Czytelnia

Andrzej Friszke

IPN ? niezależność mimo wszystko, Dyskutują: Antoni Dudek, Andrzej Friszke, Krzysztof Jasiewicz, Paweł Machcewicz, WIĘŹ 2006 nr 6.

Od początku z działalnością Instytutu związane były dwa problemy, wynikające z kształtu ustawy o IPN. Po pierwsze, ze względu właśnie na ustawę i na przejęcie właśnie takiego zasobu archiwalnego nastąpiła koncentracja badań naukowych na dwóch wymiarach: z jednej strony — na represjach, z drugiej — na oporze społecznym i martyrologii. Oczywiście trzeba było jedno i drugie zbadać, ale — jak do pewnego stopnia słusznie napisał kiedyś Dariusz Jarosz — to nie jest cała historia PRL. Ten obraz jest w pewnym sensie zbyt jednostronny. Gdzieś umykało to, co było pośrodku, czyli wszelkie postawy przystosowania, konformizmu czy nawet poparcia dla władz, w pewnych okresach niemałego. Wiąże się z tym pewne niebezpieczeństwo, że tak wielka instytucja jak IPN wytwarza, przez sam swój ciężar, obraz historii, który koncentruje uwagę opinii publicznej jedynie na pewnych elementach.

K. Jasiewicz: Chciałbym przypomnieć, że zupełnie tak samo wyglądała droga badań nad zagadnieniami niemieckimi i sowieckimi. To jest po prostu funkcją czasu.

P. Machcewicz: Druga bardzo poważna kwestia to status pokrzywdzonego. Ustawodawca określił, że elementem procedury udostępniania dokumentów jest stwierdzenie, czy osoba o nie występująca była pokrzywdzonym, czy nie. Jeżeli archiwiści IPN stwierdzą, że ta osoba współpracowała z SB, odmawia się jej statusu pokrzywdzonego. Nie sformułowano przy tym, bo prawdopodobnie nie dało się tego zrobić, w pełni przejrzystych kryteriów, co stanowi współpracę. W związku z tym Instytut został postawiony przez ustawodawcę w roli quasi-sądu, chociaż sądem nie był, a mimo to musiał decydować, czy ktoś był pokrzywdzonym. Powodowało to mnóstwo problemów. Spora część ataków na Instytut wiązała się właśnie z tym, że mówiono o nim jako o „sądzie kapturowym”. Myślę, że misją Instytutu powinno być udostępnienie dokumentów, a nie nadawanie jakichkolwiek kwalifikacji prawnych. W moich badaniach spotkałem się z dziesiątkami niezwykle skomplikowanych życiorysów ludzi, którzy na jakimś etapie swojego życia spotykali się z SB czy nawet byli rzeczywiście tajnymi współpracownikami, a potem tę współpracę zrywali, angażowali się w działalność opozycyjną i płacili często za nią bardzo wysoką cenę.

A. Friszke: I z zasady w takich sytuacjach odmawia im się statusu pokrzywdzonego. Wystarczy, że jest jakikolwiek ślad nawiązania współpracy, żeby tego statusu odmówić, niezależnie od zasług.

P. Machcewicz: Za statusem pokrzywdzonego przemawiają rzeczywiste racje moralne — poczucie, że ludziom prześladowanym trzeba dać satysfakcję, choćby ograniczoną rekompensatę moralną poprzez uznanie ze strony instytucji państwowej, która odmawia dostępu do dokumentów krzywdzicielom, prześladowcom, donosicielom. Ale okazało się, że materia jest dużo bardziej skomplikowana, niż się wydawało ustawodawcy.

A. Dudek: Ja też nie będę mówił o sukcesach IPN — z tych samego powodów, które wymienił Paweł Machcewicz, tym bardziej że wciąż tam pracuję. Powiem natomiast, że za największą porażkę Instytutu uważam pion śledczy. Jego działalność oceniam bardzo krytycznie. Wystarczy przejrzeć statystykę aktów oskarżenia w stosunku do liczby wszczętych śledztw oraz prokuratorów. Jeden statystyczny prokurator IPN przez te pięć lat przygotował jeden akt oskarżenia. Taka jest brutalna statystyka, bezlitosna dla pionu śledczego.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna strona

Andrzej Friszke

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?