Czytelnia

Konrad Sawicki

Nie ma wojny polsko-polskiej, Dyskutują Aleksander Smolar i Tomasz Żukowski. Rozmowę prowadzą Zbigniew Nosowski i Konrad Sawicki, WIĘŹ 2011 nr 2-3.

Mam wrażenie, że po roku 2007 było już gorzej. Kiedy Platforma przejęła rządy, przyjęła strategię zachowania status quo: postanowiła wpierw umocnić swą władzę, a potem dopiero podejmować jakieś odważniejsze działania. I co więcej mam wrażenie, że latem 2010 roku dokonała dokładnie takiej samej oceny sytuacji. Znowu umacnia swoje wpływy, a dopiero później, ewentualnie, podejmie jakieś działania związane z trudnymi wyzwaniami społeczno-gospodarczymi.

A dzieje się to w jakościowo nowej sytuacji. Po wyborach prezydenckich system polityczny zaczął dryfować w kierunku dominacji jednego obozu. Z jednej strony mamy więc podział dwubiegunowy na poziomie tożsamości, kultury, realnych zróżnicowań w społeczeństwie, z drugiej zaś, na poziomie instytucji i władzy, mamy do czynienia z mechanizmem pojawiania się „miękkiej” dominacji.

Podziały w polityce

WIĘŹ

Dochodzimy tu do cezury, jaką niewątpliwie była katastrofa smoleńska. Wydawało się, że wydarzenie to stworzyło przestrzeń do zgody i pojednania, jednak, jak dziś widzimy, były to złudne nadzieje. Dlaczego tak się stało?

Smolar

Tu trzeba oddzielić dwie fazy. Od razu po katastrofie wydawało się, że Polska jest zjednoczona w tragedii. I rzeczywiście, nawet ludzie, którzy byli znani z nieprzyzwoitego stosunku do prezydenta, milczeli albo zmienili swój język. Powróciły z otchłani historii interpretacje polskiego losu: tragiczna i heroiczna opowieść o zmaganiu się z wiecznym złem, mesjanizm polskiej narracji o powstaniach i martyrologii. Katastrofa smoleńska zdawała się zlewać ze zbrodnią katyńską. Mało popularny prezydent Lech Kaczyński z dnia na dzień stał się symbolem Polski walczącej i przegrywającej. Ta faza w swojej najbardziej intensywnej formie trwała dość krotko, do decyzji o pochówku na Wawelu.

Początkowa dominacja tej opowieści — która była źródłem niepokoju, wręcz obaw przeciwników politycznych PiS — była jednym z czynników, który tłumaczył konsensualną taktykę Jarosława Kaczyńskiego. Głęboka trauma Polski, zdominowanie narracji o tym, co się stało — przy szerokim poparciu instytucjonalnego Kościoła — mogły zapewnić zwycięstwo. Było to jednak, moim zdaniem, złe rozeznanie rzeczywistości. To romantyczne i martyrologiczne opowiadanie o Polsce jest głęboko zakorzenione w polskiej psyche, ale ma wielką siłę integrującą i mobilizującą tylko w sytuacjach klęskowych. Natomiast dzisiejsze polskie społeczeństwo absolutnie nie ma poczucia klęski. Polacy są coraz bardziej zadowoleni, są jednym z najbardziej euroentuzjastycznych narodów Unii. Po wyborach prezydenckich Kaczyński powrócił do linii konfrontacyjnej, co było zmianą szokującą nawet dla ludzi PiS. W efekcie jako dominująca zaczyna się pojawiać opowieść spiskowa, czyli mordu w Smoleńsku i podległości władz Rzeczypospolitej wobec Moskwy i Berlina.

Żukowski

Okres żałoby po katastrofie to był „czas nadzwyczajny”. Polacy inaczej funkcjonują w sytuacji normalnej, typowej, codziennej, a inaczej w nadzwyczajnej. W tej drugiej tworzą „pospolite ruszenie”, potrafią rewitalizować swoją tożsamość wokół trzech grup wartości: patriotycznych, religijnych i obywatelskich.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 następna strona

Konrad Sawicki

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?