście związane z celową kampanią części środków masowego przekazu, które toczą bezwzględną walkę z IPN, ponieważ chcą za wszelką cenę zapobiec wypływaniu z Instytutu informacji o przeszłości różnych ludzi oraz podważyć ich wiarygodność.

Niedawno „Gazeta Wyborcza”, bo ona jest niewątpliwie jednym z głównych mediów w to zaangażowanych, dokonała ewidentnej manipulacji, wmawiając, że odkryła instrukcję generała Kiszczaka nakazującą wpisywanie informacji z podsłuchów w akta tajnych współpracowników. Gdyby było to prawdą, byłoby rzeczywiście bardzo istotne w sprawach lustracyjnych, tyle że z tej instrukcji to absolutnie nie wynika. Jest to klasyczny przykład wojny psychologicznej toczonej w jednym celu: obniżenia wiarygodności materiałów, które są przechowywane w IPN, i siłą rzeczy historyków, którzy nad nimi pracują.

Ten kontekst, którego nie ma w żadnej innej placówce historycznej, będzie niestety obecny w IPN w dającej się przewidzieć przyszłości i będzie obciążał hipotekę Instytutu. W związku z tym historyk IPN, nad czym bardzo boleję, nigdy nie będzie traktowany tak samo jak historyk pracujący na uniwersytecie czy w instytucie PAN.

P. Machcewicz: Zgadzam się z tym, że „cień teczek” to niezwykle ważna okoliczność wpływająca na postrzeganie historyków Instytutu, ale jest też coś poważniejszego, a na pewno bardziej długofalowego: napięcie między rolą placówki naukowej i urzędu, oficjalną instytucją, która została powołana do sprawowania pieczy nad pamięcią narodową. Musi ona spełniać oczekiwania wielu środowisk, chociażby kombatanckich, oczekujących godnego upamiętnienia pewnych wydarzeń. Tymczasem istotą nauki jest stawianie pytań trudnych, głoszenie tez często nieprzyjemnych, kwestionowanie przyjętych założeń. Trzeba wyważyć, znaleźć złoty środek. Nie ma jednej uniwersalnej recepty, trzeba jej wciąż szukać. W moim przekonaniu w ciągu pierwszych pięciu lat swojego istnienia Instytut godził obie te funkcje, nie bez ponoszenia pewnych kosztów, bo byliśmy niekiedy atakowani na przykład przez środowiska kombatanckie, które kwestionowały niektóre publikacje i nie chciały przyjmować do wiadomości, że historyk, który napisał artykuł, nie reprezentuje urzędu, tylko ma prawo jako badacz publikować to, co w dobrej wierze przygotował. Myślę, że zachowanie tej równowagi będzie jednym z najpoważniejszych wyzwań stojącym przed nowym kierownictwem IPN.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna strona

Andrzej Friszke

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?