Czytelnia

Katarzyna Jabłońska

Katarzyna Jabłońska, Pomiędzy, WIĘŹ 2007 nr 10.

Dowiedziałam się cztery lata temu — byłam właśnie u Ani w Belgii, tam kończyła swoje studia. Któregoś dnia siedziałyśmy gadając i ona wtedy, bez żadnego wstępu, powiedziała: „Wiesz, Mamuś, dawno już chciałam ci to powiedzieć — jestem lesbijką”. Skamieniałam, nie mogłam wydobyć z siebie słowa, z oczu popłynęły łzy. Ania zaczęła mnie pocieszać: nie martw się, Mamuś, będzie dobrze. Podczas tamtej rozmowy dowiedziałam się też o Ince. To koleżanka Ani. Była niemal domownikiem, u nas się uczyła, jadła, tu przychodziła ze swoimi kłopotami — w rodzinnym domu Inki nadużywano alkoholu, nie bardzo umiała znaleźć tam sobie miejsce. Kiedy zdawała — podobnie zresztą jak Ania — na studia do Krakowa, oczywiste było, że mój mąż odwiezie ją tam z jej rzeczami. Zamieszkała z Anią.

Podczas tamtej rozmowy w Belgii dowiedziałam się, że Ania chce sprowadzić Inkę do siebie, że się... kochają. Poczułam się strasznie zdradzona, nie tylko przez swoje dziecko, ale i przez Inkę — dałam jej przecież to, co miałam najlepszego... Czasem myślę, że być może to ona uwiodła Anię.

Nigdy się z tym nie pogodzę! Homoseksualizm uważam za zboczenie. Chce mi się krzyczeć, kiedy Anka opowiada, że jedzie z tą osobą — nie, nie z Inką, ma już teraz kogoś innego — do rodziny tamtej kobiety. Protestuję: to nie jest dla ciebie żadna rodzina. Jestem chyba jedynym człowiekiem, który mówi Ance, że to, jak żyje, nie jest normalne. Tam w Kalifornii, gdzie teraz mieszka, wszyscy są tacy tolerancyjni, akceptujący. Nie tylko w Kalifornii — byłyśmy w zeszłym roku z Anią u jej znajomych w Szwecji i podczas którejś ze wspólnych rozmów Anka powiedziała im o sobie. Czułam się okropnie, a oni z przyjaznym uśmiechem oznajmili, że orientacja seksualna człowieka nie stanowi dla nich problemu. Nie wytrzymałam i zapytałam, czy jeśli ich synek oświadczy im za dziesięć lat, że jest homoseksualistą — przyjmą to z aprobującym uśmiechem. Zaległo milczenie, po czym znajomy Ani powiedział, że trudno byłoby mu zaakceptować homoseksualizm swojego dziecka. No właśnie! Łatwo jest coś tolerować, jeśli to nie dotyczy bezpośrednio nas samych.

Nie akceptuję homoseksualizmu, nie jestem w stanie, pozostaje to w sprzeczności z wyznawanymi przeze mnie zasadami. Oczywiście, oburza mnie rzucanie w gejów i lesbijki kamieniami czy obraźliwe i agresywne słowa pod ich adresem, takie zachowania uważam za naganne. Oburzają mnie jednak również „parady równości” — niesmaczne jest obnoszenie się ze swoją seksualnością, niezależnie, czy jest się homoseksualnym czy heteroseksualnym, to sfera intymna, a nie publiczna.

Moja codzienność to nieustanne rozdarcie. Kocham swoje dziecko nad życie, nie opuszcza mnie więc lęk, że je poprzez tę swoją niezgodę utracę. Nie chcę jednak, żeby moja akceptacja wynikała z tchórzostwa. Jako matka mam prawo, a nawet obowiązek mówić Ance, że traktowanie homoseksualizmu jako czegoś normalnego jest nieuczciwe.

Wyczekuję na jej telefony — i boję się ich. Już teraz w naszych rozmowach jest coraz więcej milczenia. Kiedyś bardzo lubiłam słuchać jej opowieści o tym, jak spędza czas, jak urządza swoje nowe mieszkanie, doradzałam, cieszyłam się z nowych pomysłów i zakupów. Odkąd wiem, że żyje z tą kobietą we wspólnie kupionym domu, nie chcę nic o tym domu wiedzieć. Niedawno z okazji moich imienin Ania przysłała mi swój portret. Był bardzo udany. Włożyłam rysunek w antyramę i powiesiłam na ścianie — już go tu nie ma. Kiedy dowiedziałam się, że narysowała go tamta kobieta, natychmiast go schowałam. Nie chcę niczego, co byłoby od niej.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 następna strona

Katarzyna Jabłońska

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?