Czytelnia

Przemiany współczesnego społeczeństwa

Marek Rymsza

Skrajnie twórcza działalność, Dyskutują: Marek Liciński, Krzysztof Liszcz i Marek Rymsza, WIĘŹ 2009 nr 7.

Wybierając ten zawód chciałem iść śladem wytyczonym przez tych, których kiedyś nazywano społecznikami, czyli wychodzić nie tylko poza swoją rolę, określoną wykonywanym zawodem, ale też poszerzać swoje człowieczeństwo. W naszym stechnicyzownym świecie często gubimy ten wymiar bycia. Przyjąłem więc prostą receptę — również jako lekarz staram się być dobrym człowiekiem.

Science fiction

Liciński: Postawa realizowana przez Krzysztofa Liszcza, niestety, nie jest powszechna. Komercjalizacja pomocy dotyka nie tylko służb państwowych, ale też organizacji pozarządowych. Dlatego bardzo ważną sprawą jest zdefiniowanie, czym jest pomoc i czemu może ona służyć. Skomercjalizowana czy stechnicyzowana pomoc bardzo często sprowadza się do działań niezwykle powierzchownych. Tu zazwyczaj rzadko wnika się w istotę problemu, pomoc tak zwanych specjalistów polega raczej na doraźnym rozwiązaniu problemu zgłaszanego przez klienta. I co z tego, że ja ten problem rozwiążę? Życie niesie przecież nieskończoną ilość problemów i wcześniej czy później — a doświadczenie uczy, że raczej wcześniej — pojawi się kolejny.

Rymsza: Pomoc społeczna, przynajmniej u nas w Europie, opiera się na założeniu, że społeczność lokalna jest odpowiedzialna za los swoich najsłabszych członków. Wciąż jednak powielamy błąd państwa opiekuńczego, które stworzyło układ, gdzie my — obywatele — płacimy na rzecz najsłabszych podatki, zrzucając na państwo i jego służby odpowiedzialność za konkretne działanie. Państwo ma więc zadania, środki i profesjonalistów, którzy lepiej niż my wiedzą, jak pomagać. Takie rozwiązanie tylko usypia inicjatywy oddolne. Tymczasem rolą profesjonalistów powinno być animowanie działań społecznych, uruchamianie lokalnych zasobów wokół człowieka potrzebującego pomocy, żeby był on zakorzeniony w swojej społeczności, a nie żył wyłącznie na garnuszku jakichś służb.

WIĘŹ: Spróbujmy więc sformułować skład zasad dla tego, kto chciałby zawodowo albo społecznie pomagać innym.

Liszcz: Jeśli ktoś kto szuka u mnie pomocy, czyli pokonał jakąś trudną drogę, żeby zrozumieć, że sam sobie nie poradzi i uznał, że ja mogę być dla niego oparciem, to ja muszę się pilnować, żeby go tą swoją mocą niejako nie nakryć, nie wbić w ziemię. Niedawno przyszła do mnie rodzina, która przeżywa wielki kryzys — dwoje młodocianych dzieci, dziewiętnaście i dwadzieścia lat, sprawia nagłe i istotne kłopoty wychowawcze. Syn właśnie został ojcem i porzucił studia, również i córka przerwała naukę. Zaproponowałem duże spotkanie — z tymi młodymi, ich rodzicami i rodzeństwem. Liczyłem na to, że takie spotkanie pozwoli zobaczyć, jak ta rodzina może się dźwignąć ze swoich kłopotów. Chciałem, byśmy rozpoznali, czym dysponują — kto może wesprzeć tę młodą matkę w codziennej pielęgnacji dziecka, w dokończeniu liceum etc... My z żoną mieliśmy przygotować to spotkanie, a potem dyskretnie być do dyspozycji. Chcieliśmy włączyć całą tę rodzinę w rozwiązywanie rodzinnego problemu — taka technika z cyklu koncepcji „konferencji rodzinnych”. Spotkanie się odbyło, trwało ponad cztery godziny. Podziękowali. Mieli się odezwać. Za dwa dni dzwonią do mnie. Z biciem serca słucham, bo ciąg dalszy rozpoczętego procesu wymaga ode mnie, by teraz spotkać się z każdą z tych osób pojedynczo i wesprzeć ją w dalszych działaniach. Tymczasem z drugiej strony słuchawki pada prośba: wiesz, ile mamy kłopotów, a jeszcze Z — czyli młodocianemu ojcu — mają zabrać prawo jazdy. Mógłbyś nam pomóc jakoś tego uniknąć?

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 następna strona

Przemiany współczesnego społeczeństwa

Marek Rymsza

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?