Czytelnia

Tomasz Wiścicki

Tomasz Wiścicki, Kraj jak pole bitwy, WIĘŹ 2007 nr 3.

Inny Libańczyk, energiczny, pełen poczucia humoru zakonnik-maronita, który we wszystko, co robi, angażuje się całym sobą, jest oczywiście przeciwnikiem używania siły, broni praw człowieka, które w społeczeństwie wprawdzie demokratycznym, ale rozdartym konfliktami dalekie są od oczywistości. Któregoś wieczora przeszłość na chwilę wraca. Stojąc przed swym pięknym, niewielkim, zbudowanym z wykorzystaniem romańskich murów kościołem, na zboczu z zapierającym dech w piersiach widokiem na Bejrut, wskazuje na pobliskie wzgórze. Tam stali Syryjczycy i do nas strzelali. A my do nich...” Co to znaczy „my” — maronici? Czy może bardziej konkretnie?

Jaki więc los czeka Liban? Co łączy jego obywateli? Działacze non violence mówią: wspólny wróg — Izrael. Ale to oczywiście za mało. Dodają, że oznaką zmiany jest to, że kiedyś ludzie w pierwszej kolejności określali się jako wyznawcy swej religii („jestem szyitą z Libanu”), dziś akcentują przynależność narodową („jestem Libańczykiem-szyitą”). Czy to wystarczy, by zbudować wspólnotę trwale odporną na pokusę kolejnej wojny domowej, w której każda społeczność walczyłaby o praw dla siebie? W obecnym modelu brak niemal wspólnej przestrzeni obywatelskiej, w której np. maronita może spotkać szyitę.

I czy możni tego świata pozwolą w ogóle Libańczykom, by wreszcie mogli urządzić się sami?

Tomasz Wiścicki

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7

Tomasz Wiścicki

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?