Czytelnia

Anna Karoń-Ostrowska

Anna Karoń-Ostrowska, Każdy ma swojego Tischnera?, WIĘŹ 2002 nr 5.

Jednak nie były to więzy przyjaźni ludzi tak samo myślących o Polsce, o Kościele, o demokracji. Tischner i jego „katechumeni” przychodzili na to spotkanie z różnych światów, niosąc w sobie zupełnie inne doświadczenia. Tego zamazywać nie wolno, bo wtedy ulega zafałszowaniu cały obraz. Tym, co stworzyło nić porozumienia, było odkrycie przez Tischnera chęci zbliżenia się tych ludzi do chrześcijaństwa i jego pragnienie przybliżenia im tego świata. W tej perspektywie zobaczmy, jak pojmował on etos wychowania. Pisał o tym w „Etyce solidarności”:
Wierność wyłania się z prostego faktu: że ja i ty, wychowawca i wychowanek, jedziemy na tym samym wozie. Nikt nie stoi na dachu. Nasz wóz jest wspólny. Jeśli wóz się rozleci, jeśli nasza nadzieja okaże się złudna, wszyscy się potłuczemy. Wszyscy, niemniej… Wierny wychowawca wie jednak, że jego tragedia musi być większa. Wierny wychowawca to wychowawca, który godzi się nieść t a k i ciężar na swych barkach. […] Wychowawca musi ryzykować sobą. W krainie kłamstwa jego prawdomówność musi być większa niż prawdomówność wychowanka. W krainie niesprawiedliwości jego sprawiedliwość musi przewyższać poczucie sprawiedliwości jego wychowanków. W krainie nienawiści i podejrzliwości on musi być bardziej prosty i jawny. Na tym polega jego wierność. Ten, kto powierzył mu swą nadzieję, musi wiedzieć, że powiernik jest razem z nim – razem, to znaczy, że w sprawach podstawowych o pół kroku przed nim.

Wychowawca ma rysy świadka. Jest świadkiem powierzonych mu nadziei. Nietrudno w tej wizji odkryć, że tak właśnie rozumiał ks. Tischner rolę duszpasterza wobec katechumenów. Być świadkiem powierzonych nadziei to także towarzyszyć lękom, niepokojom i trudnym pytaniom. Tischner towarzyszył trudnym pytaniom zadawanym przez jego „katechumenów” i często sam je – w swoim i ich imieniu – stawiał.

Nazywając po imieniu słabości i grzechy polskiego katolicyzmu, wystawiał się na krytykę jednych i podziw innych. Tischner odróżniał jednak pytania rzetelne od nierzetelnych. Pyta się, bo chce się poznać prawdę, albo jedynie po to, żeby zanegować. Pytania ks. Tischnera były na pewno tymi pierwszymi, bo do końca życia dawał świadectwo swej trosce o Kościół i solidarności z nim. Jaka jest istota pytań o Kościół i krytyka polskiego katolicyzmu ze strony jego dawnych „katechumenów”-„wychowanków” – nie odważę się odpowiedzieć, bo nie znam tajemnicy ludzkich sumień. Pozostaje jedynie obraz – ten obraz polskiego katolicyzmu, jaki zakreślił Roman Graczyk w swoim tekście „Spór o ks. Tischnera”. Jest to karykaturalny obraz Kościoła nacjonalizmu, antysemityzmu, wewnętrznego zakłamania i seksualnych dewiacji duszpasterzy. To ma być jego „codzienność”, tyle można o nim powiedzieć. I nie jest to grzech, słabość – ale, zdaniem publicysty „Wyborczej”, prawda o polskim katolicyzmie.

Graczyk jasno stwierdził, że nie było różnicy zdań między ks. Tischnerem a środowiskiem „Gazety Wyborczej”, że Tischner do końca jednoznacznie zgadzał się z poglądami „GW”. Pozostaje więc pytanie – czy „Gazeta Wyborcza” rozumiała i zgadzała się z wizją Kościoła i katolicyzmu, jaką przez wszystkie lata swego duszpasterzowania niósł ks. Józef Tischner? Czy była to i jest także wizja tego środowiska?

Już w czasie choroby ks. Tischner wydał ostatnią swoją książkę na tematy społeczne –„Ksiądz na manowcach”. Można więc chyba traktować ją jako przesłanie, które nam zostawił. Jest to ważny wkład do intelektualnej historii Polski XX wieku, tak jak i całe to spotkanie, w które wpisuje się „Polski kształt dialogu”. Jest to historia ludzi i idei. Nie uda się jej w pełni odczytać, zawsze pozostanie margines, który będzie tajemnicą spotkania, konkretnego międzyludzkiego dramatu. Jednak to, co odczytać można, trzeba odkrywać, nie bagatelizując horyzontu, w jakim się pojawili tak ludzie, jak i idee. Oto, co w tej książce pisze ks. Tischner na temat relacji Kościoła i demokracji:
Czy Kościół nie szuka nowych metod rządzenia światem? Czy wyrzucony drzwiami, nie chce powrócić oknem? Czy nie mogąc narzucić własnych kategorii religijnych zlaicyzowanemu światu, nie narzuca mu kategorii etycznych? Te i tym podobne pytania są wyrazem stanu podejrzliwości, w jakim wciąż znajdują się społeczeństwa po doświadczeniach wojen religijnych. Państwa bronią swej władzy. Chcą być samodzielne na dobre i na złe. A z drugiej strony dokonują się procesy przeciwne. Demokracje wchodzą w stan etycznego kryzysu. Kryzys dotyczy samych podstaw systemu. Walka o prawa człowieka pozostawiła na dalszym planie świadomość obowiązków. Jak znaleźć dziś te obowiązki? Jak je nazwać? Jak usprawiedliwić? Czy sama ideologia państwowa może sobie poradzić z takim zadaniem?

Są to pytania, które postawił przed nami ks. Tischner i pozostawił nas z nimi. Szukamy i długo jeszcze będziemy szukać na nie odpowiedzi, a doświadczenie będzie weryfikować nasze wybory. Jeżeli chcemy pytać „w duchu Tischnera”, obowiązują nas pytania rzetelne i odwaga w szukaniu prawdy, której nie posiadamy, ale która się przed nami odsłania na miarę naszej uczciwości i otwarcia na nią.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Anna Karoń-Ostrowska

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?