Czytelnia

Kościół w Polsce

ks. Grzegorz Strzelczyk

ks. Grzegorz Strzelczyk, Odejścia, wierność i oślica Balaama, WIĘŹ 2007 nr 6.

Może znowu wyjdzie ze mnie naiwny idealizm, ale nie jestem w stanie zgodzić się z opinią, że reformowanie struktur kościelnych jest wyłączną domeną biskupów (czy szerzej — odpowiedniej władzy). To sprawa każdej i każdego we wspólnocie, zwłaszcza jeśli dostrzega, że coś poprawić należy. Proponowanie dróg odnowy wiąże się oczywiście z odpowiedzialnością, sporą odpowiedzialnością za skutki ewentualnych zmian. Nie wiem, czy wśród motywów odejścia Bartosia był lęk przed taką odpowiedzialnością. Jedno jest pewne. Odchodząc, postawił się w sytuacji, w której jego głos — także w sprawach, w których ma rację — będzie znacznie słabiej słyszalny dla hierarchii polskiego Kościoła. Szkoda.

Po pierwsze: formacja

W tym miejscu warto zmienić perspektywę, i to dość radykalnie. Po ostatniej fali głośnych odejść duchownych odezwało się sporo głosów oburzenia, w których pobrzmiewała także — obym się mylił — nutka ulgi i swoistego zadowolenia. „Poszli? I dobrze. Będzie spokój”. Innymi słowy: zdaje się, że niemało osób w polskim Kościele odetchnęło z ulgą, bo odtąd będzie można po prostu ignorować krytyczne głosy „uciekinierów”. Co więcej — można będzie mówić: „No tak, to było do przewidzenia. Tak się kończą wszelkie flirty z liberalnym myśleniem i krytykowanie Kościoła”.

A co, jeśli teraz nam, mającym się za wiernych proroków, Bóg chce coś powiedzieć przez schodzącą z drogi oślicę? Moim zdaniem bardzo źle by się stało, gdybyśmy skupili się wyłącznie na chłoście (której zresztą nie szczędziliśmy w ostatnim czasie). Bo przecież znacząca część krytyki Bartosia celnie wskazuje słabości (polskiego zwłaszcza) Kościoła. Czyż nie jest prawdą, że boleśnie brakuje nam żywego i trwałego systemu wymiany myśli (s. 55), który pozwoliłby na mądre i skuteczne mierzenie się z pojawiającymi się problemami? Czy nie warto mocno zastanowić się nad kwestią nadmiernej sakralizacji stanu duchownego, która prowadzi ostatecznie do celebracji siebie samych (s. 60)? Czy Bartoś nie ma racji, wytykając wady takiego stylu zarządzania Kościołem, który nie liczy się z podmiotowością tych, których decyzje dotyczą? Przykłady tego typu mógłbym mnożyć. Może warto nie czekać, aż — jak w przypadku Balaama — sam Bóg straci cierpliwość wobec proroka głuchego na głos oślicy

I jeszcze jedna myśl. W „Nierządnicach” Tomasza Jaeschkego kilkakrotnie pojawia się wątek, że autor czegoś bolesnego o historii Kościoła dowiedział się po święceniach, że jakieś teologiczne idee przemilczano podczas studiów, że w trakcie formacji czegoś mu nie powiedziano o celibacie czy innym jeszcze aspekcie życia zakonnego i kapłańskiego. Oczywiście nie można wykluczyć, że to efekt luk pamięci albo własnych zaniedbań autora. Jednocześnie jednak wywołany zostaje — moim zdaniem kluczowy — problem przygotowania do święceń czy ślubów zakonnych.

Skupienie uwagi na głośnych odejściach medialnie popularnych księży może nieco odwracać uwagę od tej kwestii i od poszerzającego się strumienia odejść „cichych”, a przecież niemniej bolesnych. A obawiam się, że jedno ze źródeł tego strumienia bije w seminariach. Pomysł na formację w tych szanownych strukturach — by ograniczyć się tylko do dwóch kwestii — opiera się niezmiennie na zasadzie izolacji od świata i równie niezmiennie zakłada pewien stopień osobowej, ludzkiej dojrzałości, osiąganej jakoby wraz z maturą. Zdaje się, że zasada pierwsza została poważnie nadszarpnięta przez rozwój technologii — telefony komórkowe oraz bezprzewodowy dostęp do internetu czynią nieskutecznymi nawet najgrubsze seminaryjne mury. Drugie założenie dezaktualizuje się natomiast wraz z przemianami społecznymi, które start w odpowiedzialne, samodzielne życie przesuwają na wiek coraz późniejszy.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 następna strona

Kościół w Polsce

ks. Grzegorz Strzelczyk

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?