Czytelnia

Andrzej Friszke

Andrzej Friszke, Polityka w imię wartości, WIĘŹ 2007 nr 4.

Błędem Mazowieckiego była nieumiejętność takiego ułożenia stosunków z Lechem Wałęsą, by otrzymał odpowiadające jego pozycji znaczenie w nowym układzie politycznym. Brak rozwiązania tego, z pewnością trudnego, problemu przyspieszył podział „Solidarności” i konsolidację grup radykalnych. Wybuchła tzw. wojna na górze, która była niszcząca, zantagonizowała bohaterów ruchu wolnościowego, osłabiła jego pozytywny mit, a także zapoczątkowała nowe i — jak się okazało — trwałe podziały w dawnym obozie „Solidarności”.

Mazowiecki starał się uniknąć wejścia w polemikę, ale musiał być w nią wciągnięty, gdy jego rząd i on sam był atakowany. Zdecydował się rzucić wyzwanie Lechowi Wałęsie jako kandydatowi na prezydenta. Z jego punktu widzenia istniał w tym momencie dylemat, co jest ważniejsze: walka z inflacją i odbudowa gospodarki, tworzenie szerokiego konsensu dla budowania demokratycznego państwa oraz stabilizowanie nowej pozycji Polski w szybko zmieniającej się sytuacji międzynarodowej (zjednoczenie Niemiec, postępujący rozkład ZSRR) czy podjęcie wewnętrznej walki i rozliczeń z osłabionymi siłami postkomunistycznymi. Walkę wyborczą przegrał najpierw ze Stanisławem Tymińskim —egzotycznym kandydatem, który zgromadził wokół siebie liczny elektorat złożony z ludzi dotkniętych pierwszą fazą zmian gospodarczych, gotowych do bezkrytycznego poparcia fantastycznych pomysłów i manipulowanych przez najbardziej nikczemne postacie dawnego reżimu. Ta porażka była szczególnie bolesna. Przegrana z Wałęsą była bardziej naturalna, choć także bolesna. W tej sytuacji w grudniu 1990 r., po 14 miesiącach urzędowania, premier podał się do dymisji.

Demokracja wymaga kompromisów

Polityka Mazowieckiego jako premiera z pewnością będzie wywoływała także w przyszłości spory i rozbieżne oceny. Zajmowane w tych dyskusjach stanowiska będą zależały zarówno od oceny ówczesnej sytuacji w kraju i jej międzynarodowego kontekstu, szacunków siły obozu postkomunistycznego, jak i wyznawanych wartości ideowych. Nie da się jednak zaprzeczyć, że rząd Mazowieckiego dał podstawę do rozwoju demokratycznego państwa we wszystkich jego kluczowych funkcjach na wiele lat następnych.

Obóz popierający go w wyborach przekształcił Mazowiecki w Unię Demokratyczną, której był liderem. Przez szereg lat należał do najważniejszych polityków w Polsce. Pozostawał wierny wartościom, którymi od dziesięcioleci się kierował: zasadzie dialogu, szukania kompromisu i porozumień dotyczących spraw najważniejszych dla państwa, obrony prawa i wysokiej kultury politycznej, wchodzenia Polski w struktury świata zachodniego i dawania tam świadectwa odpowiedzialności. Był w III Rzeczypospolitej autorytetem nie tylko we własnej partii. Stał się też ważną postacią na arenie międzynarodowej jako specjalny sprawozdawca Komisji Praw Człowieka ONZ w byłej Jugosławii.

W ostatnich latach z niepokojem obserwował bieg spraw w Polsce — zarówno porażkę własnej formacji politycznej, która została wyeliminowana z parlamentu, jak i narastanie tendencji do upartyjnienia państwa i wzrost radykalizmu. W zasadniczym wystąpieniu na Uniwersytecie Warszawskim w marcu 2006 r. mówił: Demokracja wymaga minimalnej choćby zdolności do dialogu i do kompromisu. To ostatnie jest dla nas Polaków trudne, ponieważ przyzwyczailiśmy się przy słowie kompromis dodawać od razu „zgniły”, jakby każdy kompromis był taki z samej swej natury. Choć zasada nieustannego ucierania praw, jak to było w Pierwszej Rzeczypospolitej, należy do polskiego dziedzictwa politycznego. [...]

Mamy dziś do czynienia z zakwestionowaniem III Rzeczypospolitej. To stara idea politycznych inicjatorów IV RP, którzy przedtem mieli ideę „nowego początku”. Za każdym razem muszą mieć nowy początek, a to, co przedtem zrobiono — przekreślić. Zniszczyć w świadomości Polaków. Ale ten zabieg niszczy zarazem stosunek obywateli do własnego państwa. [...]

W demokracji nie wolno chcieć mieć wszystkiego. Kto chce mieć wszystko, chce za wiele. W demokratycznym państwie prawnym niezbędne są instytucje, które muszą być niezależne od partii politycznych, choć wybierane są na zasadach politycznych — przez parlament lub prezydenta. Te instytucje to przede wszystkim Trybunał Konstytucyjny, Narodowy Bank Polski, Najwyższa Izba Kontroli. W innym zakresie — wolne media. [...]

Demokracja nie jest skazana na przegraną. Może, ale nie musi przegrać. Może stać się demokracją zniekształconą, ale nie musi. Zależy to dziś zwłaszcza od odważnej rozbudowy instytucji społeczeństwa obywatelskiego, od obrony instytucji niezależnych od układów partyjnych i od wymuszania przez opinię publiczną odnowy standardów życia publicznego.

Andrzej Friszke

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Andrzej Friszke

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?