Czytelnia

Katarzyna Jabłońska

Katarzyna Jabłońska, Pomiędzy, WIĘŹ 2007 nr 10.

Z grubsza tylko wiem, kto z grona naszych przyjaciół i rodziny orientuje się w sytuacji Mikołaja. Kilkoro wie od Hanki. Ja sam nie rozmawiam z nimi na ten temat. Mikołaj jest dorosły, jeśli chce żeby ktoś wiedział, niech sam powie. Ja wiem dla siebie. Jeśli ktoś pyta mnie o sprawy dotyczące jakiejś osoby, sugeruję, żeby spytał u źródła.

Jest, jak jest. Zdaje się, że również Hanka coraz bliższa jest takiej postawy. Zawsze kiedy o tym rozmawiamy przekonuję ją, że walka z czymś, na co nie mamy wpływu, jest bezsensowna. A na tę akurat sytuację Mikołaja nie mamy wpływu, zmiana wykracza nie tylko poza nasze możliwości, ale wiele wskazuje na to, że przekracza również możliwości Mikołaja.

Jak to pogodzić z wiarą i z Panem Bogiem? Nie wiem. Na własny użytek miałem i mam jedną metodę — staram się być uczciwy wobec Boga i samego siebie. Staraliśmy się z Hanką tak postępować w domu i wobec siebie, żeby ta zasada nie była tylko czczą deklaracją.

Homoseksualizm Mikołaja to na pewno nie ostatnia jeszcze niespodzianka, jaką zaserwuje mi życie. Jakoś się z nią oswoiłem. Zdaję sobie jednak sprawę, że i tu czeka mnie jeszcze sporo do zrobienia — przyjdzie przecież czas, kiedy Mikołaj będzie z kimś na serio i pewnie na stałe. Nie wiem, co wtedy. Tymczasem trudno mi wyobrazić sobie nas wszystkich na przykład przy wigilijnym stole. Trudno mi jednak również pomyśleć, że Mikołaja mogłoby przy tym stole zabraknąć, dlatego że my nie będziemy w stanie zaakceptować tam obecności jego życiowego partnera. To dopiero byłby dramat, o wiele większy niż to, że Mikołaj jest homoseksualny.

Alicja w krainie snu

Paweł odwiózł mnie na stację. Przeprosił, że nie poczeka na przyjazd mojego pociągu — nie zdążyłby na wspólny z synami... lot balonem, który miał być pierwszym punktem świętowania urodzin Maćka. Potem kolacja z najbliższą rodziną i przyjaciółmi, przygotowana pod wodzą Mikołaja, który upiekł nawet tort. Jest w tym naprawdę świetny — rzucił na odchodne Paweł.

Zostałam sama. Włączyłam komórkę, odebrałam nowe wiadomości, a potem kolejny już raz przeczytałam smsy od Alicji, przesłane mi kilka dni temu: „Ojej, co za sen miałam! — pisała Alicja. — Śniło mi się, że oświadczyłam się Oli. Przyjęła moje oświadczyny — było cudownie. Jednak niedługo potem zaczęła się zastanawiać. Nie wiem, co było dalej — obudziłam się. Ogarnął mnie lęk. Tak mi źle, wszystko we mnie krzyczy: moje serce, rozum, dusza i ciało. Czy tak będzie już zawsze?. Czy już całe życie mam mówić «nie» miłości?! Mojej miłości?!”

Czy istnieje gdzieś odpowiedź na takie pytania — myślałam, zapatrzona w dwoje młodych stojących niedaleko na peronie. On bardzo wysoki, ona mała i drobna, prawie znikała, kiedy ją przytulał i obejmował. Wzruszająca była ich wzajemna czułość, jakaś taka niedzisiejsza: ona gładziła go po policzku, a on całował ją we włosy i czoło, był też dyskretny pocałunek w usta. Potem pomógł jej usadowić się w przedziale i stał aż do odjazdu pociągu. Piękna miłość. Czy istnieje brzydka miłość? Bo że nieszczęśliwa czy trudna, to oczywiste. Bohaterka Nicole Müller mówi: Budzę się co rano i pierwsza moja myśl dotyczy jej, i podobnie wieczorem, kiedy kładę się spać, jej dotyczy moja myśl ostatnia. Codzienna droga krzyżowa z dwiema stacjami. Ona jest we mnie, i nie mogę nic na to poradzić, jak tylko pozwolić, żeby czas mijał, i żyć nadzieją, że się to kiedyś skończy. Bo to jest w miłości najstraszniejsze, że ukochana osoba jest w nas, staje się częścią nas i nie można jej, ot tak wyrwać, nie wyrzekając się siebie. Czy nie to jest również w miłości najpiękniejsze?

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 następna strona

Katarzyna Jabłońska

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?