Czytelnia

ks. Henryk Seweryniak

ks. Henryk Seweryniak, Nasza wiara, nasze zakłopotanie, WIĘŹ 2000 nr 10.

Jeśli – stwierdza Deklaracja – Kościół nie jest tylko związkiem wyznaniowym, społecznością ludzi wspierających się w wierze, lecz sakramentem zbawienia, wynika z tego konieczność wyznawania jedyności założonego przez Jezusa Kościoła. W konsekwencji wierni zobowiązani są wyznawać, że istnieje historyczna ciągłość – zakorzeniona w sukcesji apostolskiej – pomiędzy Kościołem założonym przez Chrystusa i Kościołem katolickim. Kościół Chrystusa, pomimo podziału chrześcijan, istnieje (subsistit) w pełni jedynie w Kościele katolickim. Ponieważ jednak „istnieje” nie oznacza wyłącznego utożsamienia, Kościół z radością odkrywa liczne pierwiastki prawdy i uświęcenia poza swoim organizmem, w innych Kościołach i Wspólnotach kościelnych [16].

Z kolei jedność Kościoła nie polega jedynie na tym, że ludzie gromadzą się w społeczność, która jest zwykłą sumą osób. Tę jedność tworzą więzy wyznania wiary, sakramentów i komunii hierarchicznej (encyklika „Ut unum sint”, 9). W tym paradoksalnym sensie Kościół nie jest pozbawiony jedności – wymienione elementy jednego Kościoła istnieją w Kościele katolickim łącznie i w całej pełni od wydarzenia Pięćdziesiątnicy po dzisiejsze czasy, a w innych Kościołach bez takiej pełni [17]. Jest to stała nauka Kościoła obecna już w soborowym Dekrecie o ekumenizmie (pkt. 3) i encyklice „Ut unum sint” (pkt. 14). Stałą nauką jest też wyprowadzona przez twórców dokumentu konkluzja: Kościoły, które mają sukcesję apostolską i ważną Eucharystię, a więc przede wszystkim wschodnie Kościoły prawosławne, są prawdziwymi Kościołami partykularnymi [17]. Nowością jest następne stwierdzenie: Natomiast Wspólnoty kościelne, które nie zachowały prawomocnego Episkopatu oraz właściwej i całkowitej rzeczywistości eucharystycznego misterium, nie są Kościołami w ścisłym sensie [...] („sensu proprio Ecclesiae non sunt”, 17). Kościół katolicki zachowuje więc tradycyjną naukę o sukcesji apostolskiej (prawomocny episkopat) i związku kapłaństwa z Eucharystią. Należą one, w przekonaniu katolickim, do istoty Kościoła i ich brak sprawia, że liczne społeczności chrześcijańskie są co najwyżej Kościołami w sensie szerokim. Przedstawione wyżej rozróżnienie sugeruje natomiast, że nieco inną rangę ma prymat, chociaż Deklaracja zaznacza, że Biskup Rzymu posiada [go] obiektywnie z ustanowienia Bożego i sprawuje nad całym Kościołem [17].

„Taka jest nasza wiara” i nasza katolicka tożsamość – stwierdzamy po lekturze Dekleracji, nie ukrywając przy tym pewnego zakłopotania. Jesteśmy bowiem dobrze świadomi, jak podzielony bywa nasz Kościół; z jaką małodusznością potrafimy podchodzić do danej nam we włodarstwo pełni środków zbawienia; jak trudno jest wymierzyć autentyczny sposób zachowania sukcesji apostolskiej. Wiemy też, jak ewoluował nasz Kościół choćby w sprawie określeń odnoszonych do innych chrześcijan: od heretycy przeszedł do bracia odłączeni, a potem zrezygnował i z tej nazwy – w „Ut unum sint” Papież zdaje się preferować określenie: bracia i siostry prawosławni, bracia i siostry ewangelicy... Jesteśmy wreszcie przekonani, że Kościół katolicki nie będzie zmieniał nazw innych wspólnot kościelnych i będzie zwracał się, jak Jan Paweł II w Drohiczynie, bez czynienia różnic – do sióstr i braci z wszystkich K o ś c i o ł ó w  (a byli tam nie tylko katolicy i prawosławni, lecz także luteranie, reformowani, mariawici i inni). Albowiem jako katolicy wyznajemy, że istnieje historyczna ciągłość – zakorzeniona w sukcesji apostolskiej – pomiędzy Kościołem założonym przez Chrystusa a Kościołem katolickim, prowadzonym przez następcę Piotra i biskupów pozostających z nim we wspólnocie. Ale nie oznacza to, że nie dostrzegamy powagi i wartości innych Kościołów i Wspólnot eklezjalnych.

Wyznajemy, że posiadamy pełnię środków zbawienia. Biada nam jednak, gdybyśmy zaczęli uważać, że nie potrzebujemy Bożej miłości i darów Ducha, jak wszyscy inni. Kochamy tradycję swojego Kościoła: sakramenty, świętych, zachowanie posługi następcy Piotra apostoła w osobie Biskupa Rzymu, porządek prawny, śpiew gregoriański itp. Zarazem jednak pragniemy uczyć się wielkiej duchowości, wiary i modlitwy sióstr i braci prawosławnych i ewangelików; umieć odczytywać i czcić święte ikony; poznawać dzieła Bartha, Ricoeura, Pannenberga; widzieć rzesze męczenników prawdy z wszystkich Kościołów na drodze ku Krzyżowi z wizji dzieci fatimskich; wspierać muzułmanów w ich trosce o nieuleganie duchowi konsumpcji; modlić się z siostrami i braćmi Żydami...

Deklaracja o tym wszystkim nie przypomina, bo nie taki był jej cel. Ale bez tego nie bylibyśmy dzisiaj – prawie 40 lat po II Soborze Watykańskim i po dwudziestu latach pontyfikatu Jana Pawła II – dobrymi katolikami.

poprzednia strona 1 2 3 4

ks. Henryk Seweryniak

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?