Czytelnia

Tomasz Wiścicki

Juan Karlos Kiszczak?, Z Andrzejem Wielowieyskim dyskutują Zbigniew Nosowski i Tomasz Wiścicki, WIĘŹ 2001 nr 3.

— Tego indywidualnie określać nie można. Nie wolno osobiście zwalniać z prawa do społecznej oceny takich wydarzeń — oceny uczynionej rzetelnie i publicznie przez niezależne, powołane do tego organy. Grzechy publiczne muszą być publicznie uznane i albo rozgrzeszone, albo odpokutowane. Tu nie chodzi o prowadzenie z kimś wojny, ale o to, by nie podtrzymywać fałszywych i szkodliwych mitów o PRL.

Ale w postawie Michnika jest też coś więcej — swoisty szantaż moralny. Sam, wspominając swój list z więzienia do gen. Kiszczaka, mówi: „Każdy, kto po takim liście poszedłby na jakieś układy z władzą, miałby dyskomfort etyczny”. Chodziło mu wówczas o to, by nie pozwolić innym opozycjonistom na kompromisy, np. zgodę na wyjazd za granicę. Czy teraz nie jest podobnie? Można odnieść wrażenie, że intencją tej rozmowy jest stworzenie atmosfery, w której każdy, kto po takiej rozmowie nie umie wybaczyć Kiszczakowi, musi mieć dyskomfort etyczny. Bo skoro człowiek tak gnębiony jak Michnik potrafił przebaczyć, to ten, kto nie potrafi przebaczyć, musi być człowiekiem podłym...

— ...a w każdym razie jakimś niezrównoważonym zakompleksionym facetem, który chce się mścić, który nie rozumie historycznego wymiaru działalności generała. Ta intencja jest zrozumiała i nie do przyjęcia.

— A co z prawdą? W tym wywiadzie są różne prawdy. Jest prawda oprawców i prawda ofiar. Prawda zmienia się również w czasie, bo Michnik w latach siedemdziesiątych myślał inaczej niż teraz...

— Oprzyjmy się na starej chrześcijańskiej tradycji: prawda to zgodność z rzeczywistością, a rzeczywistość jest jedna, choć może być widziana z różnych punktów widzenia, pod wpływem różnych doświadczeń, różnych uwarunkowań.

Zrozumiałe, że uczestnicy takiej konfrontacji patrzą dzisiaj na siebie inaczej niż dwadzieścia czy dziesięć lat temu. Ale rzecz trzeba sprowadzić do zgodności z faktami. Pewnych spraw do końca nie wyjaśnimy, nie odkryjemy wszystkich ludzkich motywów, ale mimo to możemy dotrzeć blisko prawdy. Nam wszystkim to się należy, zwłaszcza ofiarom, cierpiącym i pokrzywdzonym. Nie chodzi tu o nienawiść, zemstę, rewanż — chodzi o oddanie sprawiedliwości zarówno ofiarom, jak i tym, którzy krzywdzili. To trudna sprawa, bo minęło już wiele lat, a zaraz po przełomie nie można było tego podjąć — byłaby to głupia wojna. Ale zadanie pozostało...

— Krzywdziciele oczywiście też mieli swoje argumenty, które trzeba wziąć pod uwagę. Ale niedopuszczalne jest mówienie tak jak Michnik o roku 1970: „Ja miałem rację — i oni mieli rację”. Zakłada to bowiem, że istnieją równoległe prawdy: prawda oprawców i prawda ofiar. Są argumenty oprawców, ich sposób rozumowania, ale nie ich prawda!

Michnik idzie tu za daleko. I werdykt historii, i werdykt sądu muszą brać pod uwagę motywy i uwarunkowania. Ale jest rzeczą przyjętą w naszej cywilizacji, że rozkaz zwierzchnika nie jest wystarczającym usprawiedliwieniem dla zła i krzywdzenia ludzi. Tym bardziej decyzje polityków — muszą być one poddane twardemu osądowi historycznemu. Osądowi moralno-politycznemu, a czasem sądowemu.

Trzeba jasno powiedzieć: popełniono zbrodnię, strzelając w grudniu 1970 do robotników. Rozumiemy, że broniliście swojej władzy, ale ci ludzie bronili swojej godności, swoich praw i za to jedni zostali zastrzeleni, inni aresztowani, bici, torturowani. To było zło. To była zbrodnia.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 następna strona

Tomasz Wiścicki

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?