Czytelnia

ks. Andrzej Draguła

ks. Andrzej Draguła, Kupić, nie kupić, poświętować można. Rzecz o handlu w niedzielę i nie tylko, WIĘŹ 2005 nr 3.

„Pożytki” z odpoczynku niedzielnego są według Papieża wielorakie. Pozwala on sprowadzić do odpowiednich proporcji codzienne troski i zajęcia, sprawy materialne ustępują miejsca sprawom duchowym, podejmujemy właściwe kontakty z ludźmi, z którymi się spotykamy, mamy czas, by na nowo zachwycić się pięknem przyrody. Tak przeżywana niedziela staje się dniem, w którym człowiek zachowuje pokój z Bogiem, z samym sobą i z bliźnimi, a przez to daje się on porwać tej wspaniałej i tajemniczej harmonii, która (...) łączy różne elementy kosmosu więzią jedności i pokoju. Szczytem tak przeżywanej niedzieli jest Eucharystia, do właściwego przeżywania której niezbędny jest odpoczynek ducha i ciała.

Myliłby się jednak ten, kto kojarzy sobie odpoczynek z fizycznym i duchowym lenistwem, czy – jak mówi Papież – z jałową bezczynnością, która wywołuje uczucie nudy. Niedzielna rozrywka winna stać się źródłem duchowego wzbogacenia, zapewniać większą wolność, umożliwiać kontemplację i sprzyjać braterskiej wspólnocie.

Jak w tej perspektywie jawi się niedzielny handel, a właściwie niedzielne zakupy? Myślę tu bardziej o zwyczaju niedzielnej wyprawy do supermarketu niż o chlebie czy gazecie kupionej po drodze z kościoła. Nie da się – moim zdaniem – udowodnić, że niedzielne (mega)zakupy sprzyjają uwzniośleniu ducha, wyrwaniu się z rytmu ziemskich zajęć i sprowadzeniu do odpowiednich proporcji spraw duchowych i materialnych. Trudno też mi uwierzyć, iż czynność ta może w człowieku wzbudzić zachwyt nad światem stworzonym i wyzwolić w człowieku świadomość owej kosmicznej harmonii, o której pisał Papież. Przeciwnie, robienie zakupów jest czynnością w pierwszym rzędzie skierowaną na zaspokojenie potrzeb materialnych, a duch ludzki ogarnięty jest bardziej troską o gromadzenie dóbr doczesnych niż skarbów niebieskich.

O wiele bardziej skomplikowany jest problem niedzielnych zakupów widziany w perspektywie – jak to coraz częściej bywa – rodzinnej rozrywki. Kupowanie przestało być bowiem banalną czynnością. Stało się rytuałem i celebracją. Zjawisko to nazywa się dzisiaj zakupo-rozrywką, czy z angielska shoppertainment, albo też det-rozrywką (od det. – detaliczny)8. Nasza rzeczywistość daleka jest jeszcze od amerykańskiej, gdzie buduje się tzw. malle – kompleksy składające się z hipermarketów, sklepów, parków rozrywki, restauracji, klubów i multikina, ale wspomniany kompleks handlowo – rozrywkowy IV generacji szedł by chyba trochę w tym kierunku. Cel takiego działania jest jeden. Chodzi o to, aby – jak pisze Tomasz Szlendak – zaproponować wszystkie wrażenia i wszystkie możliwe przyjemne doznania w jednym miejscu, w bardzo krótkim, intensywnie wypełnionym próżnowaniem czasie9. Na zakupy wybierają się więc coraz częściej całe rodziny, które traktują kupowanie jako jedną z form wspólnego spędzenia czasu. W nowoczesnych centrach handlowych można spotkać się z przyjaciółmi, zjeść obiad, wypić kawę, pójść do niedalekiego kina. Wszystko to sprawia, że zakupy stają się doświadczeniem magicznym, a supermarkety – magicznymi świątyniami10.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 następna strona

ks. Andrzej Draguła

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?