Czytelnia

Jacek Borkowicz

Osobliwość początku i końca, z Ireneuszem Kanią rozmawia Jacek Borkowicz, WIEŹ 2000 nr 12.

Mówiąc językiem obrazu rozpoznawaniem struktury świata, jak kryształu, zmiennego w kształtach, ale o jednolitej i przejrzystej substancji.

Pitagorejczycy też wychodzili z założenia, że początkiem świata jest bezwymiarowy punkt, z punktu wybiega linia, tworząca w ruchu płaszczyznę, z kolei płaszczyzna przez ruch — bo u nich wszystko istniało w ruchu — tworzy trójwymiarową przestrzeń. Schematem zaś przestrzeni jest u pitagorejczyków tetraktys, czterowymiarowa liczba-dekada, która występuje też u Platona. To Russell powiedział, że jednym z najbardziej zdumiewających faktów we współczesnej fizyce jest to, że wraca ona do pitagoreizmu.

Wychodzimy tu poza klasyczną przestrzeń euklidesową, w której klasyczne, potoczne pojęcia przestrzeni i czasu nie mają wielkiego sensu. W kabale istnieje stary wątek tego, co we współczesnej fizyce nazywa się osobliwością początkową. Chodzi o sytuację, w której nie istniały pojęcia czasu i przestrzeni. Mówi się tam, że „przed” rozpoczęciem dzieła stworzenia — nie było wtedy czasu — istniało coś, co było punktem geometrycznym, w czym całe stworzenie zawarte było potencjalnie. Ten stan symbolicznie kojarzy się z pierwszą sefirą — jednym z wzajemnie kreujących się „kręgów” bytu — keter, czyli koroną”, nie uwikłaną w kategorie czasu i przestrzeni. Dopiero wyemanowanie z niej promienia przez Boga, który sam się „projektuje”, rozpoczyna historię, generuje upływ czasu i ukształtowanie się przestrzeni. Kabaliści dobrze wiedzieli, że czas i przestrzeń to tylko dwa aspekty tej samej rzeczywistości.

W kabalistycznym myśleniu kosmogonicznym mamy dwa, z pozoru nie przystające do siebie paradygmaty, które w rzeczywistości się wymieniają, zupełnie tak, jak w dzisiejszym myśleniu fizycznym. Z jednej strony obecne jest myślenie o Kosmosie, jako o pewnej geometrii, z drugiej traktowany jest on jako rezultat emanacji. I znowu samo nasuwa się na myśl porównanie z teorią korpuskularno-falową: przy opisie natury światła fizycy przez jakiś czas operowali niezależnymi od siebie pojęciami fali i cząsteczki; wydawało się, że są one sprzeczne, ale od odkryć Louisa de Broglie wiemy, że są komplementarne.

Najbardziej zdumiewające jest to, że wnioski kabalistów opierały się przecież na czysto mózgowych spekulacjach.

Byli wśród nich mistycy.

Ale nie było naukowców — tam obserwacja nie grała żadnej roli! Dochodzimy tu do fascynującej wręcz zbieżności: szesnastowieczny mistyk żydowski Izaak Luria formułuje rewolucyjną tezę o cimcum, „wycofaniu się” Boga, który w pierwszym ruchu kreacjonistycznym nie ekspanduje, tylko — przeciwnie — ucieka od siebie samego do siebie samego. Jest to jakby kolaps grawitacyjny, kontrakcja w wykonaniu Boga. On robi to, by stworzyć pewną przestrzeń, w której możliwe będzie stworzenie. Dopiero potem następuje Jego ekspansja — wysyłanie światła w postaci promienia. Wówczas zaczyna się proces emanacji, który w klasycznym ujęciu kabalistycznym ma cztery fazy. Te fale emanacyjne nazywają się światami (olam). Po każdej z nich następuje znowu kontrakcja. Mamy tu kolejną analogię do starej myśli indyjskiej, gdzie proces kreacji świata trwa wiecznie i polega na pulsowaniu, na falach.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 następna strona

Jacek Borkowicz

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?