Czytelnia

Kościół w Polsce

Małgorzata Bilska, Pokolenie-marzenie. Chrześcijańska kontrkultura XXI wieku?, WIĘŹ 2006 nr 12.

Aby zatem w pełni zrozumieć to, co umownie nazywamy pokoleniem JP2, trzeba sięgnąć do własnych korzeni. Do agonii Jezusa, która trwała trzy dni. To Jego śmierć jest końcem i początkiem.

Anna Świderkówna w swoich pracach o Biblii zwraca uwagę na fakt, że po śmierci Jezusa Jego uczniowie przeszli metamorfozę – z tchórzliwych, wątpiących ludzi zmienili się w odważnych świadków zmartwychwstania, którzy nie bali się odrzucenia, prześladowań, męczeństwa ani śmierci. Jak to się stało, że dwunastu rybaków, celników i rolników, kilkanaście kobiet i kilkudziesięciu uczniów zapoczątkowało na terenie cesarstwa rzymskiego procesy, które bezpowrotnie odmieniły oblicze cywilizacji, a stało się to już po śmierci ich Mistrza? Nie ma na to dobrego wytłumaczenia socjologicznego.

Zmianę społeczną nie zawsze da się przewidzieć – kto ze związkowców „Solidarności” wierzył na początku lat osiemdziesiątych, że mur berliński runie tak szybko? Będąc socjologiem, mam świadomość przydatności narzędzi badawczych i socjologicznych kategorii pojęciowych do lepszego rozumienia świata, który nas otacza. Znam też jednak ich ograniczenia. Będąc katoliczką, mogę natomiast mieć nadzieję – nawet wbrew prognozom zdroworozsądkowym, nie tylko naukowym. Trudno się oprzeć wrażeniu, że wszystkie „przypadki” związane ze śmiercią Papieża mają swój głęboki sens duchowy: początek agonii w czwartek po świętach Zmartwychwstania, śmierć w wigilię święta Miłosierdzia, które sam ustanowił – zgodnie z wolą Jezusa, przekazaną św. Faustynie Kowalskiej.

Porsche i syrenka

Realizacja wizji pokolenia JP2 zależy w dużej mierze od zmiany w rozumieniu roli świeckich chrześcijan. Do dziś teologia nie wypracowała pozytywnej definicji świeckiego, który wciąż określany jest przez brak powołania do kapłaństwa, a nie przez oryginalne powołanie do świeckiej świętości. Świeccy nie mają swojej duchowości, która byłaby równa i komplementarna wobec duchowości kapłańskiej czy zakonnej we wspólnocie Kościoła.

Można niekiedy odnieść wrażenie, że człowiek świecki został stworzony z „żebra” człowieka-kapłana, aby nadać sens jego samotnemu istnieniu w raju instytucji. Świeccy nadal są w praktyce usytuowani po stronie profanum/nieczystości/grzechu, podczas gdy kapłani i osoby konsekrowane reprezentują sacrum/czystość/niewinność.

Świeccy nie zawsze jednak chcą zmian, księża tym bardziej. Odbudowaniu wzajemnego zaufania nie służy ani narzekanie, ani oskarżanie. Wypracowanie pozytywnej autodefinicji świeckiego musi się wiązać z aktywnym poszukiwaniem swego miejsca w Kościele i odważnym realizowaniem powołań w świecie. Kapłani mogą nas wspierać i zachęcać, ale nie zrobią tego za nas. Aby się przebudzić, świeccy potrzebują duszpasterzy – duchowych ojców, takich jakim był Papież. Musimy być jednak przygotowani na przykre niespodzianki. Zdarzyło mi się usłyszeć podczas pewnych rekolekcji stwierdzenie księdza, że powołanie do kapłaństwa jest niczym wyścigowy porsche wobec syrenki – powołania do małżeństwa. Kilka par od razu wyszło z Kościoła…

Wśród grup, które w szczególny sposób mogłyby się włączyć w tworzenie pokolenia-marzenia, są przede wszystkim: młodzież, inteligencja i kobiety. Te ostatnie są w Kościele podwójnie upośledzone w swojej podmiotowości – jako kobiety i jako świeccy5. Upodmiotowienie świeckich stanowi warunek skutecznego wejścia Kościoła w sferę publiczną w społeczeństwie pluralistycznym – nie poprzez powrót do sojuszu tronu i ołtarza, lecz jako pełnoprawni uczestnicy społeczeństwa obywatelskiego.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 następna strona

Kościół w Polsce

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?