Czytelnia

Benedykt XVI

ks. Henryk Seweryniak

ks. Henryk Seweryniak, Męscy eksperci od duchowości, WIĘŹ 2006 nr 7-8.

Dlatego, gdy młody kapłan stawia swoje pierwsze kroki, potrzebuje u swego boku poważnego mistrza, który mu pomoże, by nie zagubił się pośród propozycji kultury chwili.


To bardzo ważna, trochę niezauważona myśl. Wpadła mi niedawno do ręki książka ks. Guy Lescanne’a, "Qu’est-ce que c’est dure de croire aujourd’hui!" – "Jak to dzisiaj trudne – wierzyć". Autorowi chodzi o młodych ludzi, których nazywa „pokoleniem niewiary”. Niewiary nie tylko w Boga, ale także w to, że jest jakaś przyszłość; że można się przyjaźnić, kochać przez całe życie; że są uczciwi politycy; że jakaś robota społeczna nie jest zawsze tylko wyciąganiem pieniędzy z Unii. Dla wielu spośród tego pokolenia największym problemem stało się, jak uwierzyć w siebie. Chciałbym wierzyć – mówią – być wiernym, ale boję się, że nie potrafię, nie jestem zdolny do tego. Zresztą, co wybrać: jedni mówią, że seksualność trzeba przeżywać opanowując swoje ciało, inni, że dając mu jak najwięcej luzu; jedni, że homoseksualizm jest zboczeniem, inni – że jest opcją; jedni, że małżeństwo jest jedyną drogą, inni – że...

Można mówić o całych pokoleniach ludzi pięknych, zdolnych do ofiar jednorazowych, ale kruchych. Oni muszą spotkać autorytet człowieka autentycznego i człowieka dorosłego – wskazuje drogę ks. Guy Lescanne. Młodzi rozpaczliwie potrzebują dzisiaj mistrzów, od których mogliby zaczerpnąć siły, aby pójść drogą, być może niełatwą, ale piękną. Żeby stawać się dojrzałym, trzeba móc spotkać dojrzałych; trzeba umieć konstruować różnicę, także wieku. W dorosłych jest dzisiaj zbyt dużo strachu przed starzeniem się, strachu przed śmiercią i dlatego zgrywamy się na wieczną młodość. To wszystko dotyczy także kleryków i ich profesorów, a później młodych księży i ich proboszczów.

Parę tygodni temu jeden ze studentów napisał pod moim kierunkiem pracę magisterską o księżach z mojej rodzinnej parafii: ks. kan. Apolinarym Kaczyńskim i wikariuszach: ks. Antonim Dubasie, ks. Stanisławie Krystosiku i ks. Kazimierzu Stankiewiczu, zamordowanych przez Niemców podczas II wojny światowej. Student ów pytał o nich żyjących jeszcze świadków. W ostatnich latach przedwojennych kończono jeszcze w mojej parafii prace przy nowo wybudowanym kościele (który zresztą hitlerowcy zniszczyli). Co jednak zapamiętali świadkowie? To, że wszyscy ci księża byli przede wszystkim, jak się to u nas pięknie mówi: księżmi z powołania; że ks. Kaczyński był prawdziwym pater familias – ojcem rodziny parafialnej i młodych księży, a wikariusze – wszyscy pochodzący z jednego rocznika w seminarium i wyświęceni w tym samym dniu, 15 czerwca 1935 r. – stanowili wraz ze swoim proboszczem zgrany zespół duszpasterski. Pamięta się do dziś, że 11 listopada 1939 roku wszyscy trzej poszli jako zakładnicy za osadzonego wtedy w więzieniu ich sędziwego, chorego księdza kanonika. I że 1 grudnia 1939 roku zostali wraz z innymi zakładnikami z tego miasteczka rozstrzelani.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8

Benedykt XVI

ks. Henryk Seweryniak

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?