Czytelnia

Psychologia a duchowość

Cezary Gawryś

Katarzyna Jabłońska

Ksiądz w konfesjonale i na kozetce, Z Jackiem Prusakiem SJ rozmawiają Katarzyna Jabłońska i Cezary Gawryś, WIĘŹ 2004 nr 2.

W świadomości wielu ludzi bardzo religijnych, także u nas w Polsce, także u księży, dochodzi do jeszcze innego pomieszania: błąd równa się grzech. Wielu ludzi religijnych przeżywa swoją wiarę właśnie z takim założeniem, że im nie wolno się pomylić, bo błąd oznacza brak wiary, brak posłuszeństwa wierze, a tak naprawdę – nieposłuszeństwo Bogu. Pamiętam, jak oglądałem kiedyś z młodym klerykiem telewizję, gdy wypowiadała się akurat osoba publiczna, o której wiadomo, że od wielu lat żyje w drugim związku. Ten kleryk spontanicznie skomentował: „Po co ja mam go słuchać, skoro to jest rozwodnik”... Pomyślałem sobie wtedy: „Człowieku, ty masz być księdzem, a jak patrzysz na ludzi! Nie dyskwalifikuj z góry w drugim człowieku, w którym słusznie potępiasz jeden jego czyn, wszystkiego, czego nauczył się w życiu, może właśnie także na swoim cierpieniu”. Dla tego kleryka nie miało to żadnego znaczenia. Uważał, że skoro ten człowiek raz w życiu popełnił błąd (rozwiódł się), to nie może już w niczym mieć racji.

Takie myślenie „czarno-białe”, na skróty, występuje niestety w polskim katolicyzmie często. Dlatego życzyłbym sobie, szczególnie od księży, większej wrażliwości na złożoność ludzkich spraw. W tej walce o wartości, o której się dziś tyle słyszy, te wartości się gubi. Próbujemy robić krucjaty w imię wartości, co uważam za zupełnie błędne rozwiązanie, natomiast za mało próbujemy pomagać ludziom wybierać i dojrzewać do wartości. Większy komfort daje sytuacja, kiedy inni robią tak, jak ja chcę, żeby robili, niż zgoda na to, że inni będą dojrzewali do wyboru wolności, być może popełniając po drodze błędy. Ale to w końcu Pan Bóg będzie nas sądził. Nie muszę wszystkich kochać, wszystkim pomóc, wszystkiego wiedzieć, tak żeby każdego uchronić przed błędem, a nawet grzechem. Dlatego uważam, że w obecnej sytuacji jakiegoś ogromnego przyspieszenia i zamętu księża powinni być bardziej ludzcy.

Natomiast co do znajomości psychologii, jak najbardziej jest ona potrzebna. Niebezpieczeństwo polega tu jednak na tym, że gdy ktoś, także ksiądz naczyta się o psychologii, to myśli, że już się na niej zna... I wtedy może bardzo zaszkodzić ludziom. Spotkałem już duszpasterzy, którzy byli takimi „terapeutami we własnym mniemaniu”. Oni jednak w gruncie rzeczy nie chcieli pomagać ludziom, ale raczej – sobie, w pracy duszpasterskiej. Tymczasem nie można pomóc żywemu człowiekowi, aplikując mu jakieś książkowe schematy czy techniki terapeutyczne. Ci domorośli księża-psychologowie najczęściej nie znają samych siebie. A w pomocy terapeutycznej nie techniki są ważne – najważniejsza jest relacja. Terapeuta musi przede wszystkim znać samego siebie i rozumieć swoje problemy, wtedy dopiero może zrozumieć siedzącego przed nim człowieka i pomóc mu.

Oczywiście nie jest możliwe w trakcie studiów seminaryjnych uczynić z księdza psychologa, ale może celem powinno być chociażby „oddemonizowanie” psychologii w oczach przyszłych księży? Pewien mój młody znajomy, cierpiący na duże trudności emocjonalne, zadał kiedyś na spowiedzi pytanie, czy dla prawdziwego postępu duchowego nie powinien najpierw poddać się terapii – usłyszał oburzoną odpowiedź, że ta myśl jest podszeptem szatana...

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 następna strona

Psychologia a duchowość

Cezary Gawryś

Katarzyna Jabłońska

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?