Czytelnia

Tomasz Wiścicki

Nie szukam sprawiedliwości, Z Atą Qaymarim rozmawia Tomasz Wiścicki, WIĘŹ 2007 nr 5.

- U nas jest zupełnie inna sytuacja. W Europie ludzie różnych narodowości przemieszczali się bez zmiany swego statusu osobistego. U nas chodzi o członków jednego narodu, który wciąż prowadzi walkę z innym narodem, odmawiającym im wszelkich praw do powrotu i odzyskania własności. Jeśli rozwiążemy konflikt narodowy między Arabami a Izraelem i oba — a najlepiej wszystkie — zainteresowane kraje przyjmą prawo o wymianie ludności i o imigracji, to wtedy część Palestyńczyków osiedli się w krajach, w których obecnie przebywa. Dlaczego Arab z Jordanii musi wracać do Palestyny? Tam ma rodzinę, tam prowadzi swoje interesy od trzech pokoleń — wątpię, żeby chciał wracać. Musimy jednak rozwiązać konflikt narodowy i skończyć z zakazem powrotu według kryteriów narodowościowych, który dziś obowiązuje bezwyjątkowo. Wtedy zobaczymy, kto chce, a kto nie chce wrócić. To w znacznej mierze rozwiąże problem. Jego częścią jest kwestia własności: jak zrekompensować straty, jak znaleźć miejsce dla tych, którzy zechcą wrócić? To jest skomplikowany proces, który musi być podjęty z punktu widzenia humanitarnego, w sposób wykluczający wszelkie wstrząsy. Jeśli ktoś miał własność w Jaffie i ma odpowiedni dokument — dlaczego nie mógłby tej własności odzyskać? Nawet jeśli między sobą wciąż walczymy, to jeśli podejdziemy do problemu w sposób otwarty, możemy go rozwiązać bez napięć.

- W Europie zdecydowaliśmy się trzymać faktów dokonanych: ani Niemiec, który utracił dom we Wrocławiu, ani Polak, który stracił dom w Wilnie, nie dostanie z powrotem ani własności, ani też pełnego odszkodowania...

- Ten problem jest bardzo skomplikowany. Nie rozwiążemy go w stu procentach. My jeszcze go w ogóle nie rozwiązaliśmy. Trzeba szukać kompromisu. Możemy znaleźć różne wyjścia; w Europie wybraliście pokój bez sprawiedliwości. Można przyjąć takie rozwiązanie, ale jeszcze tego problemu nie rozwiązaliśmy ze względu na brak równowagi sił. Gdybyśmy byli silniejsi i byli w stanie narzucić coś Izraelowi albo gdyby istniał zewnętrzny nacisk na Izrael, by wycofał się do granic z 1967 roku i usiłował podjąć problem uchodźców w sposób satysfakcjonujący przynajmniej dla części Palestyńczyków — być może udałoby się znaleźć rozwiązanie bez osiągnięcia sprawiedliwości.

Na początku powiedziałem, że dążenie do sprawiedliwości często prowadzi do wojny. Moglibyśmy na przykład powiedzieć: chcemy sprawiedliwości, to znaczy niech Żydzi wyniosą się z Palestyny. My będziemy żyli długo i szczęśliwie, a oni niech robią co chcą — Żydzi z Polski mogą wrócić do Polski... Dla Żydów sprawiedliwość oznacza odzyskanie ich ojczyzny, w której nie powinno być Palestyńczyków i wszyscy — muzułmanie czy chrześcijanie — powinni się wynieść, a oni będą żyć długo i szczęśliwie... Dlatego nie szukam sprawiedliwości, tylko pokoju i kompromisu.

Kto ma kogo uznać

- A co z uznaniem Izraela? Jeśli spojrzy się na granice Izraela sprzed 1967 roku, trudno sobie wyobrazić powrót do nich bez przynajmniej oficjalnego uznania, że w nich będzie mógł istnieć. Tymczasem niektórzy Palestyńczycy — choćby z Hamasu — mówią, że sprawiedliwe byłoby pozbycie się Żydów z Palestyny.

poprzednia strona 1 2 3 4 następna strona

Tomasz Wiścicki

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?