Czytelnia

Andrzej Friszke

Andrzej Friszke, Między marzeniem a rozczarowaniem, WIĘŹ 2001 nr 11.

Pretensje za te wszystkie uciążliwości, niesprawiedliwości, absurdy i choroby życia zbiorowego kierowane są ostatecznie pod adresem elit politycznych, a zatem państwa, gdyż to na najwyższym szczeblu tworzone jest prawo i szczegółowe zarządzenia, które określają życie codzienne polskiego obywatela.

Bardzo wielu Polaków nie godzi się na koncepcję państwa, które tylko w najogólniejszym stopniu odpowiada za warunki życia gospodarczego. Uważają oni, że powinnością władzy jest dbałość o rozwój poszczególnych dziedzin gospodarki, wytyczanie kierunków tego rozwoju. W potocznej świadomości istnieje pojęcie majątku narodowego, w którego skład wchodzą również fabryki, kopalnie, stocznie. Zamykanie nierentownych zakładów lub wyprzedawanie ich w ręce zagranicznych konkurentów budzi sprzeciw jako pomniejszanie narodowego majątku. Cel prywatyzacji, zwłaszcza zakładów dobrze prosperujących, jest niezrozumiały i bardzo często słyszymy opinię, że prywatyzacja jest „rozkradaniem” państwowego majątku. Wizja państwa, które nie posiada własnego majątku produkcyjnego, jest niezrozumiała dla przeciętnego obywatela i radykalnie sprzeczna nie tylko z doświadczeniem PRL, ale także Drugiej Rzeczypospolitej. Budzi się strach przed Polską zamienioną w rezerwuar taniej i nieskomplikowanej siły roboczej, pozbawioną istotnego przemysłu. Nie są to obawy wymyślone przez piszącego te słowa, ale streszczenie dziesiątków rozmów z tzw. szarymi obywatelami III RP. Potwierdzeniem siły takich obaw są wyniki ostatnich wyborów.

W toku tych wszystkich przemian upadły wielkie autorytety polityczne i ruch „Solidarności”, który w znacznym stopniu symbolizował odrodzoną państwowość. O przyczynach tego upadku można by długo pisać i zapewne dyskutować, ale jedno wydaje się niesporne — poprzedziło go szerokie przekonanie o wyobcowaniu się dawnych przywódców demokratycznych elit, o zerwaniu przez nie kontaktu ze społeczeństwem, utracie zdolności porozumiewania się z nim.

Współczesny Polak patrzy na swoje państwo jako na instytucję poniekąd utylitarną, która ma mu ułatwiać życie. Nie myśli o państwie wielkimi kategoriami, gdyż nie ma poczucia zagrożenia bytu państwa — rok 1989 jest nieporównywalny z rokiem 1918. Brak także wielkich wyzwań, które byłyby uzasadnieniem dla poświęceń na rzecz kraju, jak kiedyś odbudowa Polski po wieku państwowego niebytu, dźwiganie kraju ze zniszczeń wojennych czy integracja Ziem Zachodnich. Wielka modernizacja i postęp cywilizacyjny, które dokonały się w ostatniej dekadzie, mogą być oceniane różnie, zależnie od osobistej sytuacji pytanego. Wydaje się, że we współczesnym państwie obywatel — niezależnie od miejsca zajmowanego w społecznej hierarchii — widzi organizatora lub koordynatora codziennego życia zbiorowego. Tymczasem III Rzeczpospolita z zadań tych wywiązuje się w sposób mocno niedoskonały — w warstwie systemu prawnego, podatkowego, świadczeń społecznych, działania urzędów, kultury, w tym kultury życia publicznego.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 następna strona

Andrzej Friszke

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?