Czytelnia

Tomasz Wiścicki

Odchodzenie od złudzeń? O dziesięcioleciu przemian społecznych i gospodarczych w Polsce, Dyskutują: Ryszard Bugaj, Waldemar Kuczyński, Krzysztof Mądel SJ, Andrzej Rychard, Agnieszka Magdziak-Miszewska, Tomasz Wiścicki, WIĘŹ 2000 nr 2.

Jeśli zaś chodzi o przyczynę obecnego wycofywania się społeczeństwa z życia politycznego czy publicznego, to chyba jest nią brak przejrzystych kryteriów tego życia, brak jasnych zasad, czy wartości, które powinny cechować polityka. Tego rodzaju wartości mogą być reprezentowane tylko przez konkretne osoby, a zatem przyczyną społecznego zniechęcenia jest pewien deficyt takich właśnie osób. A zarazem jakaś „nad-reprezentacja” wartości jarmarcznych, anty-wartości, czy wręcz nieuczciwość. Nigdy nie zgodzę się z opinią, że społeczeństwo „po prostu już się nie interesuje” polityką i dobrem ogólnym. Wręcz przeciwnie: interesuje się bardzo. Ba, kłóci się o to dobro nawet przy świątecznym stole. Ale czuje się często zdezorientowane i bezradne. Bezradność zaś to jest zjawisko wybitnie subiektywne. Przyczyną bezradności nie jest błąd w rzeczywistości, ale jakiś niedostatek w tym, kto czuje się bezradny. Wielu powiada: „Chętnie poparłbym takiego i takiego człowieka, ale takich ludzi po prostu nie ma!” I nie jest to refleksja pięknoducha. Pięknoduchów możemy natomiast spotkać wśród tych, którzy biją się o dekomunizację. Z jednej strony mamy tych, którzy przedstawiają dekomunizację jako rzecz praktycznie niemożliwą i z konieczności niesprawiedliwą. Z drugiej zaś strony są ci, którzy mają nadzieję, że wystarczy „zdekomunizować”, żeby pojawiły się nowa, piękna rzeczywistość. Obie te postawy to mrzonki. Realizm zaś, każe nam wychowywać takich polityków, którzy kiedyś mogliby mądrze zagospodarować ów ogromny kapitał, jakim jest zwyczajne społeczne oczekiwanie na to, że jednak można komuś spokojnie zaufać.

Waldemar Kuczyński: Czas na deklarację filozoficzną: otóż ja uznaję rolę diabła na ziemi. Nie akceptuję sytuacji, kiedy on próbuje sięgać po prymat. Natomiast diabeł ma swoje miejsce na ziemi i muszę powiedzieć, że najbardziej nie cierpię zapamiętałych obrońców ideału na ziemi. Bo to moim zdaniem są najlepsi słudzy diabła. Twierdzę , że ta dekada była dla Polski i dla całego społeczeństwa polskiego najlepszą od wielu pokoleń. Ale oczywiście byłoby przejawem ślepoty twierdzenie, że w Polsce nie ma ciężkich problemów, a naiwnością, że na horyzoncie jest i będzie już tylko bezchmurne niebo. Chcę tylko zwrócić uwagę, że Polska jest krajem, mniej więcej trzy razy biedniejszym od średniej zachodnio-europejskiej. Nie należę do ekonomistów, którzy uważają, że jedynym elementem, na który należy zwracać uwagę jest wzrost gospodarczy i nic ponad to. Ale muszę powiedzieć, że najbliższe lata wymagają raczej polityki socjalnej o wiele trudniejszej niż ta, która była prowadzona do tej pory. Dziesięć lat temu polska firma mogła przegrać albo z polską firmą na rynku krajowym albo z zagraniczną na rynku zagranicznym. W tej chwili polskie firmy zaczynają przegrywać z firmami zagranicznymi na rynku krajowym. Narzędzia ochrony ze strony państwa w związku ze zobowiązaniami wobec Unii Europejskiej maleją. W najbliższych latach sprawą decydującą będzie konkurencyjność polskich firm, konkurencyjność każdej indywidualnej firmy. To znaczy - usunięcie zbędnego bagażu, nadmiaru majątku niewykorzystanego i nadmiaru ludzi również. Jeżeli wygramy tę batalię o konkurencyjność polskiej gospodarki, to będziemy mieli perspektywy rozwiązywania skuteczniejszego również problemów socjalnych. Nigdy nie odwrotnie.

Ryszard Bugaj: Waldek mnie pobudza do dyskusji. Oczywiście, że w ostatnich 300 latach ostatnie dziesięciolecie jest dla Polski najlepsze. Tylko, że mieliśmy fatalne 300 lat. I to jest nasz bardzo poważny problem. A nasza droga wychodzenia z komunizmu nie jest tak absolutnie optymalna. I słowo w sprawie Europy. Ja się obawiam, że nie będzie lekko z tą Europą - wszystko wskazuje na to, że będą przed nami wznoszone bariery, będą nam oferowane bardzo surowe warunki, itd. A wyboru nie mamy. Ale to nie znaczy że nie należy dostrzec problemów, które są związane z obecnością w Unii. Wspomniałeś, że Polska jest krajem trzy razy uboższym od przeciętnej europejskiej. Absolutnie się zgadzam, cały czas przytakiwałem. Ale płace polskich managerów są na poziomie europejskim.

Odpowiedź, którą oferuje twoja partia - a w szczególności jej lider - na te wyzwania, przed którymi Polska stoi, da się streścić w jednym zdaniu „znacznie więcej rynku, znacznie mniej państwa we wszystkich formach jego obecności”. Czy jest to odpowiedź adekwatna? Moim zdaniem nie. Ta propozycja jest propozycją skrajną, moim zdaniem idącą przeciwko tym wyzwaniom, które przed Polską stoją. Nic więcej nie powiem, cokolwiek byś nie powiedział.

Waldemar Kuczyński: Ja się w tej ostatniej kwestii z tobą zgadzam i pisałem o tym, zanim objąłem funkcję doradcy pana premiera Buzka. Pisałem, że koncepcja redukcji udziału wydatków publicznych w PKB przyjęta w strategii do 2010 roku jest błędna ekonomicznie i politycznie. Natomiast uważam, że należy dążyć do stopniowego zmniejszania w wydatkach publicznych udziału wydatków czysto socjalnych na rzecz wydatków rozwojowych. W Polsce, kraju ciągle niezamożnym, jest wiele dziedzin - infrastrukturalnych i innych - które nie mogą być rozwinięte bez udziału państwa. Przykładem klasycznym są autostrady, które nie będą zbudowane bez udziału państwa. Potrzebny jest też wielki program edukacyjny, nie do pomyślenia bez udziału państwa. Bo Polska w Unii Europejskiej może wygrać tylko wtedy, jeżeli nasze społeczeństwo stanie się - a to wymaga czasu - znacznie lepiej wykształcone i znacznie bardziej innowacyjne, twórcze także w codziennej pracy. Pod tym względem pełna aktualność zachowują słowa twórcy reformy walutowej z lat 20-tych, Władysława Grabskiego, który w swej świetnej i gorzkiej książce „Dwa lata pracy u podstaw państwowości polskiej” tak pisał: „ Ogromna większość naszego społeczeństwa składać się powinna z jednostek, chcących i umiejących wydobyć duże skutki wydajności na wszelkich polach pracy w warunkach codziennych, w jakich się znajduje. Ogromna ta większość musi umieć radzić sobie przeto sama, w różnych potrzebach, nie oglądając się na niczyje pomocy, musi umieć odkładać część owoców swej pracy, by służyły one nie tylko dla chwilowego spożycia, lecz dla zadowolenia potrzeb ogólnych (podatki) oraz gromadzenia środków dla dalszej produkcji środków kapitalizacji. Ogromna większość społeczeństwa musi się składać z jednostek o wyrobionych tendencjach życiowych, odpornych na chwilowe nastroje przełomowe tak, by na sile tej odporności państwo mogło polegać w trudnych momentach.”

„Więź”: Z tej ostatniej konkluzji, w której się panowie zgodzili wynika jasno, że mimo tego „zstępowania na ziemię” na przyszłość zbyt wielu wniosków nie wyciągnięto. Krytyczna ocena strategii rozwoju do 2010 roku, nie skłania do optymizmu.

Andrzej Rychard: Myślę, że naszą dyskusję zdominowało patrzenie na tę dekadę i na bieg spraw poprzez dynamikę wydarzeń ekonomicznych i politycznych. A chronologia wydarzeń społecznych toczy się w dłuższym planie, w dłuższym czasie. Pewne procesy niewątpliwie zostały uruchomione. Czasami one nie biegną dokładnie tak, jak sobie życzyliby politycy, ale generalnie one jednak biegną w tę stronę. To społeczeństwo coraz bardziej akceptuje wartości merytokratyczne. Próbuje w jakiś sposób niedostatki tego państwowego systemu edukacji kompensować powstającym prywatnym. Oczywiście on ma swoje plusy i minusy. Dobrze, że jest. Jeszcze gorzej byłoby, gdyby go w ogóle nie było. W związku z czym zwracałbym uwagę także na to, że to co się stało w tej dekadzie jest nie tylko wynikiem decyzji politycznych i przełomu roku '89 ale także jest wynikiem długotrwałych procesów społecznych, które tak naprawdę leżały u podstaw tego, co się stało w '89 roku.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11

Tomasz Wiścicki

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?